Spec Ops: The Line - recenzja
28To miał być kolejny zwyczajny shooter z kilkoma elementami, dzięki którym nie zatonąłby całkowicie w morzu tytułów podobnych do siebie. Spec Ops: The Line okazało się jednak czymś znacznie więcej.
Na najnowszą strzelaninę studia Yager ostrzyłem sobie zęby w zasadzie odkąd tylko gra została zapowiedziana. Powód był jeden - obietnica interesującej fabuły, okraszonej możliwością podejmowania trudnych decyzji moralnych. Doświadczenie uczyło, że przynajmniej tę drugą zapowiedź należało traktować z mocnym przymrużeniem oka. Początkowo wszystko wskazywało na to, że rzeczywiście Spec Ops: The Line niezbyt udanie zapuka do naszego sumienia. Ot, kolejna wojenna historyjka, jak to trzech gości robi wjazd na zniszczony burzami piaskowymi Dubaj (no dobrze, lokalizacja i okoliczności rzeczywiście są dość oryginalne) z piosenką "Zróbmy więc imprezę jakiej nie przeżył nikt" (w dosłownym znaczeniu) na ustach. Choć główny bohater i jego dwaj kompani zostają rzuceni w tę egzotyczną, niegdyś rajską część świata w celu uratowania cywilów pozostałych przy życiu i ustaleniu, co stało się z zaginionym pułkownikiem Johnem Konradem, trzeba pamiętać, że to strzelanina, a więc można się śmiało spodziewać trupów na każdym zaułku.
I tak też jest. Szybko okazuje się bowiem, że kapitan Martin Walker i jego dwaj kompani z Delta Force nie są mile widzianymi przybyszami w zasypanym piaskiem Dubaju. Zaczynają się zatem typowe, powtarzalne i niewnoszące do gatunku absolutnie nic nowego sceny pakowania śrutu w głowy i korpusy tych, którzy staną na naszej drodze. Scenarzyści Spec Ops: The Line długo trzymają gracza w przeświadczeniu, że to w zasadzie kolejny niewyróżniający się specjalnie shooter, który tylko dzięki kilku pomniejszym wyróżnikom definiuje tę grę. Wszystko po to, by przy odczuciu narastającego znużenia nagle kopnąć nas raz i drugi butem w twarz, a potem jeszcze poprawić łokciem lądującym pod żebrami. Cmentarzyska pomordowanych i zostawionych na środku drogi ludzi, nad których zwłokami krążą już muchy, robią wrażenie, podobnie jak znany już z materiałów przedpremierowych obraz wisielców, kołyszących się z lekka na sznurach przywiązanych do okolicznych latarni. A to dopiero początek.

Z pewnością pomaga w tym świetna reżyseria przerywników filmowych, które zarówno od strony technicznej, jak i realizacji sprawdzają się wyśmienicie. Twarz głównego bohatera, wraz z upływem rozgrywki coraz bardziej poraniona i ubrudzona, znakomicie oddaje emocje, jakie kłębią się w głowie. Pomagają w tym również sugestywne zbliżenia i niezła gra aktorów, podkładających pod poszczególne postacie swoje głosy. To wszystko ze sobą współgra i daje piorunujący momentami efekt. Żeby jednak nie było niedomówień - fabuła nie jest perfekcyjna i ma swoje wyraźne niedociągnięcia. Pewne rzeczy nadal wymagają dogłębnego wyjaśnienia, niektóre wydają się wręcz irracjonalne. Yager przesadził też miejscami z efekciarstwem, przez co główny bohater jawi się nie jako człowiek z krwi i kości, ale jako nieodczuwająca bólu maszyna do zabijania - nawet po upadku z wysokości, która w normalnym życiu zakończyłaby się (w najlepszym wypadku) licznymi złamaniami.
Mimo to fabuła jest najmocniejszą strona Spec Ops: The Line. I całe szczęście, bo gdyby nie ona, to gra byłaby po prostu przeciętna. Rozgrywka nie ma zbyt wiele do zaoferowania - ot, zwyczajny, acz dobrze zaprojektowany system osłon, za którymi można schować się po przebiegnięciu sprintem krótkiego odcinka i zakończeniu go efektownym ślizgiem na przykurczonych nogach. Główny bohater płynnie przedostaje się z jednej osłony do drugiej, radzi sobie z ich pokonywaniem górą, nie ma również problemu z odklejeniem się od niej. Czasami ma jedynie trudności ze skutecznym przełożeniem broni ponad murek, co uniemożliwia strzelanie. A strzelać można z kilkunastu rodzajów broni, z czego najwięcej jest oczywiście karabinów. Większość z nich ma niestety zdecydowanie za mały odrzut, co stanowi niepotrzebne uproszczenie. Nie brakuje sekwencji z karabinami snajperskimi, działkami stacjonarnymi, działem obrotowym umieszczonym na pokładzie helikoptera czy ostrzeliwaniem wroga podczas przejazdu ciężarówką - klasyka strzelanin.
Spec Ops: The Line dodaje też szczątkowy element taktyki. Jako dowódca trzyosobowego oddziału, gracz może wskazać cel, który jego podkomendni powinni traktować priorytetowo, lub regularnym ostrzałem odciąć go od jakichkolwiek manewrów zagrażających życiu użytkownika. Kompani prawidłowo reagują na polecenia, jednak miewają problemy z szybkim zabiciem wyznaczonego przeciwnika. Poza tym, gdy tylko rozpęta się prawdziwe piekło, funkcja wydawania rozkazów traci na znaczeniu - sami lepiej i szybciej poradzimy sobie z wrogiem niż w przypadku czekania na udaną akcję kolegów. Ci ostatni sami radzą sobie zresztą nie najgorzej, zajmując dogodne pozycje, korzystając z osłon, uciekając przed granatami i likwidując kolejnych nieprzyjaciół, nawet bez wskazywania palcem. Taktykę w strzelaninie ekipy Yager można więc traktować w kategorii gadżetu - fajnie, że jest, ale całą grę można przejść kompletnie z niego nie korzystając. Warto przy tej okazji wspomnieć również o tym, że kompani nie są nieśmiertelni. Jeśli zostaną poważnie postrzeleni, mamy określoną ilość czasu na wstrzyknięcie im cudownego eliksiru, dzięki któremu mogą wrócić do skutecznego ostrzeliwania wroga. Oj, przydałyby się takie magiczne ampułki w prawdziwym życiu...

Czasami niedomaga również grafika, zwłaszcza w chwilach, gdy prezentowane są wybuchy i rozpadające się budynki. Ogólnie strona wizualna wypada jednak bardzo przyzwoicie. Nie czuć może, jak wszędobylski piasek wdziera nam się pod odzież czy skrzypi między zębami, ale Dubaj ze swoimi pięknymi, a jednocześnie zrujnowanymi przez kataklizm drapaczami chmur robi wrażenie - zwłaszcza, gdy można go poobserwować z dachu jednego z takich, pnących się pod niebiosa, budynków. Doskonale wypadają również burze piaskowe: obraz ciemnieje, widoczność jest niemal zerowa, a podmuchy wiatru na tyle silne, że naszym żołnierzom ciężko jest stawiać kolejne kroki. W takich warunkach niejednokrotnie przychodzi nam walczyć z wrogiem, którego kontury z kilku metrów są ledwo dostrzegalne. Szkoda tylko, że ogromny potencjał tej siły natury został wykorzystany w tak niewielkim stopniu.

Bardzo dobrze wypada ponadto ścieżka dźwiękowa, która w znaczący sposób ubarwia prezentowane wydarzenia i walkę z przeciwnikiem. Pobrzmiewające w tle nuty to umiejętne połączenie kawałków typowych dla klimatów wojennych z nieco lżejszymi, ale wciąż rockowymi i wpadającymi w ucho utworami. Pretensje można mieć natomiast do twórców Spec Ops: The Line za zbyt ciche głosy aktorów w porównaniu z resztą dźwięków. Jest to doskwierający problem, ale na szczęście da się go usunąć w patchu. Klimat gry buduje nie tylko muzyka, ale również nagrania wywiadowcze, które znajdujemy w różnych zakątkach plansz. Nie oferują one może takiej głębi, jak - nie przymierzając - audycje radiowe czy strony maszynopisu w recenzowanym przeze mnie niedawno Alanie Wake'u, ale na pewno pozwalają nieco lepiej poznać wydarzenia, do których doszło w Dubaju przed przybyciem oddziału kapitana Walkera.
Kończąc Spec Ops: The Line byłem smutny, zły, rozdarty - a to tylko dobrze świadczy o przedstawionej historii. Tego właśnie powinno się bowiem wymagać od każdej produkcji opartej na fabule - aby poruszała, odcisnęła na graczu swoje piętno. Strzelanina Yagera z tej roli wywiązuje się doskonale. Gra pewnie nie będzie okrzyknięta Czasem apokalipsy gier, może fabuła tylko sili się miejscami na wzniosłość, co ją nieco karykaturalizuje, ale i tak warto się w tę pozycję zaopatrzyć, zwłaszcza jeśli szukacie opowieści z wielkim dramatem; opowieści o tym, co wojna potrafi zrobić z człowiekiem. Kampania nie należy do najdłuższych - na średnim poziomie trudności jej przejście zajmuje około siedem godzin, a najbardziej wprawieni użytkownicy poradzą sobie zapewne i w pięć, pięć i pół - ale nie da się odczuć, żeby tryb dla pojedynczego gracza był robiony na kolanie. Szkoda tylko, że twórcy nieco zmarnowali potencjał tak niezwykłego umiejscowienia swojego dzieła, nie dając w pełni odczuć zagrożeń i szans wynikających z prowadzenia tej krwawej operacji na terenie, gdzie żywioł nie powinien dawać chwili wytchnienia.
A na tych, którym przygoda ze Spec Ops: The Line wyda się za krótka, czeka multiplayer z kilkoma zróżnicowanymi trybami. Klasykami, przypominającymi (odpowiednio) Team Deathmatch i King of the Hill, są Mutiny i Rally Point. Bardziej interesująco przedstawia się Buried, oparty w większej mierze na konkretnych celach. Każdy z zespołów ma trzy newralgiczne punkty, które mogą być chronione i naprawiane. Zadaniem drużyny przeciwnej jest zniszczenie tych punktów, co doprowadza do odkrycia finalnego słabego miejsca. Zniszczenie go kończy mecz. Co ciekawe, akcja trybu wieloosobowego w pewien sposób nawiązuje też do fabuły z singla - ukazuje wydarzenia, które rozegrały się w Dubaju przed przybyciem trzyosobowej ekipy kapitana Walkera. Wkrótce 2K Games uraczy nas także darmowym trybem kooperacji, który zostanie udostępniony w formie DLC.
Kup Spec Ops: The Line na PC w sklepie gram.pl
Kup Spec Ops: The Line na X360 w sklepie gram.pl
Kup Spec Ops: The Line na PS3 w sklepie gram.pl
PCSpec Ops: The Line
Sprawdź inne czasy 07:00:00 Tyle czasu potrzebowaliśmy na jednokrotne ukończenie gry.
- kilka miażdżących momentów w kampanii
- rzadka umiejętność wywołania silnych uczuć
- reżyseria
- egzotyczne umiejscowienie
- bardzo przyzwoita grafika i animacje
- ścieżka dźwiękowa
- niskie wymagania sprzętowe
- miejscami zbyt efekciarska
- fabuła momentami sili się na patos
- nie do końca wykorzystany potencjał dotkniętego kataklizmem Dubaju
- drobne błędy w udźwiękowieniu
- kulejąca sztuczna inteligencja
Wgniatająca w fotel historia i niezbyt odkrywcza rozgrywka










Czarny humor w grach
Gawda o zamanej obietnicy, ktra zmienia gry na zawsze
Seks, kamstwa i gry wideo
Gry psują dzieci
28 komentarzyDodaj swój
Przeczytaj wszystkie komentarze na forumWtorek, 26.06.2012, godzina 15:29
Spodziewałem sie crapa, po tym jak widziałem na tv gry gameplay. Im suprised
OdpowiedzWtorek, 26.06.2012, godzina 16:14
Obrazki przekierowują na stronę główną.
OdpowiedzWtorek, 26.06.2012, godzina 16:23
Poprawione, dzięki za cynk.
OdpowiedzWtorek, 26.06.2012, godzina 16:30
Cóż, demo jakoś mnie nie porwało, a pod koniec już nawet nużyło. "Ot, kolejny przeciętny i, poza fabułą, niczym niewyróżniający się z tłumu TPS. Do pogrania, jak już dobrze stanieje i nie będzie nic ciekawszego." - tak oto pomyślałem i zainwestowałem swa kasę w najnowszego Ghost Recona. Czytając tą recenzję widzę jednak, że być może zbyt szybko oceniłem tę grę.
OdpowiedzWtorek, 26.06.2012, godzina 16:32
Wszystko bardzo fajnie, ale co z tego, skoro samo strzelanie jest nudne i nijakie. Nie chciało mi się nawet skończyć dema tego crapa który podobnie do Shellshocka z 2004 próbuje udawać, że jest czymś więcej poprzez wrzucenie do gry wiadra kontrowersji.
OdpowiedzWtorek, 26.06.2012, godzina 18:43
Hmm poprawili coś sterowanie i system osłon od dema ? bo tam było to do bani całkiem, nie wspominając już o AI przeciwników.
OdpowiedzWtorek, 26.06.2012, godzina 19:30
No bez kitu, krytykujesz grafikę Alana Wake'a, a przy Spec Opsu piszesz o ładnej grafice? :O
OdpowiedzWtorek, 26.06.2012, godzina 19:38
Bardzo przyzwoita grafika? Jak dla mnie, to mocno średnia, niczym się nie wybija.
OdpowiedzWtorek, 26.06.2012, godzina 20:30
Akurat grafikę w Alanie jakoś niespecjalnie krytykowałem, gromy spadły na fizykę. Na potwierdzenie: "Zresztą, w tym roku wyjdzie zapewne jeszcze niejedna produkcja, która poziomem wizualizacji nie dorówna odświeżonemu Alanowi Wake'owi."Harrolfo --> niczym się nie wybija, ale też nie odstaje, dlatego bardzo przyzwoita.
OdpowiedzWtorek, 26.06.2012, godzina 20:32
Nudy, nie zdołałem przebrnąć przez demo...
OdpowiedzŚroda, 27.06.2012, godzina 23:25
wg mnie warto zagrać nawet mimo słabego strzelania - zdecydowanie wolę lepsze story i słabszy gameplay niż płynny dopracowany gameplay i gówniane story a'la gearsy... scenariusz wolno się rozkręca ale potem już nie mogłem się oderwać :)
OdpowiedzŚroda, 27.06.2012, godzina 23:31
do minusów bym jeszcze dodał:
Odpowiedz- mimike postaci
- wybuchy elementów otoczenia (czerwone wybuchowe przedmioty)
- eksplozje ludzi
- udzwiękowienie broni
- głupie AI (wrogów i naszych przydupasów)
- ogólny "feel" broni - brak kopa przy cięzkich pukawkach, po Binary Domain czułem niedosyt pod kątem uzbrojenia.
Nota jakieś 7-/10 wg mnie się należy, za to że postawili na fabułę i story, a oszczędzili na szlifowaniu produktu. Dla fanów bezmyślnego strzelania (gdzie walka jest najważniejsza) jakieś 5/10.
Czwartek, 28.06.2012, godzina 10:21
Wg. mnie lepiej zagrać w coś co ma to i to :). Ale z Gearsami się zgodzę, tej gry też nie przeszedłem, bo próba przełknięcia głupiej pseudofabuły i papierowych bohaterów zakończyła się niepowodzeniem.
OdpowiedzCzwartek, 28.06.2012, godzina 11:47
No przyzwoita właśnie się wybija nieco z przeciętnej.
OdpowiedzPiątek, 29.06.2012, godzina 14:44
Niskie wymagania sprzętowe? W Full HD na i5 2500k i HD 6870 gra potrafi spowolnić na średnich detalach, więc gdzie one tam niskie.
OdpowiedzNiedziela, 01.07.2012, godzina 10:52
Grałem tylko w demko, ale już w nim widać, że fabuła zapowiada się co najmniej bardzo dobrze, filmowo i efektownie. Najsłabszą stroną jest koślawe sterowanie, brak tam lekkości i intuicyjności Gearsów, a to przecież na nich chyba wzorowali się twórcy SO. Stanieje - bardzo chętnie pogram, bo mocna fabuła mnie zaintrygowała.
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 12:13
To jest bardzo dobra gra.
OdpowiedzCenię realizm i w grze mamy realistyczne bronie (licencjonowane) zamiast jakie gówna z Gears of War czy Binary Domain, realistycznych wrogów (zamiast jakiś kosmitów/ robotów bleee) i wrogowie giną nawet od jeden kuli dobrze wycelowanej (anie pół magazynka by padł) i zawsze headshot to trup.
Fabuła- cudowna i mocna. Nie jakieś gówno jak w innych strzelankach.
Rozgrywka- tu niestety tylko typowa. Te same elementy przez całą grę, ale nie gorzej niż w gearsach.
Dla mnie gra 100x lepsza od gearsów i binary domain, ale ja oczekuję gier w naszych czasach i z naszymi realiami, a takich jest niestety mało (kiedyś był Syphon Filter).
POLECAM!
Piątek, 06.07.2012, godzina 12:38
wutA może o tym, że muzyka jest muzyką decyduje to, czy ma tekst?
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 12:40
Raczej jak Kane & Lynch: Dead Men. W K&L fabuła bardziej mi się podobała, bo nie było moralizowania, podejmowania jakichś i tak nic nie znaczących wyborów, no i wydźwięk był mocniejszy, bo graliśmy ludźmi przegranymi, ale The Line też dobre, a poza tym spójne i dobre od początku do końca, bo ostatnie misje K&L nie miały klimatu i zepsuły mi zabawę.
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 13:06
licencjonowane? to czemu z każdej strzela się tak samo (zerowy odrzut) i dźwięki wystrzałow jak z pistoletów na kapiszony ? Zdecydowanie wole wymyślone bronie, ale dopracowane.Znowu zmyślasz - widziałeś przeciwników pojawiających się jakoś po połowie gry ? Uber hiper super madadafka twardziele nic nie robiące sobie z granatnika ? Realizm ? Gdzie ? Do tego zerowa sztuczna inteligencja i chamskie skpyty (posiłki wkraczają zawsze jak wybijemy ich kolegów do nogi)tu się w pełni zgadzam, po binary domain drugi shooter z fabuła w tym roku.gorzej, problemy z systemem osłon i temp gry w gearsach jest płynniejsze - tutaj pare metrów do przodu, strzealnie, spacer, strzelanie, spacer strzelanie + skrypty.szkoda tylko, że zmarnowali potencjał burz piaskowych... a porównywanie gearsów do binary domain... ogarnij się, naprawdę
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 13:11
Granie w Spec Ops: The Line przypomina zabawę w celowniczki, bo taktyki tutaj nie ma, nie spotkałem się, żeby wrogowie próbowali mnie oflankować czy przygnieść ogniem jak chociażby w GoW-ie, tutaj jedynie chowają się za przeszkodami, trwają w tym samym miejscu i wychylają się co jakiś czas, by postrzelać.
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 13:20
przeczytaj jeszcze raz a może zrozumiesz: zdaję sobie sprawe z licznych wad tej gry, ale fabuła nadrabia wszystko. Dlatego wcześniej masz dwie noty: jedna dla fanów gier, a drugą dla fanów "szczelania"Zatkało mnie. Nie potrafię odpowiedzieć na coś tak głupiego i niezwiązanego z tematem, wybacz.
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 13:27
To wyłożę ci to jak krowie na rowie: istotą gry jest GRA, GRANIE, a nie fabuła. Fabuła to tylko dodatek, można powiedzieć, że zbędny, bo większości gier jest w gruncie rzeczy niepotrzebna, ew. gracz może sam sobie coś w ramach rozwijania wyobraźni i kreatywności coś wymyślić podczas rozgrywki. I nie można zasłaniać się, że "fabuła przykrywa wszelkie niedoróbki gry", bo to nieprawda. Jeżeli gra jest do bani, to nawet najlepsza historia jej nie pomoże, a gra z denną fabułą może wciągać z mocą czarnej dziury.Fabuła, jeżeli jest dobra i współgra z grą, to jest miłym dodatkiem, który może z gry dobrej zrobić wybitną, wyróżniającą się na rynku itp., ale to nie ona jest wartością gier. Dlatego użyłem porównania z muzyką i tekstami - sam w sobie tekst to tylko tekst, nie jest muzyką, a i muzyce wcale liryki nie są potrzebne, a teraz zamień sobie muzykę na gry, a liryki na fabułę i masz to, o co mi chodzi. Ale nie, lepiej bawić się w przemądrzałego idiotę zupełnie bez umiejętności abstrakcyjnego myślenia.
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 14:04
Tutaj powinienem przestać czytać bo ja gram w gry single dla fabuły. Moje prawo jako gracza. Od bezmyślnego mordowania mam multi w fpsach czy mmo.Grałeś w Game of Thrones RPG ? Fabuła urywa dupsko, miazga. Gameplay prymitywny, grafika słaba, audio chwilami koszmarne - ale ta opowieść... miooodek!Zdecydowanie można - za chiny ludowe bym nie ukończył tej gry gdyby nie scenariusz. Skończyłem i było cholernie warto się przemęczyć z słabym gameplayem. Wiem lepiej co mnie skłoniło do ukończenia gry. A to, że każdy inaczej odbiera gry - dlatego wcześniej dwie noty. Dla takich jak Ty co mają w dupie scenariusz i chcą tylko postrzelać 5/10, dla tych którzy słuchają dialogów, zastanawiają się nad wyborami moralnymi, lubią mocne zwroty akcji: 7/10. Ja jestem świadom, że gracze szukają różnych rzeczy w grach, TY nie. Dla mnie gra bez fabuły (osobista opinia) to produkt gorszej jakości, robiony na szybko i dla mało wymagającego odbiorcy - byle dużo rzeczy wybuchało na ekranie. Takie pozycje omijam szerokim łukiem, albo porzucam w połowie bo nie widzę sensu kończyć, ale wiem że niektórzy oczekują od gry tylko szybkiego strzelania na pare minut dziennie.upraszczasz do przesady i muzykę i gry - robisz z siebie ignoranta w dwóch dziedzinach jednocześnie - a to już coś :)"tekst to tylko tekst, nie jest muzyką"u make my day!
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 14:12
A to kiedy mordowanie jest "myślne"? Nie grałem, bo mnie to nie obchodzi. Ale takie Jurassic Park: The Game przeszedłem głównie ze względu na fabułę, "uniwersum" i postacie, bo mnie to wciągnęło. Gameplay może do dupy, ale w momentach, gdy gra bawi się w łajzowatą przygodówkę, to jest całkiem przyjemna i relaksująca.Ja wystawiam grze 7/10 i zaznaczam, że fabuła też mi się podobała, ale grałem w tę produkcję dlatego, że mi się dobrze grało i jest całkiem niezła. Poza tym tak piszesz, jakby gry to były jedynie strzelanki z fabułą albo bez. A cała masa gier logicznych, strategicznych, itp.? Taki przeciętny mahjong czy sudoku w wersji elektronicznej fabuły nie ma, a nie strzelasz i musisz myśleć. I ktoś tu pisał, że to JA upraszczam coś... Nie upraszczam, tylko stwierdzam coś, co i tak powinno być oczywiste. Faktem jest, że wolę np. teksty o "łańcuchach z kosmosu" niż coś, co np. Nickelback robi, ale na dłuższą metę po prostu słucham muzyki i tekst nie ma dla mnie większego znaczenia.
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 14:42
Wtedy kiedy nie jest oparte na refleksie lub rutynie z mmo (1,2,3,1,2,3...)Tak to wygląda w czasach dominacji coda i girsów czy pożal się thorze najnowszego ghost recona... ja tak właśnie widzę obecny rynek strzelanek i tak dzielę strzelanki.nie związane z tematem ? każdą grę oceniamy osobno. Shootery można uogólnić bo to co mamy obecnie to wyraźny trend odcinania kuponów od marki, powielania schematów i serwowania tego samego co konkurencja. I dlatego wielki plus dla gości z YAGER i 2K za odwagę.czy to jest recenzja mahjonka ? sudoku ? Czy shootera wybijającego się w jednym aspekcie (a czy on jest dla kogoś ważny to inna bajka) na tle innych pozycji tego gatunku ? hm ?tekst zawsze ma dla mnie znaczenie, szczególnie gdy się słucha utworów z 15 wieku śpiewanych w staroangielskim czy jakiegoś porządnego blacku z "fabułą" :) Papki z MTV nie tykam nawet.
OdpowiedzPiątek, 06.07.2012, godzina 15:02
Ale ja wolę grę ze szczątkową fabułą lub bez, a nie takie potworki jak Mass Effect 2 i 3, które to są niczym więcej, jak kolejną wariacją na temat Space Invaders, tylko z hollywoodzkim zacięciem, budzącym jednak pusty śmiech, ale i tak dzieciarnia będzie się zachwycać, jaka super to fabuła (tym bardziej super, czym bardziej tandetna i "epicka"). Jak już pisałem wcześniej, taki Kane & Lynch mi się podobał. Może nawet bardziej niż SO:TL, bo nikt nie bawił się tam w moralizowanie, a nasi bohaterowie byli od początku przegrani, bez szans na odkupienie, przez co fabuła miała mocniejszy wydźwięk. No ale The Line przynajmniej jest konsekwentne i spójne. No i tutaj przynajmniej płaczący Shepard* nie jest żenujący, bo płacze nad tym, co sam zrobił.No i co z tego?Dużo tej odwagi nie było, bo odejmiesz fabułę i te wybory moralne, będące i tak z kategorii "no-win situation - i tak źle i tak niedobrze" (zresztą i tak nie wpływają w gruncie rzeczy na dalszy przebieg fabuły, a czasami wyboru nie ma), to zostaje strzelanka, jakich dzisiaj na pęczki.A kogo to obchodzi, o czym jest? Nie zasłaniaj się, że to recenzja strzelanki, bo ja równie dobrze poza graniem w tę grę mogę bawić się wyłącznie w strategie turowe, RTW, szachy czy inne Excele.XV wiek to nie staroangielski, a pierwsza faza współczesnego, nowoczesnego angielskiego. Wcześniej byś nic z tego nie zrozumiał.*Tak, wiem, że to Walker, ale dowcipy sprzed premiery o Shepardzie w Dubaju czy "Shepard does not simply walk into Mordor" itp. jeszcze mi się nie znudziły ;). Z wyglądu czasami podobny, ale wolę Nolana Northa niż Meera, bo "zły Nathan Drake" jest fajny.I tak jeszcze jako ciekawostkę podam fakt, że książkowy pierwowzór The Line to przedstawiciel nurtu, w którym fabuła też była szczątkowa i służyła jako pretekst, a owe książki modernistyczne skupiały się na psychice i osobowości bohaterów oraz poglądach i konfliktach idei. Ich uniwersalności dowodzi fakt, że można "Jądro ciemności" umieścić w afrykańskiej dżungli, w Wietnamie i Kambodży, ba, nawet w największej piaskownicy świata, a wydźwięk jest ten sam.
OdpowiedzNiedziela, 08.07.2012, godzina 22:24
Materialik z gry: http://www.youtube.com/watch?v=t2SaWoI-X28
Odpowiedz