InformacjeFelieton

Diablo III - odkrywanie gry 40 miesięcy po premierze

... Kamil Ostrowski

Czy opłaca się dzisiaj inwestować swój czas i pieniądze w Diablo III? Postanowiłem sprawdzić na własnej skórze.

Zawsze uważałem się za wielkiego fana Blizzarda, aczkolwiek uniwersum Diablo darzyłem najmniejszym sentymentem ze wszystkich jakie firma stworzyła. Chociaż w poprzednie części grałem, tak nigdy nie złapałem bakcyla i nie spędziłem setek godzin na poszukiwaniu coraz to lepszych przedmiotów, żeby móc pochwalić się nimi w sieci czy przed znajomymi. Może dlatego Diablo III mnie omijało przez długie trzy lata z okładem? W pewnym momencie powiedziałem sobie jednak "dość". Dość wstydu. Postanowiłem tę zaległość nadrobić, a przy okazji sprawdzić czy gra broni się po wydaniu dodatku i sporych zmianach, jakie wprowadził Blizzard od dnia premiery.

Pierwsze przejście

Będę się starał w tym tekście nie powtarzać z recenzją, zarówno podstawki, jak i dodatku ale wypada nakreślić pewien obraz tym, którzy Diablo III nie znają. Zaznaczę jeszcze, że w artykule opisuję wersję wzbogaconą o zawartość z Reaper of Souls. Tekst dotyczy wersji PC.

Zaczynamy od kampanii. Wraz z dodatkiem do wyboru mamy sześć klas - barbarzyńcę, znachora (pełniącego rolę nekromanty), czarodzieja, mnicha, łowcę demonów i krzyżowca. Jak to w przypadku Diablo, postaci są bardzo mocno zróżnicowane. Nawet na poziomie danej klasy sposobów gry jest kilka, w zależności od wybranego buildu.

Przez pierwszych kilkanaście godzin spędzonych z Diablo właśnie odkrywanie własnej postaci bawiło mnie najbardziej. Blizzard dał bohaterom do dyspozycji po kilkanaście różnych umiejętności, które przypisujemy prawemu i lewemu przyciskowi myszy, a także przyciskom na klawiaturze od 1 do 4. Do tego dochodzą runy, które nakładają na umiejętności specjalne efekty i umiejętności pasywne. Jest w czym mieszać, a układanie "buildów" sprawa niezłą frajdę, zwłaszcza gdy odblokujemy kluczowe runy. I tak na przykład czarodziej może skupiać się na atakach ognia, lodu czy mocy tajemnej, może zadawać więcej obrażeń, albo być odrobinę bardziej wytrzymały, może się skupiać na atakach podstawowych, albo zaklęciach, itd.

Przejście pięciu aktów to akurat tyle, ile potrzebujemy, żeby awansować naszą postać na wysoki poziom (okolice 60-tki) i poznanie dosyć dobrze jej specyfiki. Mi przelecenie trybu fabularnego zajęło jakieś dziesięć godzin. Trybu dodajmy, dosyć drętwego, jeżeli chodzi o prezentowaną historię. Sytuację ratowało zróżnicowanie lokacji i przerywniki filmowe, niemniej czułem lekkie rozczarowanie. Oczywiście jednokrotne przejście Diablo III, to nie koniec zabawy.

Dobijamy do siedemdziesiątki

Po przejściu kampanii zaczynamy powoli poznawać tak zwany "end-game", a więc esencję Diablo III. Oczywiście swoje robi fakt, że poziomy są generowane losowo za każdym razem, kiedy wkraczamy do danej lokacji. Raz przejście lochu przyjdzie nam ekspresowo, innym razem będziemy się snuć dobrych kilkanaście minut, zanim znajdziemy przejście. Losowo generowany jest też "loot" i przeciwnicy.

Na szczęście dobijając do siedemdziesiątego poziomu (obecnie jest to górny pułap) nie jesteśmy skazani na nudne farmienie. Do wykonania mamy szereg zadań... nazwijmy je pobocznymi, chociaż nie pojawiają się one w ogóle w trybie fabularnym. To małe zadanka, których wykonanie zajmuje kilka-kilkanaście minut. Często sprowadzają się one do pokonania bossa, albo oczyszczenia danego obszaru z przeciwników. Po ich wykonaniu dostajemy nagrodę, w tym tak potrzebne nam punkty doświadczenia. Za wykonanie zadań na obszarze całego aktu dostajemy jeszcze większy bonus, a także kupę losowych przedmiotów.

Starając się wreszcie odblokować wszystkie skille pewnie zejdziecie również do Szczeliny Nefalemów. To specjalny obszar, na którym musimy zabić jak najwięcej przeciwników, zbierając po nich "okruchy", co zakończy się pojawieniem się bossa. Po jego pokonaniu do naszych sakiewek wpadają skarby i bonusy.

Emerytura? Jeszcze nie!

Kiedy już wbijemy upragniony siedemdziesiąty poziom czekają na nas poziomy mistrzowskie. Każdy z nich zdobywamy tak jak zwykłe poziomy doświadczenia, z tym wyjątkiem, że nie odblokowujemy już nowych umiejętności, a możliwość poprawienia swoich statystyk. Po wbiciu każdego poziomu mistrzowskiego dostajemy więc np. drobny bonus do szybkości regeneracji zdrowia czy szansy na zadanie obrażeń krytycznych.

Mało? W end-game czekają na nas jeszcze dwa elementy, które dodają smaczku zabawie. Pierwszy to "Głęboka Szczelina Nefalemów", a więc trudniejsza wersja wspomnianej już wcześniej Szczeliny Nefalemów (możemy również wybrać "poziom" danej szczeliny, której jest kilkadziesiąt). Na końcu każdego "przebiegu" czeka na nas duch u którego ulepszymy specjalne klejnoty. Ulepszanie jest wielopoziomowe. Zgadza się. W Diablo III nawet klejnoty mają poziomy. Niedawno dodano jeszcze Kostkę Kanaiego, która jest odpowiednikiem Kostki Horadrimów. Wraz z nią pojawia się szereg możliwości, m.in. "wyciąganie" cech z legendarnych przedmiotów i przypisywanie ich do naszej postaci.

Oczywiście w pewnym momencie nieskończone "maksowanie" jednej postaci może się znudzić, nie mówiąc o tym, że nawet najwyższy poziom trudności stanie się zbyt łatwy. Na szczęście Blizzard zachęca do rozpoczynania zabawy od nowa poprzez wyzwania sezonowe. System działa w ten sposób - wraz z nowym sezonem tworzymy nową postać. Kierując nią musimy wykonać szereg zadań przewidzianych na dany sezon, np. zdobyć określony poziom, ulepszyć rzemieślników, itd. W zamian dostaniemy sezonową nagrodę, np. ciekawy portret czy inny ozdobny przedmiot.

Gdzie kończy się zabawa, a zaczyna farmienie

Żeby być zupełnie szczerym, to w pewnym momencie poczułem znużenie. Jednorazowy przebieg przez Diablo III to bardzo przyjemne doświadczenie. W pewien sposób odświeżające, urzekające drobnymi smaczkami. Przede wszystkim byłem pod wrażeniem tego, jak bardzo spodobał mi się świat przedstawiony. Momentami szło całkowicie zanurzyć się w klimacie i zadumać nad tym, ile serca włożono w tworzenie kolejnych lokacji.

W pewnym momencie zaczyna się jednak ganiać od grupy potworów do grupy potworów, odliczając w myślach ile jeszcze czasu zajmie "wbicie" kolejnego poziomu. Zaczynałem robić wszystko coraz szybciej, goniąc tylko za statystykami, gdzieś po drodze gubiąc chęć do gry. W pewnym momencie Diablo III przestaje być świeże, a granie staje się automatyczne. Ten moment jest daleko odłożony w czasie, jeżeli dopiero zaczynacie przygodę z tym tytułem, ale to nieodłączny element przyjętego założenia. Zaznaczam jednak, że to tylko moje odczucia, nie wszystkich powtarzalność rozgrywki odrzuca.

Czy warto?

Warto z kilku powodów. Po pierwsze - Diablo III nie zestarzało się źle. Miło było przelecieć przez lochy, posiekać potwory i złożyć parę ciekawych buildów. Nie czułem, żebym źle wydał pieniądze. Spędziłem z grą kilkanaście godzin. Pewnie dodam do tego jeszcze kilkanaście w ciągu najbliższych paru miesięcy. Jeżeli nie wciągnie Was zdobywanie coraz to lepszych przedmiotów, zdobywanie kolejnych poziomów mistrzostwa, ulepszanie klejnotów i tak dalej, to w najgorszym wypadku czeka na Was kilkanaście godzin dobrej zabawy. To wciąż przyzwoity wynik.

Po drugie - Diablo III potrafi przyciągnąć na dłużej, na duuuuuuuużo dłużej, o ile nie przeszkadza Wam pewna monotonia zabawy. Mnie na dłuższą metę odrzuciła, chociaż i tak byłem zdziwiony jak długo grze udało się utrzymać moją uwagę po tym, jak skończyłem już kampanię. Na początku można nawet poczuć się lekko przytłoczonym. Ostatecznie wszystko okazuje się składać w całość, w rodzaj układanki, której brzegu nie widać.

Po trzecie - widać, że Blizzard od czasu premiery wpompował w ten produkt dużo pracy i nie zamierza na tym poprzestawać. Diablo III w żadnym wypadku nie jest opuszczone, a gracze pozostawieni sami sobie. Wszystko wskazuje na to, że firma nawet najbardziej znudzonym wyjadaczom da jeszcze kilka powodów, aby wrócić do świata Sankturaium (i okolic).

Jeżeli złapiecie bakcyla, to możliwości są niemalże nieskończone, jeżeli nie złapiecie - spędzicie miło kilkanaście wieczorów. Diablo III, nawet jeżeli Wam nie podpasuje, to wciąż dobra inwestycja. Warto zapłacić względnie wygórowaną cenę (biorąc pod uwagę wiek tej produkcji), nawet teraz, dobrych kilka lat po premierze.

Najnowsze
Lubisz nas?