InformacjeFelieton

Redakcja podsumowuje rok grania na Xbox One

... Kamil Ostrowski, Mateusz Mucharzewski, Zbigniew Trzeciak, Paweł Pochowski

Xbox One w roku 2015 chwalił się posiadaniem "najlepszego zestawu gier w historii". Sprawdźcie, czy redaktorzy gram.pl są równie pobłażliwi w ocenie.

Choć początek rywalizacji konsol aktualnej generacji pozwolił PlayStation 4 na objęcie pozycji lidera, obóz Microsoftu i Xboksa One nie składa broni, robiąc wszystko co się da, by uatrakcyjniać ofertę i przyciągać nowych klientów. Nierzadko z powodzeniem, co widać chociażby po tym, że tylko w minionym roku redakcyjne grono posiadaczy Xboksa One powiększyło się o dwie kolejne osoby. Nasi redaktorzy zahaczyli o większość najważniejszych produkcji. I to zarówno tych większych, pokroju Destiny, Halo 5: Guardians, Rise of the Tomb Raider czy Forza Motorsport 6, ale także mniejszych jak chociażby Ori and the Blind Forest. Konsolę chwalimy także za aktualizację systemu do Windowsa 10, program Games with Gold, wsteczną kompatybilność oraz dostępność EA Access.

Kamil Ostrowski:

Długo ociągałem się z zakupem konsoli nowej generacji. Powiem szczerze - nie czułem potrzeby, żeby stawiać nowy sprzęt pod telewizorem. Ani Sony, ani Microsoft, ani nikt inny nie wypuścił gry, która by mnie zmusiła do tego, żeby sięgnąć po next-gena. Pierwsze tytuły na wyłączność dla obydwu konsol popadły w zapomnienie na chwilę po premierze, a kolejne dopiero majaczyły na horyzoncie. Niezależni wydawcy uparcie nie chcieli odkleić się od PlayStation 3 i Xboksa 360. Na chwilę kupiło mnie The Order: 1886, ale niezbyt pochlebne oceny ostudziły mój zapał. Jedynie kolejne teksty o Destiny wierciły mi dziurę w brzuchu. Po premierze dodatku The Taken King sprawa była już dla mnie przesądzona. Pozostawało pytanie "którą konsolę wybrać". Posiadanie obydwu wydawało mi się wtedy (i wydaje nadal) zbytkiem.

Skłamałbym, gdybym napisał, że łatwo było mi podjąć decyzję. Zadecydowało kilka czynników. Zapowiedź wstecznej kompatybilności w połączeniu z Games with Gold zgodnie z moimi oczekiwaniami przełożyły się na cztery gry na miesiąc zamiast dwóch u konkurencji. Swoje zrobiła cena Xboksa One, nieco niższa niż PlayStation 4. Niebagatelne znaczenie miała współpraca konsoli z Windowsem 10 - opcja już dziś ciekawa, a sądzę, że z czasem możliwości w tym zakresie jeszcze się rozwiną. Dostałem to, na co liczyłem i jestem zadowolony. Jednocześnie jednak muszę przyznać, że nie doceniłem tego, jak bardzo będzie mi brakować moich znajomych, którzy mają PlayStation 4. Nie ma co się oszukiwać - konsola Sony jest bardziej popularna w Polsce i przez dłuższy czas nie ulegnie to drastycznej zmianie.

Xboksa One mam od września, więc niezbyt długo, ale zdążyłem jeszcze załapać się na stary dashboard. Nowy jest zdecydowanie szybszy a przez to przyjemniejszy w obsłudze, chociaż nie powiedziałbym, żeby był wygodniejszy czy bardziej intuicyjny. Zdecydowanie na plus zaliczam natomiast Kinecta, który okazał się być sensowną inwestycją - dla samego czytania kodów QR czy automatycznego logowania warto dopłacić, tym bardziej, że w tej chwili różnica w cenie, jeżeli upolujemy dobry zestaw, jest niewielka.

Jeżeli chodzi o gry, to poza wspomnianym już Destiny (uwielbiam!) sięgnąłem też po Halo 5: Guardians, które odpalam często do dzisiaj, ze względu na świetny tryb multiplayer, a także Tomb Raider: Definitive Edition do którego wreszcie się zmusiłem (w kolejce czeka Rise of the Tomb Raider). Wszystkie wymienione wyżej gry to świetne produkcje, ale żeby być z Wami zupełnie szczerym, przyznam, że nie było tygodnia, żebym przy pececie nie spędzał kilka razy więcej czasu niż przy Xboksie. Wyjątkiem były pierwsze dwa tygodnie z Destiny. Podsumowując swój rok, a raczej swoje pierwsze parę miesięcy z konsolą Microsoftu - traktuję zakup jak dobrą inwestycję, z której wciąż czekam na zwrot.

Mateusz Mucharzewski

Ja w przeciwieństwie do Kamila Xboksa One posiadam od polskiej premiery, a więc już praktycznie nie pamiętam jak wygląda mój pokój bez tej nieszczególnie urodziwej konsoli. O ile jednak wizualnie produkt Microsoftu nie zachwyca, tak już jego możliwości sprawiły mi dużo przyjemności w 2015 roku. Z gier na wyłączność największe wrażenie zrobiło Ori and the Blind Forest. To przepiękna i niesamowicie grywalna produkcja. Strasznie żałuję, że takie tytuły trafiają się tak rzadko. Swoje zrobił również Rise of the Tomb Raider. W tym jednak przypadku drobnym minusem jest fakt, że w poprzednią część bawiłem się jednak odrobinę lepiej. Mimo wszystko nowe przygody Lary to jedna z najlepszych gier 2015 roku.

Mniej optymistycznie patrzę na Halo 5: Guardians. Fabularnie znacznie lepszą robotę wykonali marketerzy Microsoftu niż sami scenarzyści. Mocno promowany pojedynek między dwoma Spartanami okazał się tylko genialną kampanią promocyjną. Sama gra oczywiście jest bardzo dobra i nie żałuję wydanych na nią pieniędzy, ale mimo wszystko spodziewałem się nieco więcej. Szkoda również, że W 2015 roku mój Xbox One zapewnił mi również sporo rozrywki z grami multiplatformowymi. Absolutnym numerem jeden jest oczywiście Wiedźmin 3, który okazał się grą lepszą niż mogłem sobie wymarzyć. Genialny okazał się również Batman: Arkham Knight. Współczuję posiadaczom wersji na PC, którzy w większości nie mogli cieszyć się tą cudowną produkcją. Na uwagę zasługuje również Dying Light. Jestem zdania, że zachodnie media strasznie niesprawiedliwie oceniły tę produkcję. Techland zasługuje na zdecydowanie więcej.

W skrócie, to był niezły rok dla Xboksa One i jego posiadaczy. Moja ocena na pewno byłaby zdecydowanie lepsza gdybym nigdy nie grał w oryginalne wersje zremasterowanych produkcji i sięgnął po Forza Morotsport 6. Niestety nie da się we wszystko zagrać. Ucieszyła mnie również wsteczna kompatybilność. Nie ma wielu gier z Xboksa 360, w które chciałbym jeszcze zagrać, ale może coś się akurat trafi, najlepiej w ramach Games with Gold. Zawsze lepiej mieć taką usługę, może kiedyś się przyda. Oby tylko 2016 rok był dla konsoli Microsoftu przynajmniej równie udany. Patrząc na line-up gier na wyłączność nie mam wątpliwości, że narzekać nie będę.

Zbigniew Trzeciak

Ja z konsolą Microsoftu zapoznałem się zaraz na początku lutego, kiedy wraz z wszechwidzącym Kinectem zawitała ona u mnie na półce przed telewizorem. Początkowo właśnie to kontroler ruchowy sprawiał mi najwięcej frajdy, szczególnie jeśli chodzi o obsługę aplikacji i tv. Choć musiałem się przestawić na język angielski, to Xbox znalazł mojego operatora kablówki i pozwolił na operowanie całym systemem domowego oglądania sterować za pomocą głosu. Gdyby nie błędy w oprogramowaniu i ciągłe gubienie nazw stacji, to w ogóle nie wracałbym do pilota.

Rok grania klasycznie zamknąłem i otworzyłem FIFĄ, która niezmiennie najwięcej frajdy daje mi właśnie na XOne. Połączenie dobrego matchmakingu z moim ulubionym padem daje mi naprawdę niesamowicie wiele sieciowej frajdy. W ogóle gry sportowe sprawiły, że ten rok z Xboksem był dla mnie bardzo udany. Oprócz wspomnianej produkcji EA, mnóstwo godzin zabrała mi Forza 6, a przede wszystkim znakomite NBA 2K16, które wygląda nieziemsko i symuluje niewiarygodnie precyzyjnie.

Ale to nie multiplatformowe, bądź co bądź, gry najbardziej zachwyciły mnie w przypadku Xboksa One. To usługa EA Access w połączeniu z Games with Gold pozwoliła mi się cieszyć z niesamowitej biblioteki gier. Usługa EA wymaga około 20 złotowej miesięcznej opłaty, ale dzięki niej zagrałem w starsze hity pokroju Dragon Age: Inquisition czy Battlefield: Hardline, a także wypróbowałem jak leży mi chociażby Star Wars: Battlefront. Choć gdzieś w duszy gra mi sprzeciw przeciwko kolejny płatnym usługom, to akurat w tych dwóch przypadkach miałem przekonanie, że dostaje wystarczająco dużo za swoje pieniądze.

Gdzieś po wakacjach skusiłem się też w końcu na propozycję migającej ikonki aktualizacji peceta do systemu Windows 10, co miało swoje dobre i złe strony. Do tych pierwszych na pewno należy coraz lepsza integracja z Xboksem One właśnie i choć największy problem leży w traktowaniu przez MS naszego kraju jako zaścianka, w związku z czym mamy mniejszy dostęp do usług i aktualizacji, to streamowanie filmów czy współpraca istniejących już programów zdecydowanie ułatwia pracę i zabawę.

Paweł Pochowski

Rok 2015 i Xbox One kojarzą mi się przede wszystkim z debiutem Forza Motorsport 6, która na tej platformie była moją najbardziej wyczekiwaną produkcją. I choć nie zawiodła, to jednocześnie nie spełniła także wszystkich pokładanych w niej nadziei. Powiem szczerze, że średnio podoba mi się kierunek zmian, który obrało sobie Turn 10, a nowa Forza Motorsport miała wiele głupich i irytujących mnie rozwiązań. Takich jak chociażby niezbyt głęboka kariera czy brak możliwości przejechania kwalifikacji przed zawodami. Z drugiej strony w końcu wszystkie auta można obejrzeć w trybie Vista, Drivatary świetnie spisują się podczas wyścigów, a grafika jak zwykle umieściła ten tytuł w ścisłej czołówce najładniejszych wyścigówek. Wiem jednak, że to ostatnie ostrzeżenie dla tej marki - przynajmniej u mnie. Jeśli Turn 10 nie odbije trochę w innym kierunku, nie będę już taki pobłażliwy.

Wracając do grafiki - oprawa wizualna w nowym Need for Speedzie także wzbudziła u mnie podziw. Czarna noc rozciągająca się nad rozświetlonym blaskiem latarni miastem po raz kolejny okazała się być wprost magiczna. Mój podziw byłby większy, gdyby nie spadki animacji i maksymalnie 30 klatek wyświetlanych podczas rozgrywki. Uważam, że nowy NFS to świetna produkcja godnie kontynuująca tradycje Undergrounda, a przerabianie aut w garażu wciągnęło mnie na długo. Gra byłaby lepsza z inteligentniejszymi przeciwnikami i kamerą ze środka (oraz płynniejszą animacją, niestety, 30 fps dla wyścigówek to zbyt mało), nie zmienia to jednak faktu, że spędziłem z nią wiele godzin, a drugie tyle zamierzam jeszcze przejeździć korzystając z niej przy okazji debiutu wersji PC. I nie chcę nawet słyszeć o ograniczeniach w prędkości animacji. Bo będę zły.

Genialna oprawa audiowizualna to ogromna zaleta kolejnej mojej ulubionej "xboksowej" produkcji minionego roku - Ori and the Blind Forest. Przygody dobrego duszka lasu były nie tylko wzruszające i przepiękne, ale także wymagające i zróżnicowane. Wysoki poziom trudności spowodował co prawda, że produkcję można polecić tylko zaawansowanym graczom, a szkoda, bo sądzę, że i gracze okazyjni byliby nią zachwyceni. Mi przynajmniej gra dostarczyła wszystkiego, czego potrzebowałem. Od wymagających perfekcyjnego timingu przeszkód, przez świetnie skonstruowany świat, poczucie, że nie tylko moja postać w grze się rozwija, ale także moje umiejętności, a także głębokie przekonanie, że wiem, po co tak właściwie biegnę naprzód. Bo Kuro nie może zwyciężyć, a Nibel musi przetrwać. Korzystając z okazji dodam, że mocno czekam na edycję definitywną i nowe lokacje, które mają zadebiutować wraz z nią.

Końcówka roku na Xbox One to z kolei debiut czasowego exclusive'a w postaci Rise of the Tomb Raider. Nowa odsłona przygód najsłynniejszej pani archeolog w młodzieńczym wydaniu nie rewolucjonizuje serii (jak to było w przypadku restartującego markę Tomb Raidera z roku 2013), ale podążą w świetnie obranym kierunku, oferując wysoką grywalność i naprawdę dobrą stronę wizualną. Kudos dla Crystal Dynamics.

Ostatnia rzecz, która trzymała mnie przy Xbox One w minionym roku to fajne produkcje udostępniane w ramach programu Games with Gold oraz usłudze EA Access. Dodatkowo od czasu listopadowej aktualizacji, która umożliwiła konsoli odpalanie gier z Xboksa 360, mam coraz więcej powodów, by włączać Xbox One nie tylko przy okazji ważniejszych premier i mam nadzieję, że trend ten będzie kontynuowany w przyszłym roku. Z ulgą przyjąłem także schyłek "ery remasterów", bo odświeżone wersje Sleeping Dogs i State of Decay dały mi się we znaki. Zbierając to wszystko razem stwierdzam, że dla mojego Xboksa One miniony rok był naprawdę udany.

Ojoj, nie jesteś zalogowan(a)y. O_O' Aby dodać komentarz Zaloguj się w serwisie
Najnowsze
Lubisz nas?