InformacjeRecenzja - konsole

Sebastien Loeb Rally Evo - recenzja

... Paweł Pochowski

Rajdy upodobały sobie gry sygnowane nazwiskami słynnych kierowców. Po Colinie McRae i Richardzie Burnsie przyszła kolej na Sebastiena Loeba.

Na samym początku, mały apel - nie zrażajcie się demem Sebastien Loeb Rally Evo. Sam miałem po nim mocno mieszane uczucia, jednak kontakt z pełną wersją gry był dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Owszem, główna teza nadal się sprawdza, gra nie będzie dla DiRT Rally równym rywalem. Kto ma bowiem kierownicę, ten może podjąć tylko jeden słuszny wybór, ale działa to także w drugą stronę. Jeżeli zamierzacie śmigać głównie za pomocą gamepada, Sebastien Loeb Rally Evo może okazać się naprawdę sensownym wyborem.

Podobnie jak i całkiem sensownie prezentuje się model sterowania w tej grze. Po wojażach w DiRT: Rally określiłbym go mianem "przyjemnie przewidywalnego". Głównie dlatego, że przy minimum uwagi nad samochodami można zapanować w większości sytuacji - zabawa wymaga więc ostrożności podczas jazdy, ale jednocześnie system sterowania jest łatwy do przyswojenia, dzięki czemu szybko zaczyna dostarczać przyjemności z jazdy. Trochę bardziej problematyczne są auta z minionych lat, o ogromnej mocy dostarczanej jedynie na tylną oś, ale nawet jeżdżenie RWD nie wymaga tu godzin treningu, samochody są natomiast bardziej chętne do współpracy niż w DiRT: Rally nawet przy wyłączonych wspomagaczach. Z drugiej strony piszę to z perspektywy motoryzacyjnego fanatyka. Muszę więc podkreślić, że nie jest to czysta zręcznościówka, a wchodzenie w zakręty na pełnym gazie niczym w NFS po prostu się nie sprawdzi. Próba umieszczenia gry w konkretnym podgatunku musiałaby się skończyć na "zręcznościowej symulacji".

Muszę przyznać, że Milestone w pewien sposób zaimponowało mi swoim podejściem przy projektowaniu Sebastien Loeb Rally Evo. W przeszłości, tworząc kolejne odsłony WRC, Włosi nie wiedzieli tak właściwie co chcą osiągnąć, a z roku na rok wywracali podstawy zabawy do góry nogami. Raz ich rajdy były bardziej zręcznościowe, komiksowe i lekkie, by za rok niespodziewanie nabierać znacznej powagi. Jednym razem otrzymywaliśmy możliwość czuwania nad wieloma aspektami rajdowego zespołu, innym już jej nie było. Tymczasem ich nowa gra jest konsekwentna i przemyślana, a to się chwali.

Jest także całkiem urozmaicona. Gdy po raz pierwszy skapnąłem się, że w Sebastien Loeb Rally Evo oprócz rajdów umieszczone zostaną także rallycross oraz hillclimb, wietrzyłem w tym mały podstęp lub przynajmniej wzorowanie się na popularniejszym koledze w postaci DiRT: Rally. Przypomniałem sobie jednak, że Sebastian faktycznie ścigał się na Pikes Peak, szybkie googlowanie pozwoliło mi także dowiedzieć się, że startował i w rallycrossie. Zresztą, urozmaicenia wprowadzone przez Milestone sięgają znacznie dalej. Oprócz typowych rajdów gra oferuje także zmagania w formie eliminacji, dominowania w sektorach czy sprawdzające refleks (podczas okrążenia na torze ustawione są bramki, w ostatniej chwili dowiadujemy się z której skorzystać). Główne tryby rozgrywki są natomiast dwa. W pierwszym, karierze, zakładamy najpierw swój zespół wyścigowy, następnie ustawiamy jego parametry (nudna personalizacja i niewielkie opcje + paskudne malowania dla aut i brzydkie kolory, bleh) i ruszamy na podbój rajdowego świata. Zasady są proste - zarobione pieniądze wydajemy na zakup aut w kolejnych klasach. Twórcy przygotowali multum serii, w których możemy się ścigać, te z kolei składają się z różnych zawodów, w ramach których odbywają się zmagania z podziałem na kilka imprez. Milestone od zawsze uwielbiało zapożyczać różne rozwiązania z innych swoich gier, i akurat ten aspekt wzięto prosto z RIDE. Łącznie z klasyfikacją kierowców, po której musimy się mozolnie wspinać, by zyskać prawo do startowania u boku samego Sebastiena w finale. Zabawy w tym trybie starczy na całe długie tygodnie.

Drugi, choć może już nie tak duży tryb rozgrywki to "Loeb Experience", w którym możemy prześledzić karierę Francuza odtwarzając jej najważniejsze momenty. Zabawa tu wymaga czasem spełniania dodatkowych wymagań, które niekoniecznie muszą odnosić się do przyjechania na metę szybciej od rywali. Jest to więc fajne urozmaicenie, a ponadto szansa na poznanie lepiej samego mistrza. Rozgrywka została bowiem podzielona na etapy, a każdy z nich poprzedzony jest kilkuminutowym filmem, w którym Loeb wspomina tamte czasy kładąc nacisk na najważniejsze wydarzenia oraz przeżywane przez siebie emocje. Sebastien opowiadając o poszczególnych etapach swojej kariery właściwie robi to w bardzo podobny sposób do swojej autobiografii, oglądamy nawet podobne zdjęcia. Jeżeli jednak nie mieliście okazji czytać książki Loeba, z całą pewnością ze wspomnianych filmów dowiecie się wielu ciekawych szczegółów z jego życia. Wracając na moment do trybów rozgrywki, w grze znajdziecie także tryb wieloosobowy, ale niestety obejmuje on tylko pojedynczy odcinek rajdu lub zmagania w rallycrossie. I absolutnie nic ponadto. Trochę smutno.

Choć model sterowania autami w grze nazwałem "przyjemnie przewidywalnym" wcale nie oznacza to, że cała gra taka jest. Wprost przeciwnie, poziom trudności produkcji (jak na obrany target) stoi na zadowalającym poziomie. Już na "średnim" rywalizować z SI można jedynie bez popełniania poważniejszych błędów, a dalej margines jedynie się zawęża. Podczas rywalizacji bezpośredniej przeciwnicy także nie oddają zbyt łatwo pola, a jeśli tylko mogą, chętnie wcisną się w wolną szczelinę, choćby kosztem wywiezienia nas na bandę lub poza tor. Dodaje to zawodom trochę pikanterii. Szkoda tylko, że naszymi rywalami są fikcyjne imiona i nazwiska. Marzyłyby mi się zawody z Drivatarami rodem z FM6 albo chociaż opcja rywalizowania z deltą czasów kręconych przez społeczność (DiRT). Pokonywanie anonimowych, nieistniejących kierowców jest bowiem średnio wciągające.

Całkiem imponująco prezentuje się garaż zawartych w grze samochodów. Jest ich aż około 70, od 17 producentów. Znajdziecie tu najpopularniejsze nowoczesne modele, jak i całkowite klasyki czy kultowe samochody z lat 80-tych i 90-tych. Oprócz największych stajni (Citroen, Ford, VW, Peugeot itp.) nie zabrakło także miejsca dla znacznie mniejszych, jak Abarth, Alpine czy Proton. A to się chwali. Także zawarte w grze trasy nie rozczarowują. Łącznie znajdziecie tu 300 kilometrów dróg, na które składa się osiem odmiennych rajdów wraz z pięcioma trasami do rallycrossu i jedną do hill climbu. Trasy są wzorowane na prawdziwych odcinkach i w odróżnieniu od WRC 5 drogi pośrodku lasu nie są szerokości autostrady, wprost przeciwnie, często wydają się dość wąskie. Bardzo miło wspominam przed wszystkim jazdę w Monte Carlo. Jazda po śniegu jest dla auta autentycznym utrudnieniem, czujemy bowiem jaki stawia opór kołom auta. Równie dobrze symulowany jest efekt śliskiej nawierzchni, na której mały błąd może doprowadzić do dużego dzwona. Dodatkowo odcinek w San Romolo, w którym najpierw wspinamy się na wzgórze, by następnie zjeżdżać wąskimi, asfaltowymi serpentynami spodobał mi się na tyle, że aż z przyjemnością odpaliłbym go w DiRT. A to już coś. Inne, zawarte w grze rajdy to Alzacja, Walia, Australia, Meksyk, Finlandia oraz Szwecja. Każdy z nich liczy sobie osiem oesów.

Oprawę wizualną gry trudno uznać za jej mocną stronę. Sebastien Loeb Rally Evo ewidentnie odstaje od innych wyścigowych produkcji na Xboksa One, choć jednocześnie prezentuje poziom porównywalny do nowego WRC. Modele samochodów uznać można za wykonane odpowiednio szczegółowo, trasy oddano realistycznie, co zwiększa przyjemność z ich pokonywania. Gorzej wypadają tekstury elementów otoczenia, jak publiczności czy roślinności. Dodatkowo przesuwające się cienie po powierzchni auta wypadają słabo i pozbawione są efektu wygładzania krawędzi. Jednocześnie muszę przyznać, że efekty związane z oświetleniem wypadają całkiem nieźle. Ładnie prezentują chociażby odbijające się od zaśnieżonej drogi promienie słońca, choć niestety nie zmieniają one tego, że jak zwykle gra włoskich twórców lekko zalatuje budżetowością. Dodatkowo jeszcze kilka dni temu Sebastien Loeb Rally Evo cierpiał na doczytywanie się szczegółowych tekstur na zbyt krótkim dystansie. Wydaje się, że potężna łatka startowa (siedem gigabajtów) trochę ten problem naprawiła, ale nie poradziła sobie za to z innym mankamentem Xboksowej wersji gry - spadkami animacji. Sporadycznymi, ale za to drastycznymi, ponieważ praktycznie uniemożliwiającymi przez daną chwilę skuteczne prowadzenie samochodu.

Dla gry rajdowej, która dodatkowo nie oferuje oprawy wizualnej na równi z innymi wyścigowymi produkcjami, to spora plama. Narzekałem na to, że Need for Speed na Xbox One potrafił sobie chrupnąć, w zręcznościowej grze wyścigowej miało to jednak mniejsze znaczenie niż podczas pokonywania odcinków specjalnych w rajdach. Szczególnie, że taka sytuacja (która potrafi czasem trwać nawet trzy czy cztery sekundy) może przekreślić wysiłki podejmowane na dystansie całego odcinka specjalnego. Teoretycznie można skorzystać z opcji cofnięcia czasu, ale po pierwsze - trzeba akurat dysponować taką możliwością, a po drugie trzeba móc jej akurat użyć, a to nie jest możliwe np. krótko po poprzednim cofnięciu. Jeżeli więc wjedziecie w drzewo, naprawicie swój błąd, a chwilę później w wyniku spadku animacji wylądujecie w rowie, już nic nie da się zrobić. Gdyby tego było mało loadingi trwają trochę dłuższą chwikę, a muzyka w menu głównym bywa po prostu frustrująca. Skoro jesteśmy przy audio, głos pilota słyszymy w rodzimym języku, zresztą cała gra została spolonizowana i za to należy się plus do końcowej oceny.

Sebastien Loeb Rally Evo okazało się być przyjemnym zaskoczeniem. Choć projektowi przyglądałem się od dawna, czym bliżej było do premiery, tym mniejsze pokładałem w nim nadzieję. Tymczasem Milestone opracowało najlepszą grę rajdową w swojej karierze. Owszem, nadal lekko trąci ona budżetowością, a cieniem na efekcie końcowym kładzie się niedopracowana strona techniczna, która na Xbox One pozwala sobie na dramatyczne spadki animacji uniemożliwiające wprost chwilami normalną rozgrywkę. Poza tym, gra jest naprawdę kompleksowo opracowana - znalazło się w niej miejsce dla niezłego, przyjemnego modelu sterowania, sporej kolekcji aut, długiej kariery, kampanii z Sebastienem w roli głównej, jak i wielu ciekawych informacji. Jak nie o Loebie, to o zawartych w grze samochodach, o których czytamy podczas wspomnianych, przydługawych loadingach. Jeśli nie macie kierownicy i zadowoli Was mniej rozbudowana produkcja, warto spróbować, ponieważ jest w niej potencjał. Jeżeli jednak stawiacie na symulację, zdecydowanie lepszy wyborem może okazać się poczekanie na DiRT: Rally i trzymanie kciuków za konsolową wersję gry.

Xbox OneSebastien Loeb Rally Evo

  • przyjemnie przewidywalny model sterowania
  • jest przystępna, ale nie zbyt prosta
  • rozbudowany tryb kariery
  • tryb Loeb Experience
  • sporo grup i aut
  • urozmaicenia w postaci rallycrossu, hillclimbu czy eliminacji
  • niewiele trybów w multi
  • mocne spadki animacji w niektórych miejscach na trasie
  • strona wizualna raczej odstaje od innych gier samochodowych

Jeździ się całkiem przyjemnie, a gra jest rozbudowana. Gdyby tylko animacja na Xbox One była płynniejsza...

Ojoj, nie jesteś zalogowan(a)y. O_O' Aby dodać komentarz Zaloguj się w serwisie
Najnowsze
Lubisz nas?