InformacjeRecenzja - PC

Wciągająca przygoda - recenzja gry Ember

... Adam Berlik

Ember sprawia wrażenie gry, którą stworzona zgodnie ze wszystkimi założeniami twórców. Choć nie jest pełnokrwistym cRPG-iem, warto dać mu szansę.

Podejrzewam, że większość czytelników serwisu gram.pl mogła przegapić debiut gry Ember na Steamie, a szkoda, bo obecnie tytuł może pochwalić się bardzo pozytywnymi opiniami i nie ma w tym nic dziwnego - to dobra gra. Nie mogę się jednak pozbyć wrażenia, że została ona stworzona głównie pod kątem urządzeń mobilnych, a wersję na komputery osobiste wydano niejako przy okazji. Dlatego też ciężko będzie jej konkurować z innymi przedstawicielami gatunku, zwłaszcza że recenzowanej produkcji daleko do nowego Divinity czy Pillars of Eternity, ale mimo to jeśli macie ochotę na uproszczonego cRPG-a, będziecie się nieźle bawić. Musicie jednak pamiętać, że Ember nie oferuje niczego nowego, ale umiejętnie łączy rozwiązania znane z innych gier.

Twórcy serwują nam klasyczne podejście do tematu w kwestii scenariusza, oferując możliwość ponownego ratowania świata przez zagładą, ale tym razem mamy do czynienia ze stosunkowo ciekawym tłem opowieści. Wcielamy się bowiem w Lightbringera, czyli niosącego światło, który został wskrzeszony, by za chronić tytułowych Emberów. Wiele lat temu spadły one z nieba oświetlając cały świat, ale ludzie znaleźli dla nich także wiele innych zastosowań, co oczywiście doprowadziło do konfliktów. Fabuła nie jest raczej zaskakująca, ale sporym plusem jest fakt, że z czasem rozgałęzia się i mocniej skupia się na postaci głównego bohatera, który dowiaduje się ciekawych rzeczy na temat swojej przeszłości. Jednocześnie w ten sposób autorzy przedstawiają nam historię świata.

Wzorem klasycznych przedstawicieli gatunku cRPG w Emberze kierujemy drużyną złożoną z określonej liczby bohaterów. Na początku mamy jednego towarzysza, ale z czasem dołącza do nas kolejna postać. Wspólnie przemierzamy wirtualny świat, staramy się znaleźć gospodę, w której możemy przespać kilka godzin, by zregenerować punkty życia i energii (nawet jeśli tuż obok kręci się właściciel chatki), a jeśli takowa jest zbyt daleko, nic nie stoi na przeszkodzie, by przespać się w środku lasu bez obaw, że nocą zostaniemy zjedzeni przez dzikie zwierzęta. Razem także odwiedzamy postacie niezależne, przeprowadzamy dialogi (nie tak rozbudowane jak w staroszkolnych grach fabularnych, ale czasem jest co poczytać) i podejmujemy decyzje, które czasem pozwolą nam odblokować jakąś dodatkową ścieżkę fabularną lub też uniknąć walki z trudniejszym przeciwnikiem.

Choć autorzy twierdzą, że na ukończenie Emberu potrzebujemy więcej niż 30 godzin, tak naprawdę można zrobić to dwa razy szybciej. Nie trzeba się przy tym śpieszyć, bo gra nie jest zbyt długa, a nawet powiedziałbym, że za krótka jak na cRPG. Bardzo dobre wrażenie robi jednak wirtualny świat. Twórcy przygotowali spory obszar do zwiedzania, a także zadbali o zróżnicowanie miejscówek. Poza typowymi miastami odwiedzamy między innymi pobliski las, bibliotekę, ziemie pokryte lodem, port, a także - rzecz jasna - lochy. Same lokacje zaprojektowano starannie, dbając o różnorodność, ale szkoda, że w większości z nich ścieżki prowadzą nas pod kątem 90 stopni. Ewidentnie wskazuje to na możliwość łatwego przemieszczania się na ekranie dotykowym.

Ember nie jest grą, w której szybkie wciskanie przycisku stanowi klucz do sukcesu. Walka odbywa się w czasie rzeczywistym, ale mamy tutaj również aktywną pauzę. Możemy zatrzymać czas, by uleczyć swoje postacie, kazać im zaatakować danego przeciwnika czy też wycofać się z danego obszaru. W tym przypadku również odniosłem wrażenie, że dużo lepiej i szybciej wydawałbym polecenia swoim bohaterom za pomocą ekranu dotykowego. Wystarczy kliknąć na daną postać i przejechać kursorem po ekranie, by wskazać cel, do którego ma udać się nasz podopieczny. Jeśli zaś chodzi o poziom trudności to na najniższym oczywiście możemy sobie pozwolić na sporo błędów, ale jeśli wybierzemy najwyższy będziemy wielokrotnie powtarzać niektóre starcia wymagające opracowania stosownej taktyki. Dlatego też najlepiej wybrać normalny - walki nie są za trudne, ale często zmuszają do kombinowania.

System rozwoju postaci w Emberze jest maksymalnie uproszczony. Tradycyjnie za pokonywanie wrogów i zaliczanie questów otrzymujemy punkty doświadczenia, które wydajemy na rozwijanie jednej z czterech dostępnych statystyk takich jak siła, zręczność, intelekt oraz życie. Oznacza to również, że możemy stworzyć maksymalnie trzy inne postacie wykorzystujące cięższe lub lżejsze rodzaje broni albo czary. Co ważne, gdy w połowie rozgrywki zdecydujemy się na zmianę buildu, w mgnieniu oka rozdysponujemy posiadanie punkty statystyk od nowa wydając na to skromną liczbę złota, która jest oczywiście jedyną walutą w całej grze. W przypadku głównego bohatera sami musimy zdecydować na co wydamy punkty doświadczenia, natomiast jeśli chodzi o towarzyszy to tutaj mamy wybór - gra może wybrać za nas, które statystyki powinniśmy rozwinąć.

Ciekawe, ale także kontrowersyjnie, zrealizowano tutaj sposób zdobywania umiejętności. Zamiast tradycyjnego drzewka zdolności, na którym moglibyśmy odblokowywać nowe talenty, przypisano je do poszczególnych elementów wyposażenia. Idealne uproszczenie przygotowane specjalnie na urządzenia mobilne, które graczom pecetowym nie musi się podobać, ale trzeba przyznać, że stanowi ciekawą alternatywę dla standardowych rozwiązań. Jednocześnie niestety zmusza nas do noszenia wielu takich samych przedmiotów w ekwipunku, które różnią się od siebie dostępnymi zdolnościami. Obecny jest także crafting pozwalający na tworzenie nowych przedmiotów oraz gotowanie. Przy ognisku możemy np. przyrządzić mięso dzięki któremu później odnowimy energię życiową bohaterów.

Pomysły twórców gry Ember nie wszystkim muszą przypaść do gustu, ale zaproponowana koncepcja sprawia, że gra oferuje kilkanaście godzin dobrej zabawy. Irytować może słabo zrealizowany interfejs użytkownika i toporny system zarządzania ekwipunkiem, a także konieczność wielokrotnego pokonywania tych samych przeciwników, kiedy próbujemy dostać się do zleceniodawcy questa, ale to jedynie niedociągnięcia, które raczej nie powinny zniechęcić do zabawy. Zwłaszcza, że obecny jest tu syndrom jeszcze jednego questa w wyniku którego ciężko oderwać się od klawiatury. Zadania są naprawdę różnorodne i mają ciekawe podłoże fabularne (rzadko kiedy po prostu zajmujemy się wyłącznie dostarczaniem przedmiotów we wskazane miejsce), poziom trudności jest odpowiednio wyważony, a liczba dostępnych elementów wyposażenia na tyle wystarczająca, by stworzyć ciekawą postać, którą chętnie będziemy eksplorować starannie wykonane lokacje.

PCEmber

  • intrygujące tło fabularne
  • ciekawie zrealizowane misje główne i poboczne
  • stosunkowo duży świat do zwiedzania
  • angażujący system walki
  • zróżnicowane umiejętności
  • syndrom jeszcze jednego questa
  • starannie wykonane lokacje
  • uproszczenia w mechanice rozgrywki wymuszone przez edycję na urządzenia mobilne (sterowanie i rozwój postaci)
  • krótki czas rozgrywki
  • nie wprowadza żadnych nowości do gatunku
  • jedynie poprawna grafika

Nie wymyśla koła na nowo, ale oferuje przyjemną i angażująca rozgrywkę

Najnowsze
Lubisz nas?