InformacjeRecenzja - PC

Game of Thrones: The Sword in the Darkness - recenzja

... Paweł Pochowski

Tytułowy miecz w ciemności świetnie symbolizuje trzeci epizod gry. Bo miecz jest jeszcze w cieniu, ale jego klinga już połyskuje i wiemy, że niedługo uderzy zadając potężny cios.

Trzeci epizod Game of Thrones w wersji Telltale Games ukazał się stosunkowo szybko względem poprzedniego. Nie będę już nawiązywał do przerwy pomiędzy epizodami Tales from Boderlands, o czy wspominałem podczas recenzji drugiego odcinka Life is Strange, ale faktem jest, że przy Grze o Tron twórcy zdecydowanie narzucili sobie lepsze tempo. Choć podejrzewam, że nie wynika to do końca z ich woli, oni po prostu śpieszą się, by zrównać się z premierą nowego sezonu w tv, bo niektóre z wątków w grze oraz serialu mają być prowadzone równolegle. Co czeka nas w nowym epizodzie?

Przestrzegamy przed spoilerami - jeżeli nie graliście jeszcze w ten odcinek, a chcecie odkryć wszystko osobiście, być może będzie lepiej, gdy wstrzymacie się z lekturą tekstu do momentu, gdy już przejdziecie The Sword in the Darkness.

Sytuacja w Ironrath robi się jeszcze cięższa, bowiem przybywa tam syn Lorda Whitehilla, Gryf, którego zadaniem jest zaprowadzenie porządku i wymuszenie posłuszeństwa na Forresterach. Rodrik otrzymuje jednak bardzo ciekawe informacje od sojusznika po stronie, której w ogóle by się nie spodziewał i pojawiają się szanse na nowy, cenny sojusz, który w konsekwencji może doprowadzić do zakopania wojennego topora pomiędzy zwaśnionymi rodami. Jest tylko jeden problem, okazuje się, że Gryf tak łatwo nie odpuści ani Rodrikowi, ani jego rodzinie. Po raz kolejny staniemy więc przed sytuacją, w której będziemy musieli decydować o tym, na ile cenny jest nasz honor i czy chcemy narażać bezpieczeństwo bliskich myśląc o długofalowych planach, czy wolimy jednak na kolanach, ale podjąć rękawice i pokazać tym samym mieszkańcom Ironrath, że Forresterowie nie są jeszcze skończeni. Z jednej strony to bardzo ciężki wybór, z drugiej sytuacja nie jest nowa i ciągnie się już trzeci odcinek, choć tym razem okazanie szacunku może przynieść szybko wymierne korzyści - bo budujemy w ten sposób szanse na sojusz. A nic innego w samym Ironrath zdziałać się nie da. Szczególnie, w świetle pewnych nowych faktów.

Z całą pewnością jest to w pewien sposób najnudniejszy element The Sword in the Darkness, bo niewiele jest tu nowego - od trzech odcinków balansujemy na tej samej cienkiej krawędzi pomiędzy honorem, a planami na przyszłość i nowy odcinek Game of Thrones niezbyt to zmienia. To trochę taki stan zawieszenia w czasie i przestrzeni, w oczekiwaniu na lepsze czasy. Póki co te jeszcze nie nadeszły, ale muszę przyznać, że z niecierpliwością na nie czekam zdając sobie sprawę, że rozwiązanie konfliktu w Ironrath może być naprawdę widowiskowe.

Sytuacja nabiera za to tempa z dala od Ironrath. Jeszcze niedawno Gared Tuttle, rekrut Nocnej Straży, miał najwięcej spokoju, przeczuwałem jednak już przy okazji recenzji drugiego epizodu, że twórcy przyszykują dla niego coś naprawdę ważnego i tak też jest w rzeczywistości. W The Sword in the Darkness Gared wysuwa się na pierwszą pozycję i staje się dominującą postacią. Początkowo głównie uczy się życia wraz ze swoimi nowo zaprzysiężonymi braćmi, ale szybko przeszłość daje o sobie znać. Przybywa jego wujek z Ironrath z prośbą o pomoc, która może okazać się fatalna w skutkach dla przyszłości Gareda. Co więcej, do Nocnej Straży zesłany zostaje także nie kto inny, jak sam Britt Warrick, a więc zabójca jego rodziny. To już od początku zwiastuje kłopoty, a z czasem przeradza się w otwarty konflikt między mężczyznami.

Wątek Gareda poprowadzony został zresztą w mistrzowski sposób. Chłopak, choć odesłany na Mur, okazuje się, że ma szansę odegrać ogromnie ważną rolę dla przyszłości Ironrath, a jego droga choć prowadzi przez mękę, może zakończyć się wielkim sukcesem. Osobiście był to dla mnie najciekawszy z wątków w trzecim epizodzie Game of Thrones i już teraz nie mogę doczekać się jego kontynuacji. Zresztą, szczerze przyznam, że akurat Gared może liczyć na moją największą sympatię spośród wszystkich postaci Game of Thrones i ciesz się, że jego rola wzrasta, że nie został po prostu odstawione na boczny tor i skazany na Murze na zapomnienie.

Spokoju nie ma także Mira, bo intrygi na królewskim dworze przybierają na sile. Zresztą, zbiera ona pokłosie wydarzeń z poprzedniego epizodu i wiele osób z Królewskiej Przystani patrzy w jej stronę bardzo nieufanie, wliczając w to straż oraz samą Margaery Tyrell. Jej sytuacja mocno się zmienia i musi szukać sojuszników w zupełnie innych miejscach niż dotychczas, ale cały czas nie zapomina o tym, że ma ona ogromny wpływ na przyszłość Ironrath i jej zachowanie będzie brzemienne w skutkach dla całego rodu Forresterów. W tym miejscu zresztą gra dogania poprzedni sezon Gry o Tron - jeżeli nie jesteście na bieżąco z wydarzeniami z serialu, możecie się zdziwić finałem wesela Joffreya i Margaery, który zresztą jeszcze mocniej skomplikuje położenie Miry.

Na tle dwóch poprzednich trochę wolniej rozwija się wprowadzony w drugim epizodzie Game of Thrones wątek Ashera, który w Essos walczy o życie i wraz z towarzyszką oraz wujem z Ironrath po pomoc udają się do samej Daenerys Targaryen, najpierw jednak napotykają na należącego do niej smoka Drogona, co twórcy gry ujawnili jeszcze przed premierą epizodu. Wątek nie nabiera jeszcze na sile, ponieważ samo spotkanie Ashera z Daenerys odłożone zostało do następnego epizodu, ale to także bardzo ważna sprawa, bo jeżeli Asher nie wynegocjuje wynajęcie setki zbrojnych, Ironrath nie odbije się od dna i będzie leżeć tam przygwożdżone przez przeciwników.

Zresztą, cały odcinek został właśnie tak nakreślony, że poszczególne wątki przybierają na sile i ewidentnie zmierzają do przełomowych momentów, ale one jeszcze nie nadchodzą - być może część z nich znajdzie swoje rozwiązanie w następnym odcinku. I muszę przyznać, że od kiedy rozpocząłem swoją przygodę z Game of Thrones jeszcze nigdy nie byłem tak mocno zniecierpliwiony myśląc o kolejnym epizodzie. Telltale Games grę rozpoczęło od mocnego uderzenia, potem tempo znacznie spadło, ale wydaje się, że krytyczny moment jest już za nami i od teraz będzie już tylko lepiej. Poczyniono bowiem potrzebne wprowadzenia i położono podwaliny pod naprawdę ważne wydarzenia, które zatrząść mogą nie tylko Ironrath, ale i sytuacją w całym Westeros. Stąd też ten odcinek otrzymuje wyższą od poprzednich notę, bo pozostawia w ogromnym napięciu "co będzie dalej". Podobał mi się także fakt wprowadzenia kolejnej znanej z serialu postaci oraz gra w dopasowywanie mapy, bo był to w końcu typowo przygodówkowy element, których w tworach Telltale Games momentami mocno brakuje.

Uprzedzam jednak, że jeżeli twórcy nie utrzymają wysokiej formy, a w czwartym epizodzie czeka na nas dalsze przeciąganie i mielenie tych samych wątków, to fakt ten odbije się na następnej ocenie. Jednak na ten moment ode mnie jest 7.5 i to nawet z szansą na więcej, za co sam mocno trzymam kciuki.

PCGame of Thrones: A Telltale Games Series

  • scenariusz
  • intrygi przybierają na sile
  • odcinek przygotowuje podwaliny pod ważne wydarzenia
  • wzmocnienie roli Gareda
  • klimat Gry o Tron
  • obecność Daenerys Targaryen i jej pupilka
  • odcinek jest trochę krótki
  • przydałoby się więcej przygodówkowych elementów
  • wątek w Ironrath powoli się już nudzi
  • słabości silnika odpowiedzialnego za oprawę wizualną

Nadciąga zima. I jest tuż za rogiem

Najnowsze
Lubisz nas?