InformacjeFelieton

Opinia: Nie płaczmy za wersjami demonstracyjnymi

... Mateusz Mucharzewski

Dema były kiedyś stałym elementem krajobrazu w branży elektronicznej rozrywki. Te czasy jednak minęły i prawdę mówiąc nie ma za czym tęsknić.

Możliwość darmowego wypróbowania gry ma sprawić, że gracze będą lepiej wiedzieć, czy po daną produkcję sięgnąć, czy nie. Takie jest główne założenie wersji demo i z tym ciężko polemizować. Czasami będzie ona w stanie zachęcić do kupna, innym razie wyraźnie powie, że nie warto marnować czasu i pieniędzy na dany tytuł. W obecnych czasach teoria nie zawsze jednak idzie w parze z praktyką. Wersje demonstracyjne ciągle mają dużo sensu na PC, gdzie często służą jako test mocy komputera. Jeśli demo działa poprawnie, można sięgnąć po "pełniaka". Jeśli nie, trzeba się wstrzymać z zakupem do czasu ulepszenia maszyny. A co z posiadaczami konsol lub odpowiednio mocnych PC-tów? Dla nich demo pełni tylko rolę testu jakości gry. Ten niestety nie zawsze jest wiarygodny.

Zastanawiałeś się kiedyś, ile razy demo zachęciło Ciebie do kupna gry? Nie mówię o sytuacji, w której się wahałeś. Czy zdarzyło Ci się kiedykolwiek kupić grę, której nie miałeś w planach tylko ze względu na zachęcającą wersję demonstracyjną? Mi przytrafiło się to dwa razy. Pierwszy raz jeszcze w czasach liceum. Po wypróbowaniu Star Wars: The Force Unleashed byłem zachwycony, w szczególności zaawansowaną fizyką. Mimo iż osoby w tym wieku zazwyczaj nie dysponują dużą ilością gotówki, ja mimo wszystko pobiegłem do sklepu i kupiłem grę tuż po premierze. Drugi przypadek miał miejsce nieco później. Siedziałem na dworcu w oczekiwaniu na autobus. Moje PSP dziwnym trafem nigdy nie chciało się połączyć z domowym Wi-Fi, a więc dostęp do darmowego Internetu w mieście był okazją do ściągnięcia kilku dem. Od razu pobrałem Patapony. Słyszałem wiele dobrego o tej serii i chciałem się przekonać, czy faktycznie mi się spodoba. Do przyjazdu autobusu zostały mi dosłownie 2-3 minuty, a więc brakowało czasu na ściąganie czegoś większego. Wpadło mi jednak w oko inne, małe demo - Pixel Junk Monster Deluxe. Wersja demonstracyjna wylądowała na mojej konsoli w mgnieniu oka. Po ograniu postanowiłem kupić pełną wersję.

To dwa jedyne przypadki, w których zdecydowałem się na kupno pełnej wersji po ograniu dema. Czy byłem zadowolony? Star Wars: The Force Unleashed darzę sporym sentymentem i chciałbym, aby Disney (a w zasadzie EA, które posiada prawa do gier na licencji Gwiezdnych Wojen) powrócić do tego pomysłu. Przy obecnych możliwościach technologicznych da się go znacząco rozwinąć, co moim zdaniem może się sprawdzić. Mimo wszystko biorąc pod uwagę moje ówczesne możliwości finansowe mogłem wybrać lepiej. Mimo iż podobała mi się fizyka i zabawa Mocą, byłem rozczarowany. Po demie oczekiwałem czegoś znacznie lepszego. W przypadku Pixel Junk Monster Deluxe było podobnie. Gry do tej pory nie przeszedłem i nie ma szans, aby to się zmieniło. Graczy można podzielić na dwie grupy - jedni lubią w gry grać, inni je przechodzić. Ja należę do drugiej, przez co nieskończone produkcje oceniam bardzo słabo. Co również ważne, o ile dwie, czy trzy misje z dema sprawiały dużo frajdy, tak w późniejszym czasie zabrakło różnorodności i do rozgrywki wkradła się nuda. Do tych dwóch produkcji mógłbym dopisać jeszcze ostatnie SimCity. W tym przypadku demo zostało zastąpione wersją beta, do której miałem dostęp. Oferowało ono jedynie godzinę rozgrywki, po której byłem wręcz zachwycony rozgrywką i nie mogłem doczekać się premiery. Przez 60 minut nie byłem w stanie zapełnić całej mapy, a więc nie doświadczyłem jej niewielkich rozmiarów. Problemy z serwerami również nie występowały, bo nie miały prawa. Beta nie pokazywała więc dwóch największych bolączek tej produkcji i jedynie nakręcała hype.

Największym problem dem jest to, że nie oddają one w pełni tego, jaki poziom prezentuje gra. Pewnie znajdzie się wiele osób, które właśnie dzięki wersjom próbnym zdecydowały się na kupno jakiejś produkcji i są z tego faktu bardzo zadowolone. Moje doświadczenia są jednak zgoła odmienne. Do wyżej opisanych przykładów można dopisać jeszcze jeden, również pokazujący ułomność dem, ale w zgoła odmienny sposób. Kiedy do sprzedaży trafił Dead Space postanowiłem go wypróbować. Nowa marka, w dodatku od studia, do którego nie miałem większego zaufania. Wersja demonstracyjna miała więc sen. Pobrałem je i odbiłem się od ściany. Dead Space w mgnieniu oka trafił więc do kosza pozostawiając po sobie kiepskie wrażenie. Oczywiście nijak pasujące do jakości pełnej wersji. Serii dałem szansę dopiero po premierze dwójki w PS Plus. Zagrałem i byłem zadowolony. Kiedy po latach wróciłem do pierwszej części byłem zdziwiony, jak złe jest to demo. Do teraz nie wiem, czy Patapony nie pasują do mojego gusty, czy po prostu odbiłem się od źle przygotowanej wersji demonstracyjnej

Kilka lat temu pojawiły się badania marketingowe, z których wynikało, że dema znacznie słabiej zachęcają do kupna gry niż zwiastuny. Szok i niedowierzanie? Nic bardziej mylnego. Każda gra promowana jest trailerami i to one najczęściej budują hype. Dema przestają więc pełnić swoją podstawową funkcję. Jednocześnie odsetek graczy, którzy potrzebują ich do podjęcia decyzji zakupowej jest coraz mniejsza. Studia zaczynają więc kalkulować. Przygotowanie wersji demonstracyjnej to koszt, często niemały. Czy więc opłaca się go ponosić? Skoro demo jako metoda promocji jest nieefektywne, jedynym sensownym rozwiązaniem jest rezygnacja z niego. To właśnie robią studia. Nie zawsze, ale należy przyznać, że dzieje się tak nadzwyczaj często.

Nie płaczę za wersjami demonstracyjnymi. Wolę, czy czas i pieniądze potrzebne na ich przygotowanie zostały lepiej spożytkowane. Jednocześnie ciągle pamiętam ile razy demo nie oddawało prawdziwego obrazu gry. To oczywiście niekiedy problem również trailerów. Widziałeś telewizyjną reklamę filmu Birdman? Tę z rakietami uderzającymi w ulicę? Ta scena faktycznie znajduje się w filmie, ale trwa dosłownie chwilę. Oczywiście pasuje do całego obrazu, ale w żaden sposób nie jest reprezentatywna. Sugerując się reklamą można więc uznać, że film jest o czymś innym. W przypadku gier należy jednak pamiętać, że trailerów jest zawsze kilka, a więc trudniej wpaść w pułapkę. Demo jest jednak tylko jedno. Graczom, którym jest ono potrzebne współczuję, bo prędzej, czy później wersje demonstracyjne przejdą do historii.

Najnowsze
Lubisz nas?