InformacjeRecenzja - konsole

Fable: The Journey - recenzja

6 Grzegorz Bonter

Uniwersum Fable wzbogaciło się tej jesieni o nową grę - Fable: The Journey. Sęk w tym, że pozycja ta jest przeznaczona na Kinecta, co sprawia, że nasz czujnik "typowego gimmicku" szaleje. Zobaczmy zatem, co też nowego słychać w Albionie.

Fable: The Journey

Tutaj wielka niespodzianka! Albion po raz kolejny potrzebuje bohatera, który uratuje krainę od zła. Na tym etapie szczerze poradziłbym mieszkańcom, aby po prostu spakowali się i pojechali gdzieś daleko od tego piorunochronu ściągającego pradawne demony. Tym razem w roli śmiałka sprawdzi się nowy bohater, Daniel. W sumie nie do końca wiadomo, w jakim wieku jest Daniel. Z jednej strony ma on głowę nadal zajętą baśniami o rycerzach oraz spędza czas na pielęgnowaniu swojej klaczy Seren. Z drugiej ewidentnie ma on na twarzy cień po zgolonym zaroście a do tego w polskiej wersji głosu udzielił mu co najmniej 30-latek. Ten koleś po prostu jest dziwnie sprzeczny sam ze sobą.

Fable: The Journey

Masz tu rękawic...e i walcz

Przygodę rozpoczynamy nieco wbrew naszej woli - prowadząc wóz ciągnięty przez Seren, Daniel zasypia. Przez to pozostaje w tyle za resztą swojego plemienia, przez co wkrótce zostaje zmuszony kontynuować podróż na własną rękę i do tego po o wiele dłuższej trasie. Najważniejsze jest jednak to, że w trakcie objazdu naszego protagonistę atakuje przerażający demoniczny potwór, który niszczy wszystko, co napotka na swojej drodze. Przy okazji spotykamy Theresę, która po prostu oznajmia nam, że musimy teraz uratować Albion przed anihilacją. Słodko. Aby tego dokonać, musimy walczyć ze złem za pomocą magicznych rękawic (nie rękawiczek!), które umożliwiają nam rzucanie magicznymi kulami i używanie telekinezy.

Fable: The Journey jest grą przeznaczoną na Kinecta - spin-offem serii, w którym coś dla siebie znajdą nie tylko młodsi, ale również starsi gracze, głównie fani uniwersum Fable. Szczerze przyznam, że nie zaliczam się do tej drugiej grupy, ale hej - przynajmniej emocjonalnie łapię się do tej pierwszej. Sterowanie w 100% jest oparte na machaniu łapkami, ale spokojnie - nie trzeba wstawać albowiem wszystkie akcje wykonywane są z kanapy/fotela. Wszyscy zatwardziali gracze wychowani na siedzeniu przed ekranem z pewnością mogą więc darować sobie tekst "nie lubię się pocić podczas gry".

Machanie

Niestety, sterowanie w Fable: The Journey nie jest idealne. Odniosłem wrażenie, że mimo dwojenia i trojenia się twórców, aby to wszystko ze sobą współdziałało - pewnych rzeczy nie dało się niestety przeskoczyć. Mówię tutaj o możliwościach samego Kinecta. O ile jeszcze celowanie na początku gry nie sprawia problemów - zabawne, że złapałem się na nadmiernym szamotaniu się gdy na ekran wskakiwały już nawet dwa podstawowe stwory. Trzeba niestety podejść tutaj nieco spokojniej do zabawy i z marszu nie wczuwać się w Starkillera z SW:TFU.

Fable: The Journey

Do tego zauważyłem, że gra dość mocno marudzi, gdy zmienimy pozycję w trakcie sesji - odejdziemy na bok albo wstaniemy. Najlepiej jest więc za każdym razem po włączeniu Fable: The Journey przejść od razu do opcji kalibrowania celowania. Komfort zabawy wyraźnie wzrasta.

Jak już wspomniałem, do naszej dyspozycji oddane zostaną dwie moce - telekinezy i rzucania magicznymi kulami (która moc zostanie przypisana do której łapki zależy od "ręczności" gracza). Wcielając się w Daniela widzimy świat z jego oczu i naszym głównym zadaniem jest rozwalanie kolejnych fal niemilców. Całość bitewnej partii została zrealizowana w stylu rail shooterów (House of the Dead, Virtua Cop), z dodatkową opcją przesuwania się na boki poprzez odpowiednie pochylanie ciałem. Drugą połowę gry spędzimy... powożąc wózek ciągnięty przez naszą wierną klacz Seren. Tutaj sterowanie jest nieco trudniejsze, bo nie dość, że możemy nakłonić konia do trzech trybów prędkości, to na dodatek konieczne jest operowanie lejcami. Nie trzeba chyba wspominać, że droga przed nami nie będzie zawsze szeroką polaną, tylko konieczne będzie robienie naprawdę ostrych uników przed wystającymi z ziemi przeszkodami.

Niepotrzebne uprzedzenia

Przyznam, że Fable: The Journey nie zapowiadał się jakoś rewelacyjnie - ot pewnie kolejna zapchaj dziura z popularną marką na okładce, którą Microsoft chce poprawić humor posiadaczom Kinecta. O dziwo gra okazała się czymś o wiele więcej. To świetna historia, która z początkowej sielanki robi się coraz mroczniejsza i zawiera nawet mądre przesłanie. Zawartością świetnie wpasowuje się w obszar, z którego frajdę będą czerpać i młodsi i starsi gracze. Oczywiście sterowanie za pomocą ruchów nie pozwala na zbyt długie sesje (zmęczenie rąk), ale w sumie można tutaj oczekiwać kilkunastu godzin tej "baśni o przygodzie". Nie wspominając już o tym, że historia przedstawiona w grze uzupełnia parę luk w ogólnej fabule serii Fable.

Fable: The Journey

Rzecz jasna, gra ma też swoje wady (oprócz omówionego wcześniej sterowania). Przede wszystkim współczynnik podziału czasowego jazdy na koniu do walki mógłby być bardziej przeniesiony na walkę. Ponadto postoje, gdzie łapiemy chwilę wytchnienia, czyścimy i karmimy konia, mogłyby być nieco bardziej urozmaicone - zawsze wykonujemy tam te same czynności. Wreszcie wrogowie to zaledwie parę rodzajów mobków, które później co prawda mają swoją drugą wersję, ale czuje się pewien niedosyt, że to mięso armatnie podsuwane nam na talerzu jest cały czas to samo.

Ogółem jednak przy Fable: The Journey trudno mi odeprzeć poczucie, że przez te paręnaście godzin całkiem dobrze się bawiłem. 10-letni ja z pewnością zajarałby się grą, gdzie macha się rękoma aby strzelać fajerbalami i podrzucać przeciwnikami. Jeżeli ten dziesięciolatek w was nie umarł albo może opiekujecie się już własnym 10-latkiem, to gra ta z pewnością będzie dobrym wyborem. Ocena 7,5 jest wystawiona dlatego, że chociaż technologia Kinecta kuleje nieco a do tego trochę za dużo tutaj jest wtórności, to jednocześnie mamy tutaj konkretny polot. Jest Baśń, jest też epiczna Przygoda - obietnice z tytułu spełnione.

Xbox 360Fable: The Journey

  • zaskakująco dobra fabuła i ciekawe postaci
  • mimo wszystko MIOTAMY FAJERBOLAMI za pomocą ruchów rąk
  • mimo wszystko RZUCAMY WROGAMI ruszając rękoma
  • dobra polonizacja
  • ciągnący grę w dół Kinect
  • powtarzalność elementów
  • małe urozmaicenie wrogów

Dobra zarówno w kategorii

6 komentarzyDodaj swój

Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
Vroo

mimo wszystko GRA JEST NA KINECTA, a więc dziękuję - czekam na Fable IV

Odpowiedz
GrzybicaOdbytu

I za coś takiego płacić 190zł? Kogoś chyba pogięło.

Odpowiedz
G Hulk131

IMO za wysoka ta nota. Szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę cenę gry.

Odpowiedz
beziko

> mimo wszystko GRA JEST NA KINECTA, a więc dziękuję - czekam na Fable IV
Po Fable III już nie ma na co czekać. Seria skończyła się na drugiej części. Od tamtej pory samą żenadę robią z tego.

Odpowiedz
G Zaitsev

> I za coś takiego płacić 190zł? Kogoś chyba pogięło.
No właśnie osobiście wydaje mi się, że aktualna cena jest nieco wygórowana, ale dałem sobie spokój ze wspominaniem o tym, bo to singleplayerówka, więc każdy może spokojnie sobie nabyć gierę później w cenie, która mu pasuje. Wolałem skupić się na tym, że jak już dojdzie do podejmowania decyzji o zakupie, to żeby ludzie wiedzieli, że warto, po tytuł jest warty uwagi.

Odpowiedz
G Zgreed66

> Wolałem skupić się na tym, że jak już dojdzie do podejmowania decyzji o zakupie,
> to żeby ludzie wiedzieli, że warto, po tytuł jest warty uwagi.
No w sumie tak, nikt ślepy nie jest.

Odpowiedz
Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
Najnowsze

Bayonetta 2 - recenzja

9
Krzysztof Janicki

Bayo 2 to ziszczenie naszych mokrych snów o grach przyszłości z czasów, kiedy byliśmy w złotej erze 128 bitów. Czy w jakiekolwiek innej erze, kiedy to "gry były lepsze".

Czytaj dalej 
Lubisz nas?