InformacjeRecenzja - konsole

Remember Me - recenzja

... Mateusz Kołodziejski

Paryż Roku Pańskiego 2084 - miasto artystów, wolnej miłości i... siedziby megakorporacji kontrolującej ludzi poprzez dysponowanie ich wspomnieniami. Witajcie w świecie Remember Me.

Każdy ma wspomnienia, które chciałby zachować na zawsze. Rzecz w tym, że ludzka pamięć bywa kapryśna i zawodna, więc nie można jej powierzać takich skarbów. Ważne dla Ciebie osoby, chwile i miejsca nie są w Twojej głowie bezpieczne. Na szczęście istnieje Memorize, korporacja, która opracowała technologię digitalizowania reminiscencji. Dzięki niej Twoje wspomnienia zostaną umieszczone na dyskach twardych i będą służyć Ci już na zawsze. Teraz nie grozi im już nawet amnezja, Choroba Alzheimera ani starcza demencja. Chwalmy Memorize za ich boski dar dla ludzkości!

A co Ty jesteś gotów oddać za poczucie bezpieczeństwa?

Czy jednak cyfryzacja zawartości naszych mózgów nie niesie ze sobą pewnych zagrożeń? Co jeśli Korporacja postanowi na przykład donieść władzom, że jedno z naszych wspomnień pokazuje, jak przechodziliśmy na czerwonym świetle albo zatajamy coś przed fiskusem? Takie pytania są bardzo aktualne dla mieszkańców Neo-Paryża w 2084 roku, tyle że mało kto je zadaje. Większość społeczeństwa jest szczęśliwa, ma pracę, pieniądze i przytulne mieszkania, a wszystko to dzięki Memorize. Ceną za dobrobyt i bezpieczeństwo jest oddanie sporej części wolności oraz zgoda na wyrafinowane formy inwigilacji, ale przecież uczciwi obywatele nie mają nic do ukrycia.

Chociaż Neo-Paryżowi daleko do orwellowskiego Londynu, wiara w dobre intencje Korporacji nie jest powszechna. Przeciwnicy wszechwładzy Memorize skupili się pod szyldem Errorystów. Ich celem nie jest wielka rewolucja, ale doprowadzenie do zmniejszenia poziomu kontroli nad społeczeństwem i odzyskanie maksymalnego zakresu wolności. Ot, tacy futurystyczni Anonymous. Do grupy tej dołącza również główna bohaterka Remember Me, Nilin, młodziutka, a przy tym niezwykle utalentowana łowczyni wspomnień. Twórcy zastosowali wobec niej chyba najbardziej wyświechtany zabieg w grach, czyli amnezję. Trzeba jednak im oddać, że nie poszli na łatwiznę i dziewczyna nie straciła pamięci uderzając się w głowę. Została ona skazana na wymazanie wspomnień, a wyrok wykonało rzecz jasna Memorize. Naszym zadaniem będzie więc odkrycie w jakich okolicznościach doszło do pojmania Nilin i odzyskanie jej tożsamości.

Wspomnień czar i czary nad wspomnieniami

Nasza Errorystka może i nie jest w stanie przypomnieć sobie co jadła poprzedniego dnia na śniadanie, ale na szczęście wciąż wie jak wykonywać swój niezwykły fach. We wdzieraniu się do pamięci innych bardzo pomaga jej to, że każdy z mieszkańców Neo-Paryża ma na karku Sensen, czyli specjalny „zawór”, który pozwala dostać się do głowy jego posiadacza. Zdobyte w ten sposób wspomnienia można wykorzystać na dwa sposoby. Podstawowym wariantem jest odczytywanie pamięci. Do czego się przydaje? Oto przykład - Nilin natyka się na drzwi, których otwarcie wymaga kodu. Nie posiadamy go, szukamy więc osoby, która zna kombinację i wykradamy pożądany fragment pamięci. Następnie odtwarzamy go w pobliżu drzwi przez co naszym oczom ukazuje się hologram postaci wklepującej hasło. Zerkamy jej teraz przez ramię i kopiujemy kod. Voilà!

Specjalnością Nilin pozostaje jednak nie jakaś tam prozaiczna kradzież wspomnień, ale umiejętność manipulowania nimi. W wybranych momentach po włamaniu się do pamięci ofiary ukazuje się nam scena, która miała duży wpływ na życie „hakowanej” przez nas osoby. Zaczynamy od obejrzenia reminiscencji w takiej formie, w jakiej zapisała się w pamięci ofiary. Następnie otrzymujemy do dyspozycji coś w rodzaju prostego edytora filmu. Scenkę możemy w dowolny sposób przewijać do przodu i do tyłu oraz zatrzymywać. Podczas przeglądani filmiku pojawiają się obiekty, z którymi możemy wchodzić w interakcję. Tym samym z biernego widza stajemy się montażystą, a nawet w pewnym stopniu reżyserem wspomnienia.

Suchy opis nie oddaje być może jak bardzo pomysłowy jest ten element Remember Me, więc ponownie posłużmy się przykładem. Załóżmy, że trafiamy na kobietę, która nie chce z nami rozmawiać, bo wychwala pod niebiosa Memorize za to, że korporacyjni lekarze uratowali jej ukochanego. Nastawienie kobiety zmieni się jednak diametralnie, jeśli w jej pamięci (i tylko w niej!) kochanek umrze na stole operacyjnym. Teraz trzeba jeszcze odpowiednio pomanipulować przy wspomnieniu i, powiedzmy, odpiąć w nim maskę podającą tlen pacjentowi. Rzadko jednak odniesiemy sukces przy pierwszym podejściu. Część interakcji nie ma bowiem żadnego znaczenia dla sceny, część ma, ale nie taki, jak oczekiwaliśmy. Rozgryzanie powiązań pomiędzy kolejnymi modyfikacjami wspomnienia i wybór tych, które doprowadzą do pożądanej przez nas zmiany są bardzo satysfakcjonujące i aż żal, że w ciągu trwającej około 10 godzin rozgrywki trafia się ich ledwie kilka. Edytowanie wspomnień pojawia się na końcu niektórych epizodów w zastępstwie tradycyjnej walki z bossem, ale i trzeba przyznać, że wyczekuje się ich z wypiekami na twarzy.

Neo-Paryż kradnie show

Gmeranie w pamięci jest z pewnością interesującym zabiegiem, ale tym, co w Remember Me zachwyca najbardziej jest miejsce akcji. Neo-Paryż to zarazem miasto piękne, fascynujące i przerażające, w zależności, na którą jego warstwę spojrzymy. Najwyższe regiony to, chciałoby się powiedzieć, korporacyjny Wersal, w którym nowoczesna architektura drapaczy chmur koegzystuje ze stylowymi, zabytkowymi kamienicami. Tu żyje większość neo-paryżan, a więc ci wszyscy, którzy nie wahają się poświęcić wolności dla bezpieczeństwa i wygody. Poniżej, na zaimprowizowanych platformach łączących dachy dawno nieczynnych fabryk i magazynów mieszkają ludzie wyżej ceniący niezależność niż dobrobyt, ale i korporacyjni zesłańcy. Najniższe wreszcie piętro zasiedlone zostało przez przez tzw. leaperów, czyli przerażające karykatury ludzi, ofiary nieudanych eksperymentów z pamięcią.

W towarzystwie Nilin przyjdzie nam obejrzeć spore obszary wszystkich regionów poziomów i jest to przeżycie, które na długo pozostanie w mojej pamięci. Świetnie spisali się projektanci poziomów – każde z pięter ma niepowtarzalny charakter, który przejawia się nie tylko odmienną architekturą i wyglądem mieszkańców, ale nawet wyjątkowym oświetleniem. A że fabuła wymusza na nas częste odwiedzanie różnych poziomów, tym łatwiej dostrzegamy kontrasty pomiędzy nimi. Ani przez chwilę nie mamy wątpliwości, że wciąż znajdujemy się w tym samym, niesamowitym mieście.

Mimo tych peanów na cześć Neo-Paryża nie wszystko w nim zachwyca. Najbardziej boli to, że jego eksploracja wzorem Uncharted jest całkowicie liniowa. Nilin jest gibka i wysportowana, ale potrafi się chwycić tylko tych platform, które charakterystycznymi strzałkami zaznaczyli dla nas twórcy. Wielka to szkoda, bo czasem chciałoby się porzucić tę jedyną słuszną ścieżkę i niczym asasyni wspiąć się na dach pięknej kamienicy na najwyższym poziomie i stamtąd obejrzeć panoramę miasta. A potem wykonać skok wiary i wylądować na niższym piętrze wśród śmieci i naprędce skleconych domków - to byłoby coś! Rozczarowuje także fakt, jak niewiele mamy do roboty w odwiedzanych lokalizacjach. Większość z nich służy jedynie temu, żebyśmy przez nie przebiegli i popędzili dalej. Nie czuć, że to miasto żyje. Nawet kiedy trafimy na rynek czy do galerii handlowej, z nikim nie możemy zamienić słowa, nie wspominając już o tym, że kupić dodatkowy ekwipunek albo otrzymać zadanie poboczne. Zauważyłem też jedno bardzo dziwne zjawisko – wszyscy mieszkańcy Neo-Paryża mówią wyłącznie po angielsku. I to z wzorowym brytyjskim akcentem!

Stwierdzam to z przykrością, ale nawet uwzględniając niefortunny wybór aktorów użyczających głosu postaciom, najsłabszym ogniwem tego wciągającego cyberpunkowego świata pozostaje sama Nilin. Z zapowiedzi twórców wynikało, że będzie to niezwykła bohaterka - piękna, charyzmatyczna, inteligentna, tajemnicza, wojownicza i Bój jeden wie co jeszcze. I taka jest w istocie, tyle że przez to niczym nie różni się od dziesiątek innych bohaterek. Zmarnowano tutaj ogromny potencjał, bo to przecież dziewczyna pozbawiona wspomnień, więc aż prosi się, żeby pokazać ją jako zagubioną istotę w mieście przyszłości, którego nie rozumie, a gdzie musi walczyć o przetrwanie. Taka postać uwiarygadniałaby historię i tworzyła pomiędzy graczem a Nilin więź emocjonalną, bo przecież każdy chciałby pomóc niewinnej ofierze okrutnego eksperymentu. Tymczasem dostaliśmy herod-babę, która pomimo tego, że została wyprana z tożsamości, od razu ufa Errorystom jakby znała ich od kołyski i bezmyślnie wykonuje dla nich najbardziej karkołomne zadania. Mocno to naciągane i jeszcze mniej prawdopodobne.

Ręce i nogi w służbie wolności

Ekipa Dontnod uznała widocznie, że taką stosunkową prostą skakaninę po poziomach trzeba graczom jakoś urozmaicić, dlatego Remember Me obfituje w walki wręcz. I o ile eksploracja zapożyczała wiele od Uncharted, o tyle potyczki inspirowane są wyraźnie ostatnimi Batmanami i Sleeping Dogs. Francuzi nie zgapili jednak bezmyślnie mechanizmu, ale twórczo go rozwinęli o system modyfikowalnych combosów. Na czym to polega? Wraz ze wzrostem doświadczenia odblokowujemy kolejne miejsca na ciosy w łańcuchu, w których umieszczamy również odblokowywane, pojedyncze ataki. Te natomiast podzielone są na kilka grup, począwszy od zwykłych, poprzez silne, paraliżujące i dodatkowo leczące, a skończywszy na przyspieszających schładzanie specjalnych zdolności.

Początki jak to zwykle bywa nie są spektakularne, bo pierwsze combo oddane do naszej dyspozycji to kombinacja zaledwie dwóch ciosów. Szybko pojawiają się jednak kolejne i tak w końcu dojdziemy do łańcuchów liczących nawet dziesięć ciosów. Co ważne, unik polegający na efektownym odskoku nie przerywa nam łańcucha, więc przy odrobinie wprawy nawet wrogie ataki nie będą w stanie wybić nas z rytmu. Samodzielne montowanie combosów otwiera przed nami zupełnie nowe rozwiązania taktyczne, zwłaszcza, że modyfikacji dokonać możemy w dowolnym momencie, nawet w środku walki. Z drugiej strony, jak to z nowinkami bywa, twórcy nie ustrzegli się pewnych niedociągnięć. Ze względu na to, że wszystkie ataki wykonujemy zaledwie dwoma przyciskami (dla Xboksa jest to X i Y), system nie zawsze rozpoznaje poprawnie, którą z naszych sekwencji wykonujemy i zdarza się, że chociaż próbujemy wykręcić combo nastawione na leczenie, to gra usilnie podpowiada nam, że źle wykonujemy combo regenerujące atak specjalny. Pewnie, że źle, w końcu chodzi mi o zupełnie co innego! Samodzielnie tworzone sekwencje mają jeszcze jeden minus - nie mogą się równać płynnością animacji z atakami kontekstowymi, które są domeną Batmanów.

Wspominałem już kilkukrotnie o ciosach specjalnych, czas więc się im przyjrzeć. Nilin ma ich pięć, i kryją się pod lewym spustem na padzie. Nim to otwieramy podczas walki kołowe menu, wybieramy odpowiedni atak specjalny i w tym momencie nasi oponenci są w poważnych opałach. Wyjątkowe moce są dość zróżnicowane i pozwalają dziewczynie na zadawanie potężnych razów bez oglądania się na comba, paraliżują wrogów albo zadają obrażenia obszarowe. Żeby nie było jednak zbyt łatwo, każda taka umiejętność po użyciu potrzebuje kilkudziesięciu sekund, żeby się "schłodzić".

Neo-Paryż z Jean Michel Jarre'm w tle

Nie licząc nieco szarpanej animacji podczas walki oprawa wizualna Remember Me jest solidną rzemieślniczą robotą z przebłyskami geniuszu. Te ostatnie, jak się pewnie domyślacie dotyczą projektu, Neo-Paryża. Zupełnie inaczej zapamiętałem muzykę - chociaż w grach rzadko zwracam na nią uwagę, tutaj po prostu mnie urzekła. Przez większość czasu towarzyszą nam subtelne nuty orkiestry symfonicznej, które rewelacyjnie podkreślają klimat futurystycznej światowej stolicy kultury. Bywają jednak chwile dźwięki zostają wyostrzone elektronicznymi wstawkami jak u Jean Michela Jarre'a, co momentalnie przyprawia o szybsze bicie serca. Rewelacja! Była już wcześniej mowa o brytyjskim akcencie, który całkowicie zdominował voice acting neo-paryżan, ale dla nas istotniejsza jest kwestia polonizacji. Remember Me pozwala na wybór kinowej wersji językowej i napisy w grze przygotowano poprawnie, choć niekonsekwentnie. Dotyczy to przede wszystkim nazw własnych, które zostały przetłumaczone wybiórczo i tak naszymi przeciwnikami są odzieracze, ale również leapery.

Zamiast podsumowania wykład z historii Remember Me

Remember Me rodziło się w bólach. O debiutanckiej produkcji Dontnod dowiedzieliśmy się jeszcze w 2008 roku, tyle, że wtedy nazywała się Adrift i tworzona była wyłącznie z myślą o PlayStation 3. Francuzi zamierzali pokazać niedaleką przyszłość w której efekt cieplarniany spowodował zatopienie większości lądów. Miejscem sandboksowej akcji miało być częściowo zalane miasto, po którym główny bohater poruszałby się na... nartach wodnych. W pewnym momencie pojawił się jednak pomysł, że to nie ludzka głupota, ale równie ludzka pamięć powinna stać się kołem zamachowym całej historii. A skoro i tak prace trzeba było zaczynać nowa, to przy okazji zmieniono tytuł, do tego podtopioną metropolię zastąpiono Paryżem. Czemu nie? Niestety okazało się, że nowa wizja twórców zniechęciła Sony i Remember Me nabrało w końcu realnych kształtów pod skrzydłami Capcomu.

Po co przytaczam tę przydługą historię? Cóż, gry z podobnym bagażem doświadczeń okazują się najczęściej zbitką mnóstwa niekoniecznie pasujących do siebie koncepcji i zapożyczeń, które twórcy za wszelką cenę starali się ze sobą pogodzić. I tak też jest w tym przypadku – nie wszystkie pomysły zagrały, ale te, które okazały się trafione sprawiają, że wyprawa do świata zniewolonych wspomnień jest jedną z tych, których nie powinniście przegapić. Największym atutem Remember Me pozostaje przemyślana, a do tego świetnie zrealizowana cyberpunkowa wizja przyszłości i nie pozostaje mi nic innego niż życzyć nam wszystkim, żeby w kolejnej odsłonie (o ile taka powstanie) pozostałe elementy gry zostały tak dopracowane jak fascynujący, futurystyczny Neo-Paryż.

Xbox 360Remember Me

  • spójna, przekonująca wizja przyszłości
  • świetny projekt Neo-Paryża
  • manipulowanie pamięcią
  • prosty, ale wymagający system walki
  • modyfikowalne combosy
  • klimatyczna oprawa audio-wideo
  • jedyna słuszna ścieżka wiodąca do celu
  • pustawe lokacje
  • graficzne niedociągnięcia
  • niekonsekwencje w tłumaczeniu

Niezapomniana wycieczka do Neo-Paryża

Najnowsze
Lubisz nas?