InformacjeBetatest

Mało zmian, sporo problemów - wrażenia z WRC 6

... Paweł Pochowski

Przygotowanie dobrej rajdowej gry jest wbrew pozorom trudnym zadaniem. Niestety wygląda na to, że WRC 6 nie będzie zbyt ciekawą propozycją dla graczy.

Ostatnich kilkanaście miesięcy było dla fanów wirtualnych rajdów całkiem owocnym czasem. Równo rok temu zadebiutowało WRC 5 autorstwa studia Kylotonn, a grę całkiem entuzjastycznie ocenił na naszych łamach Adam Berlik nazywając ją „najlepszą rajdową grą na PS4”. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, bo kilka miesięcy później zadebiutował na konsolach i PC rajdowy tytuł od Milestone w postaci Sebastien Loeb Rally Evo. W mojej opinii była to całkiem porządna produkcja, choć niestety zabawę psuły problemy z animacją. Na wiosnę PlayStation 4 oraz Xbox One nawiedził natomiast król w postaci DiRT Rally – absolutnie najlepszej rajdowej produkcji ostatnich lat. Sądzę, że z tym tytułem nikt nie nawiąże rywalizacji aż do czasu, gdy na rynku pojawi się DiRT Rally 2. Natomiast z całą pewnością nie będzie to tegoroczna edycja WRC 6, z którą miałem okazję spędzić trochę czasu w warszawskiej siedzibie Techlandu.

Chciałbym zaznaczyć, że WRC 6 ma swoje plusy. Z całą pewnością. To jedyna gra, która zaoferuje Wam chociażby licencje wszystkich trzech klas tej ligi wraz z zespołami, samochodami i prawdziwymi trasami. Tylko tutaj będziecie mogli wystartować w Rajdzie Polski czy szeregu innych imprez odzwierciedlających prawdziwe rajdy. Wszystko wskazuje na to, że także i w tym roku wydawca zorganizuje e-sportową ligę, podczas której gracze będą mogli rywalizować w poszczególnych rajdach w tym samym czasie, w którym w danym kraju trwać będą zawody. To naprawdę fajne elementy, które z całą pewnością dla części graczy będą miały spore znacznie. Podobnie jak i tryb kariery, który pozwala przejść drogę od najniższej klasy, aż do startów w królewskiej – WRC i walkę o tytuł rajdowego mistrza świata.

Miałem okazję zasiąść za kierownicą Logitech G29 i zabrać Hyundaia i20, Fiestę RS czy Citroena DS3 na trasy rajdów w Polsce oraz Katalonii. To dwie zupełnie inne imprezy. W naszym kraju odcinki specjalne są raczej szerokie i prowadzą przez mazurskie pola oraz lasy – szczerze powiedziawszy polne ścieżki są w WRC 6 szerokości naszych krajówek, a otoczenie wypada raczej monotonnie, ale taka specyfika tej rundy. Na szczęście jest tu sporo prostych, które pozwalają rozpędzić auto oraz efektownych hop, dzięki którym poczujecie skok adrenaliny. Katalonia to natomiast asfaltowa przygoda po krętych, górskich ścieżkach – miejsca jest tu zdecydowanie mniej, ale przyczepna nawierzchnia pozwala na szybką jazdę, choć wymaga sporej precyzji w prowadzeniu pojazdu. Model sterowania doczekał się delikatnej poprawy – samochody są przede wszystkim cięższe, dzięki czemu uczucie prowadzenia jest realistyczniejsze. Gra w końcu nie resetuje naszej pozycji tuż po tym, gdy wypadniemy poza trasę czy dachujemy.

Deweloperzy zaplanowali także nowości w grze – oprócz przemodelowania odcinków specjalnych wprowadzili 11 nowych rozgrywanych w ramach pojedynków „jeden na jednego” na przygotowanych do tego celu torach. Sporą nowością w grze będzie także split-screen. To o tyle ważne, że sam przeżyłem rozczarowanie, gdy wraz z kolegą odpaliliśmy WRC 5 i szukaliśmy opcji gry na podzielonym ekranie, a skończyło się na podawaniu sobie pada i zmianie grającego co odcinek. W WRC 6 nie będzie już tego problemu, ale… I tu właśnie dochodzimy do kluczowego momentu moich wrażeń. Jednego, wielkiego „ALE”, które mam względem WRC 6 i które nie pozwala mi wstępnie polecić Wam tej gry.

Split-screen to fajna opcja i jeśli macie kumpla, z którym lubicie pościgać się we dwójkę z całą pewnością jest to ciekawa forma zabawy oraz rywalizacji jednocześnie. Ale to za mało, bym mógł polecić Wam ten tytuł, szczególnie, gdy na rynku znajduje się DiRT Rally, a silnik gry ma obecnie trudność z utrzymaniem animacji na płynnym poziomie nawet przy jednym graczu. I to pomimo faktu, że generalnie rzecz ujmując oprawa wizualna prezentuje się gdzieś pomiędzy poziomami „koszmar” i „strasznie brzydka”. Nie mogę obiecać, że grałem w finalną wersję, choć do premiery pozostał raptem tydzień – być może wersja testowa oparta była na wcześniejszym buildzie, a grafika i animacja w końcowej grze będzie lepsza. Oczywiście byłby to strzał w stopę deweloperów, by pokazać gorszą wersję niż aktualna, ale kto wie – istnieje taka szansa, nie można jej przekreślić.

Problem niestety polega na tym, że te same elementy znajdowały się już w WRC 5, a po zagraniu w najnowszą część serii po prostu nie widzę powodu dla którego mógłbym polecić nabycie tego tytułu szczególnie tym, którzy posiadają zeszłoroczną część. Racja, WRC 5 pewnie nie doczeka się e-sportowej ligi, bo jednak wydawca w ten sposób zrobiłby konkurencję dla samego siebie, co byłoby po prostu bez sensu. Ale WRC 6 niestety brakuje znaczących nowości, a gra wydaje się być mocno ograniczona pod niektórymi względami nawet, jeśli nie weźmiemy pod uwagę konkurencji w postaci DiRT Rally. W opcjach modelu sterowania nie można dostosować działania praktycznie żadnych wspomagaczy. Istnieje jedynie możliwość włączenia pomocy przy hamowaniu i prowadzeniu auta, ale osobiście nie lubię, gdy gra wtrąca mi się do prowadzenia w tak nachalny sposób. Odcinki specjalne wydają się być raczej krótkie i prawdopodobnie w poszczególnych rajdach będzie ich tylko kilka. A co najważniejsze, system sterowania jest po prostu mocno zręcznościowy i raczej ubogi. Dla posiadaczy kierownicy wybór pomiędzy WRC 6, a DiRT Rally to jak opcja pojeżdżenia Fiatem Pandą lub Subaru Imprezą. Sami rozumiecie.

Nawet jeśli posiadacie tylko pada, wydaje się, że DiRT Rally pod każdym aspektem zdeklasuje swoją konkurencję wysyłając ją po prostu do niższej ligi. Biorąc to wszystko pod uwagę mam wrażenie, że przy słabym poziomie wrażeń wizualnych, możliwych problemach z animacją i raczej prostym modelem jazdy nie ma żadnych powodów, dla których wybór WRC 6 mógłby być uzasadniony. Chyba, że komuś zamiast na wrażeniach z jazdy zależy na licencjach czy split-screenie. Oczywiście to tylko wstępna teza po krótkim czasie spędzonym z WRC 6, a zweryfikuje ją dopiero przy okazji testu pełnej wersji. Uprzedzam jednak, że musiałoby dojść do jakiegoś cudu, by produkcja Kylotonn finalnie zebrała noty wyższe niż oscylujące wokół pięciu czy maksymalnie sześciu oczek w dziesięciostopniowej skali. Cuda się zdarzają, ale sami wiecie z jaką częstotliwością.

Najnowsze
Lubisz nas?