InformacjeZapowiedź - konsole

Gamescom 2016: South Park: The Fractured but Whole - już graliśmy

... Katarzyna Dąbkowska

Podczas tegorocznych targów twórcy gry zaserwowali nam mocne wrażenia.

South Park to kreskówka, którą jedni kochają, a drudzy nienawidzą. Jeśli nie jesteście fanami absurdu, fekalnych żartów i tony przekleństw, już teraz Was ostrzegam - omijajcie Fractured But Whole szerokim łukiem. Jeżeli jednak Parker i Stone docierają do Waszych małych, zepsutych serduszek, przygotujcie się na istną petardę.

South Park: Fractured but Whole to kontynuacja wydarzeń, które miały miejsce w Kijku prawdy. Ponownie wcielmy się tutaj zatem w nowego dzieciaka. Tym razem historia jest jednak nieco bardziej tragiczna. Oto nasz bohater zostaje odmieniony przy okazji traumatycznego przeżycia, jakie spotkało go pewnej nocy, kiedy to ciszę spowijającą cały dom przerwało wołanie mamy nowego o pomoc. A przynajmniej tak mu się początkowo wydawało. Po obiciu mordy fantomowym intruzom, którzy czyhali na życie jego matki, nasz bohater jest świadkiem czegoś, co odciśnie piętno na całym jego życiu. Oto jego oczom ukazują się rodzice uprawiający seks. Tej nocy nasz protagonista staje się superbohaterem.

Jego supermoce będą dla nas bardzo użyteczne. Paczka Coon & Friends przeżywa prawdziwy kryzys i rozpada się po kolejnym pomyśle Cartmana na nowy film. Nie każdy się z nim zgadza, tak więc przyjaciele stają naprzeciw siebie w kolejnej wojnie superbohaterów. Pierwszy cel? Odnalezienie znajomego znajomych, który ma dostęp do... Netfliksa.

Mechanika rozgrywki w South Park: The Fractured but Whole uległa drobnemu odświeżeniu. Mamy tutaj zatem do czynienia z kwadratowymi polami, po których mogą poruszać się bohaterowie na planszy. Każda z postaci ma osobne ataki składające się na miks głupkowatych ruchów i absurdalnych szarż. W grze dostępne są też różne klasy postaci, takie jak Blaster czy Speedster. Niestety, dane nam było odkryć jedynie 3, reszta pozostanie tajemnicą, którą będą musieli odkryć gracze. Mogliśmy się jednak wcielić jedynie w jedną postać - Speedstera.

Jak już pewnie domyśliliście się po tytule, Fractured but Whole będzie mocno oparte na bździnach. Co rusz nasi bohaterowie wypuszczają z siebie, z mniejszymi bądź większymi efektami dźwiękowymi, kolejną szarże bąków. Kilka dni temu twórcy gry zażartowali sobie nawet, że wypuszczą Nosulus Rift - nowe urządzenie, które ma serwować nam bąki prosto w nos, jeśli nasz bohater nieco popuści. A przynajmniej myśleliśmy, że to żart, bo okazało się, iż Nosulus Rift faktycznie był dostępny do sprawdzenia. W ograniczonej liczbie, jednak dla chcącego nic trudnego i udało mi się wskoczyć na miejsce ze sprzętem serwującym bąki do nosa. Nie, nie jestem masochistką, kierowała mną czysta ciekawość.

Muszę przyznać, że swoim pomysłem Ubisoft wygrał te targi. Zapytałam jednego z twórców o ideę stojącą za Nosulus Riftem. Odpowiedział prosto - poszliśmy o jeden krok dalej z głupim żartem. Ale żartem udanym. Podczas rozgrywki, pomimo dość ostrych wrażeń bawiłam się świetnie, więc cel został osiągnięty. Okazałam się jedną z tych bardziej odpornych na smród osób, choć w pewnym momencie, przy wspinaniu się na budynek, kiedy trzeba odpalić moc cudownego bąka kilka razy, nie było mi już do śmiechu, a w kąciku oka pojawiła się łza. Na szczęście, Nosulus Rift nie będzie do kupienia w sklepach. Sprzęt został stworzony wyłącznie w celach promocyjnych.

Fractured but Whole trafia w sam punkt - jest sumą absurdu i doskonałego humoru podkręcanego z każdą minutą przez kolejne doskonałe pomysły i teksty (widać w tym macki Parkera i Stone'a) wraz ze szczyptą prostej, ale wciągającej rozgrywki. Gra wychodzi 6. grudnia, ale już teraz wysłałam list do św. Mikołaja. I Wam też radzę. Zapowiada się świetna gra.

Najnowsze
Lubisz nas?