InformacjeFelieton

Urodzinowe wspominki, czyli pradzieje gram.pl

... Łukasz Wiśniewski

Nie raz już miałem okazję wspominać gramowe początki. Tym razem poprosiłem o pomoc trzy osoby, które już w gramie nie pracują, a odegrały kluczową rolę w powstawaniu portalu: Soleilę, Hakkena i Spaykiego. Ponadto wypowiadają się Pepsi i Mielu.

Gdy Lucas poprosił mnie o napisanie kilu słów o początkach gram.pl w pierwszym odruchu pomyślałam: a w życiu, to było tak dawno, nic nie pamiętam, zielona byłam, event jakiś był pamiętam i Marcin Hajek był szefem, ja dopiero zaczęłam pracę w CD Projekcie, a w ogóle to muszę z psem wyjść na spacer, czasu nie mam.

Potem usiadłam i wróciłam myślami do czasów sprzed… ilu lat? Prawie dziesięciu! I wtedy mnie olśniło. Napisałam Lucasowi, że okej, postaram się, ale będzie po mojemu, że będzie o community, bo o formalnych sprawach, o słupkach, o wykresach, o oglądalności, odsłonach to ja niewiele wiedziałam zarówno wtedy, jak i teraz.

Rozpoczęcie mojej pierwszej pracy "na serio" zbiegło się ze startem serwisu gram.pl. Zostałam zatrudniona do Działu Obsługi Klienta. Moim szefem został Tuddrussel. Przedziwny typ (wybacz Jaro, wiesz, że musiałam!) ze stoickim spokojem znosił moją awanturniczą naturę i z cierpliwością przyglądał się mojej pracy, która wykraczała daleko poza ogólnie przyjęte normy obsługi klienta. Bo dla mnie klienci nie byli tylko i włącznie klientami. Byli przede wszystkim graczami! I serio, nie wiedziałam niczego niestosownego i nieprofesjonalnego w tym, że do standardowej formułki mailowej dodam jedną emotkę (lub więcej, najczęściej), że podczas rozmowy z klientem przejdę na "ty" i zapytam czy "pyka w Diablo", że na forum gram.pl do gramowiczów zwracała się będę per "robaczki".

Było to dość rewolucyjne podejście do biznesu, prawda? Do dzisiaj utrzymuję kontakt z niektórymi z Was. Śledzę rozwój Andrzeja T., obserwuję cierpienia twórcze Michała S., dostałam zaproszenie na ślub naszej "gramowej pary", potem miałam okazję trzymać w ramionach córeczkę tejże pary. To były fantastyczne lata i mam nadzieję, że Wy także je właśnie tak pamiętacie.

Tylko dzięki temu, że cała ekipa gram.pl (dział handlowy, techniczny, programiści, graficy, szanowna kochana redakcja!) składała się z wielkich zapaleńców, a szefostwo "czuło to", udało się stworzyć coś, czego w Polsce jeszcze nie było - serwis od graczy dla graczy. Z pierwszym w Polsce prawdziwym działem community. I dzięki najważniejszemu - dzięki wyjątkowej, zgranej, jedynej w swoim rodzaju społeczności zgromadzonej wokół serwisu gram.pl.

Koniec!

No dobra, taki żarcik. Prawda jest taka, że ja dużo krzyczałam, a całą pracę, ciężką pracę, z pełnym poświęceniem i oddaniem, z pogodą ducha i głowami pełnymi pomysłów (jedną z tych głów trzeba było często studzić :>) wykonywali Dominik "Spayk" Trzmielewski i Piotrek "Laid Back" Szyfter. Wszystkie eventy, konkursy, zloty, nowe funkcjonalności serwisu to ich sprawka.

To Wam chłopaki należą się fanfary i podziękowania.

Dla mnie osobiście początki redakcji gramowej sięgają wiosny 2006 roku. Jakoś tuż przed majówką zadzwonił Lucas i tak do mnie rzekł: "Słuchaj, jest taka sprawa, CD Projekt ma stronę gram.pl, taki pseudoportal, który służył im dotąd głównie jako gazetka reklamowa ich gier. Jednak sprawy się zmieniły i postanowili z tego zrobić coś z prawdziwego zdarzenia, duży portal informacyjny, recenzje zapowiedzi itd., itp. potrzebują do tego redaktorów, dziennikarzy, korekty. Tak w zasadzie to wszystko trzeba zbudować od początku. To jak, wsiadasz ze mną na tego dzikiego konia?".

Znaliśmy się już wtedy z Lucasem jak, nomen omen, dwa łyse konie. Do niejednej redakcji już razem pisaliśmy i z niejednego pieca chleb razem jedliśmy. Ponadto to była okazja, na którą długo czekałem. Rozpocząć redakcję właściwie od zera? Takiej szansie się nie odmawia.

W ten właśnie sposób miesiąc później spotkaliśmy się na uboczu zatłoczonego open space w siedzibie CD Projekt na Jagiellońskiej, skąd zresztą dość szybko przenieśliśmy się na zalany pięknym wiosennym słońcem parking. Tam też tak naprawdę powstały podwaliny gram.pl. Paląc fajka za fajkiem rozmawialiśmy o tym jak to wszystko powinno wyglądać i kogo byśmy w tej naszej nowej redakcji widzieli. Kilka tygodni później zespół był już sformowany i gram.pl ruszyło do przodu.

Od niespełna godziny niemrawo próbuję skupić wzrok na migającym kursorze. Pora już późna, zamierzam napisać kilka słów na temat okresu, w którym to wszystko się zaczęło i – prawdę mówiąc – nie mogę zabrać myśli. Nie dlatego, że nie wiem, co warto odnotować. Po prostu zanurzyłem się we wspomnieniach. I tak naprawdę wszystko sprowadza się do krótkiego: „hej, byłem tam, uczestniczyłem i żyłem tym!”

Niemal natychmiast po mojej przeprowadzce do Warszawy – po krótkim, redakcyjnym romansie z Lucasem i Hakkenem – Tuddrussel (Tuddrussel? Orzech, motyla noga!) i Soleila złożyli mi propozycję nie do odrzucenia: miałem w trybie pilnym dołączyć do ekipy raczkującego wówczas pod skrzydłami CD Projektu serwisu gram.pl i wspólnie z Justyną tworzyć – jak to przy jakiejś zupełnie innej okazji ująłem – „pierwszy w Polsce dział community z prawdziwego zdarzenia”. No cóż, byliśmy młodzi, o coś nam chodziło. To znaczy ja byłem młody i o coś mi chodziło.

Czynnikiem niemal od samego początku wyróżniającym gram.pl była społeczność. Entuzjazm i szczera pasja charakteryzująca Gramowiczów od zawsze nas – myślę, że nie ryzykuję wiele mówiąc w imieniu całej ekipy – napędzała. Niezliczone konkursy (Gram Lee – czy ktoś jeszcze pamięta tego zrzędliwego skrzata?), tętniące życiem niezależnie od pory dnia forum dyskusyjne, kolektyw skupiający strony internetowe tworzone przez pasjonatów poszczególnych serii lub gatunków gier, 4gramy, niewiele później także gramirc i gramsajty, a nade wszystko okazje, by te wirtualne znajomości przekuć we wspólne wyjazdy, wymiany zdań czy nocne wyżeranie parówek – było warto!

Mazurskie i bałtowskie zjazdy, PGA, kolejne urodziny, organizowane – jak to zwykle bywało – z językiem na wierzchu i w ciągłym biegu mistrzostwa Polski w PES-a, nocne premiery WoW: The Burning Crusade i Wiedźmina (to co przeszliśmy przy tej okazji zasługuje na odrębną opowieść. Dość powiedzieć, że do dziś nie mogę się zmotywować, by poznać historię Geralta; tak na marginesie, pamiętacie dlaczego Biały Wilk nosi na początku gry tylko jeden miecz?) – długo można by wymieniać. Wolałbym uniknąć melancholijnej nuty, ale – cóż zrobić – to se ne vrati. Niestety.

Jak łatwo policzyć – za rok minie dekada od startu gram.pl, a ja nadal z mimowolnym uśmiechem na twarzy wspominam moją pierwszą wizytę na Jagiellońskiej 74, godzenie studiów z pracą na etacie, siedzenia do późna i sklejanie – czasem na ostatnią chwilę – kolejnych wydań cyklu Sobota community. Przede wszystkim w pamięci zachowałem jednak genialną i nieporównywalną z niczym innym atmosferę, obrywanie po głowie od Sol, zapał do pracy całego zespołu – od programistów, przez grafików, na załodze sklepu kończąc. Szalenie miło jest przy tym śledzić dalsze losy Gramowiczów, którzy wyśmienicie radzą sobie na wszelkich możliwych płaszczyznach – zakładają rodziny, piszą książki, nagrywają podcasty i przy okazji dzielą się swoimi osiągnięciami ze światem (a co!).

Justa powiedziałaby pewnie: „jestem z Was dumna, robaczki”. Ja z kolei zakończę krótkim: „dziękuję Wam”. I kłaniam się w pas.

Początki gram.pl doskonale pamiętam, gdyż... byłem na otwarciu tej "platformy", jak to wówczas określano, na pokazie w Warszawie, jako przedstawiciel innego, amatorskiego serwisu o grach. Do stolicy wybrałem się wówczas autokarem z Bydgoszczy razem z redakcyjnym kolegą Harpenem. Pamiętam obawy o nieznajomość miasta, o to, że spóźnimy się na pokaz. Tymczasem na miejscu okazało się, że jesteśmy sporo przed czasem. Mimo to Marcin Hajek przywitał nas serdecznie w progu i zaprosił do środka na poczęstunek.

Kiedy wreszcie rozpoczął się pokaz gram.pl został przedstawiony jako sklep, jakbyśmy to dziś określili, nowej generacji. Gwarantował m.in. dożywotnią gwarancję na zakupione gry, ale największe wrażenie zrobiły na nas wówczas wirtualne pieniądze. Program lojalnościowy gwarantował zniżki na kolejne zakupione w sklepie gry. Zamiast więc płacić 99 zł za tytuł premierowy, można było doładować swoje konto WPLN-ami i wykorzystać je, płacąc tylko 79 zł realnych pieniędzy. To był wówczas prawdziwy hit. Po pokazie pozwolono nam również spróbować swoich sił w przedpremierowej wersji nowego Pro Evolution Soccer, a na odchodne wręczono torby z gadżetami, w tym koszulkę z logo gram.pl. Na dworzec autobusowy nocną porą udaliśmy się niepewnym krokiem, ale cały powrót upłynął nadzwyczaj spokojnie. Wtedy w życiu bym nie pomyślał, że kiedyś stanę się częścią serwisu informacyjnego gram.pl. A koszulkę, którą wówczas dostałem, mam i noszę do dzisiaj.

Postanowiłem dorzucić trzy grosze od siebie, chociaż w latach 2005-2006 nie miałem nic wspólnego z gram.pl. Wtedy byłem jeszcze zewnętrznym (pisałem z domu, o pracy w redakcji nie marzyłem) autorem ś.p. czasopisma konsolowego Neo Plus i prawdopodobnie w ogóle nie interesowałem się tym, co działo się w polskiej sieci. Cóż, gruby błąd, bo czytając powyższe wspominki myślałem tylko o tym, jak wiele mnie ominęło. Choćby znajomość ze świetnymi ludźmi (na szczęście ze Spaykim się znamy, czasami gramy w piłkę, a kilka lat temu razem bujaliśmy się po Paryżu na review evencie Metal Gear Solid 4: Guns of the Patriots – znajdziecie mnie na jednym ze zdjęć z relacji z pokazu). Ale to nie tekst o mnie. Po co w ogóle się wypowiadam?

Postanowiłem sięgnąć pamięcią do tamtych lat i przedstawić krótko (wybiórczo), jak wtedy wyglądała branża gier. Skoro gram.pl wystartował 6 października, to nie wypada nie przypomnieć, że zaledwie dziewięć dni później w Warszawie odbyło się druga edycja PlayStation Experience – obie imprezy do dziś uznawane są za jedne z lepszych w historii. Pokazywano takie nowości jak Shadow of the Colossus od Sony, King Kong od Ubisoftu (i samego Petera Jacksona!), Need for Speed: Most Wanted od EA, czy Jak X. Dodatkowo gracze mieli okazję pomacać przenośną konsolkę PSP. Prawda, że dużo zmieniło się od tamtego czasu?

Przypomniałem sobie, że rok wcześniej, tuż obok imprezy Sony odbywała się druga, również związana z grami, na której poznaliśmy… oficjalnego dystrybutora pierwszego Xboksa. Konsola trafiła do Polski 23 października 2004. A zatem, gdy w 2005 roku w listopadzie, półtora miesiąca po starcie gram.pl, w Stanach ukazał się Xbox 360, my świętowaliśmy pierwsze urodziny pierwszej konsoli Microsoftu w Polsce. Oj tak, dużo zmieniło się od tamtego czasu.

Końcówka 2005 i cały 2006 rok, to nie tylko początki gram.pl, ale również (wówczas) nowej generacji konsol. Musieliśmy czekać aż do listopada 2006 roku, żeby zobaczyć prawdziwą różnicę między Xboksem 360, a poprzednimi konsolami. Tak, mam na myśli pierwsze Gears of War, które na zawsze zmieniło nie tylko gry TPP. Dopiero w grudniu ukazało się Wii, a na PS3 w Europie musieliśmy poczekać do marca 2007. Przez bodajże cały 2006 rok Xbox 360 nie miał polskiego dystrybutora. Nie było też polskiego oddziału Ubisoftu. A jeśli chodzi o gry, to były to jeszcze te czasy, kiedy jeszcze nie śniły nam się gry free-to-play, ale już pojawiło się DLC. W kwietniu świat usłyszał o zbroi dla konia do Obliviona. A wydawać by się mogło, że to było zaledwie kilka miesięcy temu.

Pamiętacie tamte czasy? Podzielcie się swoimi wspominkami!

Najnowsze
Lubisz nas?