InformacjeTydzień z

Might & Magic Heroes VI - Mroczne Elfy i Raelag - losy rasy i jej wodza

5 Łukasz Wiśniewski

Wczoraj zajmowaliśmy się ogólną historią starożytną świata Ashan. Dziś pora przyjrzeć się wydarzeniom, które doprowadziły do powstania Mrocznych Elfów, rasy dookoła której kręcą się wydarzenia w Might & Magic Heroes VI - Cienie Mroku.

Duma poprzedza upadek. Tak proste rasy z powierzchni zapewne skwitowałyby wydarzenia, które doprowadziły do narodzin Mrocznych Elfów. Jednakże jak każde proste i celne stwierdzenie, tak i to nie dotyka sedna. Aby zrozumieć to, co się wydarzyło, trzeba sięgnąć głębiej, aż do starożytności. Do czasów, gdy Smocza Bogini Malassa utraciła swe dzieci. I kto był nemezis dla jej dzieci. Pomiędzy Elrathem a Malassą nie było przyjaźni, od samego początku, gdy Smoki Żywiolów wychynęły na świat z łona Ashy. Nic więc dziwnego, że wrogie sobie rodzeństwo nastawiło do siebie wrogo rasy, które były mu posłuszne. Była to wojna niepotrzebna, na której straciło cale życie na Ashan, bo najpotężniejsze rasy wykrwawiły się na tyle, że nie stanowiły już godnego przeciwnika dla demonów, gdy te nadeszły.

Agresorem w tej starożytnej wojnie były dzieci Elratha, dumne i nieprzejednane anioły. Smok Światła był ślepy na to, do jakiej roli Smoczyca Ciemności stworzyła Bezimiennych. Dla niego liczyło się tylko to, że jej służyły. Tchnął gniew w anielskie armie, a te natychmiast wyruszyły, by pokonać wroga. Wroga, który ich by nie zaatakował, bo miał ważniejsze zadanie od swego bóstwa: utrzymywanie równowagi i zachowywanie wiedzy. Aniołom nigdy nie było po drodze z koncepcją równowagi, ich niedobitki do dziś nie potrafią objąć jej swymi umysłami, w których za wiele jest światła, by mieściło się coś więcej. Tak sprowadzili upadek na siebie i na Bezimiennych. Oba smocze bóstwa, choć startowały z pozycji wielkiej potęgi, skończyły z smętnymi resztkami wyznawców.

Nieco mniej oczywistymi ofiarami owej wojny były elfy. Niewiele wiadomo o tym, co się wtedy wydarzyło, bo dzieciom Sylanny nie dane było się po tym ciosie podnieść na nogi do końca. Czegokolwiek nie zabrała im wojna zrodzona z gniewu Elratha, zabrały potem Wojny Ognia. Do swej nowej ojczyzny, królestwa Irollan nie przyniosły wiele wiedzy o przeszłości, jedynie okruchy. Część z nich przyniosła też rany na ciele i duszy, te drugie rany zaś źle się goją u długowiecznych istot... Tak więc wiele elfów nie miało powodów, by poważać Elratha, tak samo jak i autorytarnych rządów, które są z nim ściśle związane. Z tego zrodziły się wydarzenia, jakie wstrząsnęły Irollan w VI wieku.

Gdy na tronie Irollan zasiadł Arniel, trzeci Najwyższy Król, okazało się że jest on tak samo młody i ambitny, jak podatny na złe podszepty. Zaczął czynić coraz odważniejsze kroki w kierunku centralizacji władzy i zadecydował, że tron leśnego królestwa będzie od tej pory dziedziczny. Władczyni pogranicznej marchii, Tuidhana, doskonale znała melodię, do której tańczył król. Ta sama muzyka rozbrzmiewała na jej drugiej granicy, z katedr Świętego Cesarstwa Sokoła. Elrath bowiem, nie mogąc się pogodzić z faktem, iż ma mało wyznawców, odebrał ich Ylathowi. Fakt, że Smok Powietrza zdawał się nie dbać o to, czy ludzie będą mu oddawać część, czy nie, pozostawiając to ich decyzji, ułatwił jego bratu zadanie. Tuidhana nie chciała, by Irollan stał się kolejnym miejscem kultu bóstwa, którego nieprzejednanie kosztowało elfy mnóstwo krwi i łez. Dlatego postanowiła działać.

W roku 528 ogłosiła secesję, mając zapewne nadzieję, że przypomni w ten sposób swojemu ludowi, iż Najwyższy Król jest jedynie władcą ponad władcami, a nie monarchą absolutnym, na jakiego stara się wykierować. Może by nawet z czasem odniosła pewne sukcesy, bo nie ustawała w staraniach, ale nie pozwoliły jej na to przybrane dzieci Elratha. W 540 roku na granicy marchii stanęły zastępy pancernego rycerstwa Świętego Cesarstwa Sokoła. Królowa natychmiast zwróciła się do Najwyższego Króla o wsparcie, bo przecież sprawy wewnętrzne leśnego królestwa należy odłożyć na bok, gdy wróg staje u bram. Arniel odpowiedział z dumą, że skoro zdecydowała się stanąć samotnie przeciwko jego reformom, teraz będzie stała samotnie przeciwko armiom ludzi. Arniel zapomniał o swych obowiązkach, ale Tuidhana nie. Zebrała swe wojska i stanęła naprzeciw najeźdźców, bo jej obowiązkiem było bronić elfich ziem.

Oczywiście siły Tuidhany nie miały szans zatrzymać nieprzeliczonych ludzkich szeregów. Walczyła mądrze, z ukrycia, nie pozwalając najeźdźcom się szybko przemieszczać. Las dawał jej osłonę, co szybko zrozumieli zakuci w zbroje dowódcy cesarscy. Dlatego pogranicze Irollan stanęło w ogniu również i dosłownie. Jej poddani płonęli, jej oddziały traciły przewagę taktyczną. Dopiero w tym momencie, gdy lasy stały w ogniu, Arniel postanowił działać. Jednakże jego wojska miały za zadanie nie tylko odeprzeć ludzi, ale też i zdławić resztę buntu Tuidhany. Zrozpaczona władczyni zwróciła się w stronę osoby, która zaproponowała jej pomoc. Musicie bowiem wiedzieć, że tak jak Elrath, również Malassa potrzebowała nowych wyznawców, by równowaga była zachowana. Na dworze Tuidhany od jakiegoś czasu przebywał w ukryciu jeden z pozostałych przy życiu Bezimiennych...

Warunki Smoczycy Ciemności były proste: skoro armie dzieci mego rodzeństwa pustoszą wasze ziemie z dwóch stron, zwróćcie swe serca ku mnie. W zamian obiecała uratować to co pozostało i wygnać obie armie, które z ziem Tuidhany uczyniły sobie plac turniejowy. Jednym z pierwszych, którzy opowiedzieli się za przyjęciem tej hojnej oferty, był pierworodny syn królowej, Raelag. Nauczony przez matkę, że obrona poddanych i ziem, które ma się w swej pieczy to niepodważalne priorytety, nie widział innej drogi, niż pomoc bogini ciemności. Od wczesnego wieku szkolony w sztukach magicznych, miał i własny interes w takim przymierzu: Malassa oferowała przecież dostęp do nieprzebranych zasobów wiedzy tajemnej.

Ostatecznie większość dworu uznała, że przyniesiona przez Bezimiennego oferta jest uczciwa i godna przyjęcia. Na Tuidhanę, jej dzieci i jej podwładnych spłynęła moc Smoczycy Ciemności, dając im moc i odmieniając ich powierzchowność. Boska moc zmusiła armie najeźdźców do wycofania się. Nie tylko obroniono to co, pozostało z pogranicznej marchii, ale też i zapewniono Irullan bezpieczeństwo, bo armie cesarskie nie były już tak chętne do dalszej inwazji (którą miały w planach). W roku 548 podpisano więc trzy traktaty pokojowe. Pomiędzy elfami i ludźmi, oraz pomiędzy oboma agresorami a Tudidhaną. Problem z ambicjami Arniela pozostał nierozwiązany, ale przynajmniej las zaczął odrastać... Raelag zaczął zgłębiać wiedzę tajemną, podczas gdy jego matka, siostra Eruina i dwóch najmłodszych braci odbudowywali włości.

Mrocznym Elfom nie dane jednak było żyć w pokoju. Gdy w roku 566, dwa lata pod Drugim Zaćmieniu w stolicy Irollan wybuchł pożar, który strawił pałac królewski i Matkę Drzew Brythiggę, Tuidhana i jej podwładni zostali od razu oskarżeni. Arniel spłonął żywcem w swym pałacu, razem z większością dworu, a rządy po nim objął jego syn, Vaniel. Najwyższy Król nie zamierzał badać przyczyn tragedii, nie słuchał władczyni pogranicznej marchii. W swoim edykcie skazał na banicję z lasów Irollan wszystkie Mroczne Elfy. Oczywiście pozostawił im alternatywę: mogły zostać i zamienić się w zwierzynę łowną dla jego armii. Królowa pozwoliła swym podwładnym na decyzję. Wielu odeszło, ale wielu pozostało wraz z nią, ufając, że prawda wyjdzie na jaw i niesłuszne oskarżenie zostanie wycofane... Raelag w tym czasie zaczął szukać prawdziwych winnych podpalenia.

Dociekania Raelaga doprowadziły go do kontaktu ze Smoczymi Rycerzami, którzy przeczuwali (słusznie zresztą), iż za incydentem może kryć się spisek demonów. Zdobył nowych sprzymierzeńców, ale stracił matkę. Nie było go na miejscu, gdy siepacze Vaniela zabili Tuidhanę. Z ciężkim sercem wziął na siebie rolę przywódcy ściganego ludu, bo na nic innego nie pozwalały mu honor i nauki matki. Jak więc widać, owszem, duma poprzedza upadek, ale historia Mrocznych Elfów uczy, że najczęściej duma jednych oznacza upadek innych. Począwszy od dumy aniołów, aż po dumę Najwyższych Królów - kolejne kamienie milowe wyznaczały drogę, na której stanął Raelag. Nikt więc nie ma prawa rozliczać go z decyzji, które podejmuje.

Tydzień z Might & Magic Heroes VI - Cienie Mroku jest wspólną akcją promocyjną firmy Ubisoft oraz gram.pl

5 komentarzyDodaj swój

Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
NemoTheEight

Wychodziłoby,że to jedna z niewielu gier, gdzie Mroczne Elfy nie są złe. Ciekawe. Zawsze lubiłem grać Lochem.

Odpowiedz
G DrakeBurn

> Wychodziłoby,że to jedna z niewielu gier, gdzie Mroczne Elfy nie są złe. Ciekawe. Zawsze
> lubiłem grać Lochem.
Nie do końca.
To zależy jak na to patrzeć.
Elfy związały się z Bezimiennymi i stały się Mrocznymi Elfami, bo to było
dla nich dobre wyjście, ale odbudowanie sił mroku odkopało konflikt między
ciemnością a światłością. Dla osób z Przystani są one złe, jednak w dodatku
zobaczymy jak to wyglądało z ich strony, więc, dowiemy się, jak one to widziały.

Odpowiedz
NemoTheEight

> > Wychodziłoby,że to jedna z niewielu gier, gdzie Mroczne Elfy nie są złe. Ciekawe.
> Zawsze
> > lubiłem grać Lochem.
> Nie do końca.
> To zależy jak na to patrzeć.
> Elfy związały się z Bezimiennymi i stały się Mrocznymi Elfami, bo to było
> dla nich dobre wyjście, ale odbudowanie sił mroku odkopało konflikt między
> ciemnością a światłością. Dla osób z Przystani są one złe, jednak w dodatku
> zobaczymy jak to wyglądało z ich strony, więc, dowiemy się, jak one to widziały.
Chodzi mi o mniej relatywne pojęcie dobra i zła. W sensie agresor - zły, spokojny naród - dobry. To nie Malassa zaatakowała Elratha. A Elfy (później Mroczne Elfy) zrobiły tylko to, co musiały, żeby się obronić przed agresorami. Raczej się bronili tylko, niż atakowali.A co do konfliktu, to zauważ, że wyznawcy Elratha zaatakowali Elfów jeszcze przed ich paktem z Malassą.

Odpowiedz
G lastvegas

Cienie mroku i blaski światła.

Odpowiedz
G Skrzypiec

Mam pytanko. Czy powstała jakaś książka opisująca losy świata M&M?

Odpowiedz
Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
Najnowsze

Jak Nintendo próbuje przekonać graczy do Wii U?

9
Krzysztof Janicki

Nintendo Wii U radzi sobie bardzo słabo. To jednak nie zmienia faktu, że firma matka na różne sposoby próbuje zmienić ten stan rzeczy. Jeśli nie z uwagi na samą konsolę, to choćby dla ludzi, którzy już ją kupili, oraz z myślą o przyszłości swojego biznesu.

Czytaj dalej 
Lubisz nas?