InformacjeRecenzja - PC

Powrót na tron - recenzja F1 2016

... Paweł Pochowski

Wirtualna Formuła 1 podobnie jak i jej realny odpowiednik przeżywa swoje wzloty i upadki. W tym roku na szczęście wybija się z zeszłorocznego dołka.

Codemasters nie miało najlepszego okresu ostatnimi laty. Kilka złych decyzji zaprowadziło firmę na skraj, za którym znajdowała się jedynie przepaść. Brytyjskie studio po krótkim tańcu na krawędzi straciło sporo pracowników i dawny rozmach, ale odnalazło coś ważniejszego i przypomniało sobie jak powinno robić się dobre gry wyścigowe. Pokazał nam to już DIRT Rally, teraz sprawę pieczętuje F1 2016. Królowa motorowych sportów powraca na tron, a wraz z nią w blasku chwały Codemasters zmierza po utraconą pozycję.

Tegoroczna edycja F1 była ostatnim momentem dla Codemasters na przywrócenie serii dobrej opinii. Po naprawdę niezłym F1 2013 marka zwolniła tempa. F1 2014 jako ostatnia edycja na minioną generację nie doczekała się odpowiedniej uwagi ze strony deweloperów. Odwrotnie było z F1 2015, a więc edycją, która wprowadziła serię na Xbox One oraz PlayStation 4. Ale niestety był to produkt skrajnie niedokończony – twórcy nie zdążyli ani opanować w stu procentach nowego silnika, ani nie zdążyli więc doszlifować swojej gry. Efekt był średni. Oprawa wizualna owszem, sprawiała dobre wrażenie, ale cała reszta już niekoniecznie. Dlatego rok temu pisałem - ”porównując F1 2015 do poprzednich edycji to nie gra - to zaledwie jej szkielet, w którym zabrakło wielu ważnych elementów, inną ich część pominięto, a jeszcze kolejną po prostu zepsuto lub zostawiono zabugowaną”. Sprawę dodatkowo zaogniał brak kluczowego dla części graczy trybu kariery. Gdyby i tegoroczna edycja okazała się niewypałem, byłby to chyba gwóźdź do trumny, w której gracze pochowaliby całą serię czekając na lepsze lata. Na szczęście nie ma takiej potrzeby. Umarł król? Niech żyje król.

W F1 2016 powraca kariera i robi to z przytupem, a Codemasters sięga w niej po znane już z wcześniejszych odsłon wirtualne biuro z którego mamy dostęp do wszelkich informacji o postępach w zabawie, osiąganych wynikach czy nadchodzących wyścigach. Mamy nawet okazję zamienić kilka słów z inżynierem do spraw rozwoju bolidu czy menedżerką przekazującą cele od zespołu i zajmującą się negocjowaniem kontraktów. Co ciekawe, w tym roku istnieje realna szansa utraty miejsca w zespole w przypadku osiągania wyników gorszych od zakładanych przez właścicieli teamu. Przed wybraniem konkretnego zespołu mamy podgląd na cel do zrealizowania, a ekipy podzielono na trzy kategorie. Najlepsze oczekują mistrzostwa w ciągu jednego lub dwóch sezonów, podczas gdy najsłabsze planują to osiągnąć w ciągu maksymalnie czterech lat. Co robimy przez ten czas? Rozwijamy bolid.

I to jest „ficzer”, który wprowadził do rozgrywki sporo świeżości. Pomiędzy kolejnymi weekendami zdobywamy punkty rozwoju, za które wykupujemy opracowanie ulepszeń w poszczególnych kategoriach. Usprawniona aerodynamika, mocniejszy silnik czy zmniejszenie apetytu na paliwo sprawiają, że z czasem auto robi się coraz lepsze i nawet przeciętny team może nawiązać walkę z lepszymi od siebie. Oczywiście sprzęt to tylko jeden z elementów układanki, a inną jego częścią jest kierowca. F1 2016 to po raz kolejny szansa na ciężkie treningi i szlifowanie swoich umiejętności godzinami powtarzając kolejne okrążenia i szukając miejsc do urwania kolejnych dziesiętnych części sekundy. Bywało, że od kierownicy odchodziłem zlany potem, ale zawsze z uśmiechem na ustach i uczuciem satysfakcji. W tej grze ciężka praca naprawdę popłaca, a coraz lepsza znajomość toru i szlifowanie punktów dohamowań przynoszą doraźne efekty. Żałuję, że do zabawy nie powróciła możliwość obejrzenia „perfekcyjnego okrążenia”, ale na szczęście jest lepszy sposób na ćwiczenie znajomości toru. I to interaktywny.

Jeżeli zaliczanie kolejnych okrążeni podczas treningu nigdy nie było Waszym ulubionym zajęciem, miło mi donieść, że F1 2016 robi pod tym względem krok naprzód. Podczas treningów mamy możliwość realnego poprawiania swoich umiejętności, chociażby poprzez ćwiczenia jak jechać szybko, ale z dbałością o opony czy szlifowania idealnej linii przejazdu poprzez zaliczanie kolejnych bramek ustawionych na torze. Czym mniej popełniamy błędów, tym otrzymujemy więcej punktów służących do rozwijania bolidu. Mamy tu więc dwie pieczenie na jednym ogniu. Z jednej strony treningi nie są tak żmudne jak zwykle, z drugiej spędzanie w nich więcej czasu i realizowanie wytycznych jest opłacalne, bo przekłada się na kolejne ulepszenia. Osobiście bardzo przypadło mi takie rozwiązanie do gustu, a podczas treningów spędzałem najczęściej trzy trzydziestominutowe sesje jedna po drugiej nie zauważając nawet, jak szybko ten czas leci.

Przy tegorocznej edycji F1 można przepaść na całe tygodnie, jak nie miesiące. Wszystko dlatego, że gra nie tylko wprowadza karierę o długości aż dziesięciu sezonów, ale ponadto pozostawia zeszłoroczną opcję rozgrywki dla profesjonalistów. Takiej, w której rozgrywa się treningi, kwalifikacje i wyścig na pełnym dystansie i to przy włączonych zniszczeniach i bez możliwości korzystania z cofania czasu. Taka zabawa adresowana jest głównie do wyścigowych twardzieli, ale z ciekawości polecam zajrzeć tam wszystkim domorosłym wyścigowym amatorom, bo daje to zupełnie inny obraz sytuacji niż kilkuminutowe zmagania w typowych zręcznościowych grach wyścigowych.

Jest jeszcze kwestia modelu sterowania. F1 od Codemasters nigdy nie było czystej rasy symulatorem, co stanowi pewien paradoks zważywszy na fakt, że gra serwuje zabawę podaną w sposób, w który tylko maniacy są w stanie go przyjąć. Po wcześniejszych romansach z ułatwieniami dla nowych graczy ponownie nie ma w tym roku śladu, a trochę szkoda, bo gra zasługuje na jak najszersze grono. System sterowania bolidem przygotowano w bardzo przyjemny sposób. Łatwo można dostosować go do swoich preferencji – a więc na takim poziomie, na którym opanowanie bolidu jest dla grającego wyzwaniem, ale nie wymaga płaczu i walenia głową w ścianę. Bolidy fajnie trzymają się asfaltu, a wszelkie utraty przyczepności odpowiednio sugerują dając czas na reakcję – to zasługa także poprawnie opracowanego systemu wibracji i stawiania przez kierownicę porządnego oporu. Dodatkowo usprawniono jazdę w deszczu, która od zawsze była swego rodzaju oczkiem w głowie deweloperów.

F1 2016 to także szereg nowości, które sprawiają, że zabawa jeszcze wierniej symuluje prawdziwe zmagania w tej wyścigowej serii. Do rozgrywki powraca bolid bezpieczeństwa kierując stawką podczas kryzysowych sytuacji, debiutuje w niej natomiast okrążenie formujące pozwalające na dogrzanie opon i hamulców przed startem, a także manualny start wymagający operowania sprzęgłem oraz utrzymywaniem obrotów silnika na odpowiednim poziomie. Szkoda, że po warm-upie nie możemy samemu wjechać na linię startową i ustawić bolidu na wywalczonej pozycji, bo gra robi to za nas, ale po cichu liczę na to, że być może w przyszłym roku pojawi się stosowna opcja. Inna przydatna rzecz to dostęp na bieżąco do czasu delta, pozwalającego porównać czas aktualnego okrążenia z najlepszym wynikiem. Dzięki temu nie trzeba opierać się tylko na informacjach z punktów pomiaru czasu. Możemy wcześniej dowiedzieć się, że okrążenie „można odpuścić” albo na bieżąco sprawdzać czy udało nam się coś ugrać w danym zakręcie.

Kolejny pozytywny aspekt produkcji to jej oprawa wizualna. Nowy silnik już w zeszłym roku przedstawił się graczom z dobrej strony, a w tym roku sprawia jeszcze lepsze wrażenie. Bolidy wykonano przepięknie i z dbałością o najdrobniejsze detale, dzięki czemu wyglądają niczym z telewizyjnej relacji. Poprawiono też system zniszczeń wizualnych oraz wrażenia pogodowe, dzięki czemu opady deszczu wyglądają naprawdę dobrze. Kuleje publika i drugi plan w postaci otoczenia toru oraz tekstur na niebie, ale nie te elementy mają tu największe znaczenie. Fajnie, że zgodnie z obietnicami doczekaliśmy się lepszych modeli zawodników dzięki czemu oglądanie powyścigowych animacji wreszcie nie drażni oczu.

F1 2016 nie jest grą idealną. Nie wraca w niej też tryb „klasyczny” na który czekam beznadziejnie od edycji z roku 2013. Nie ma wszystkich pożądanych elementów. Stronie technicznej zdążają się lekkie bugi, a i sztuczna inteligencja prosiłaby się o lekki szlif. Lista zarzutów nie jest jednak długa, za to lista plusów – w porównaniu do dwóch poprzednich rak – zdecydowanie się rozciągnęła. Model sterowania, tryb kariery, nowe treningi, rozwój bolidu, oprawa wizualna sprawiają, że grywalność wznosi się na poziom, na którym nie była już od kilku lat udowadniając, że marka F1 2016 kończy okres bessy i wchodzi w hossę. Ta natomiast może trwać. Póki Codemasters przypomniało sobie, jak robić dobre wyścigowe gry i zgłasza się po feedback do największych fanów wierzę, że będzie cały czas lepiej.

PCF1 2016

  • powrót kariery
  • grywalność
  • model sterowania
  • lepsza jazda w deszczu
  • grafika na poziomie
  • przyjemne treningi i rozwój bolidu
  • oprawa wizualna ma słabsze elementy na drugim planie
  • SI nie zawsze błyszczy
  • gra potrafi chrupnąć
  • nadal brak trybu Classic

Codemasters musiało poprawić siłę docisku, bo F1 2016 przyciąga mocniej niż ostatnio

Najnowsze
Lubisz nas?