InformacjeRecenzja - konsole

Mass Effect 3 - recenzja

135 Michał Nowicki

Całkiem niedawno, w pewnej galaktyce... Nie, to nie tak. Kiedy kilka lat temu zasiadałem do pierwszej części Mass Effect, czułem, że coś się zmienia. Po pierwszych próbach w Jade Empire, znane z klasycznych adaptacji systemu AD&D studio BioWare postanowiło całkowicie odejść od kanonu. Postawiono na akcję, strzelanie w czasie rzeczywistym, redukcję statystyk i filmową formę przedstawienia dialogów. W części drugiej podążono tym tropem jeszcze dalej. I wiedzcie, że ta ewolucja trwa...

Całkiem niedawno, w pewnej galaktyce... Nie, to nie tak. Kiedy kilka lat temu zasiadałem do pierwszej części Mass Effect, czułem, że coś się zmienia. Po pierwszych próbach w Jade Empire, znane z klasycznych adaptacji systemu AD&D studio BioWare postanowiło całkowicie odejść od kanonu. Postawiono na akcję, strzelanie w czasie rzeczywistym, redukcję statystyk i filmową formę przedstawienia dialogów. W części drugiej podążono tym tropem jeszcze dalej. I wiedzcie, że ta ewolucja trwa...

Na początku zdefiniujmy więc sobie dla porządku i pełnej jasności, czym jest dla mnie Mass Effect. Już w recenzji drugiej części podkreślałem, że to przede wszystkim rozbudowana gra akcji ze świetnie zaaranżowanymi i wyreżyserowanymi dialogami oraz niezłą historią. I tym właśnie jest Mass Effect 3 – tunelową strzelaniną z odrobiną swobody i statystyk, zbudowaną wokół fabuły, która jest epicka i hollywoodzka, a przy tym jak nigdy dojrzała. Każdy, dla kogo są to cechy nie do zaakceptowania, może teraz przewinąć tekst do końca, a następnie podzielić końcową ocenę na pół. I piszę to pełną powagą.

Ratunku, Ziemian biją!

Żniwiarze wracają w glorii i chwale, by siać zniszczenie. Oczywiście cała Galaktyka poza Shepardem zupełnie się tego nie spodziewa. Sztab kryzysowy wzywa byłego komandora jako konsultanta, po czym po serii niefortunnych zdarzeń Shep wraca do czynnej służby i po raz trzeci musi wszystkich uratować.

Początek, jak u mistrza Hitchcocka i choć napięcie chwilami spada, to jedno muszę przyznać ekipie BioWare – tylu wysokich stanów od dawna nie widziałem w ich grach. Nie będę oczywiście spoilerował, powiem tylko, że fabuła ma kilka momentów, w których słowo „epickie” samo ciśnie się na usta. Tak naprawdę dopiero tutaj mamy do czynienia ze space operą w czystej postaci; podniesienie skali zagrożenia pozwoliło scenarzystom na rozwinięcie skrzydeł.

W tej konwencji nawet dialogi, które wiele osób uzna zapewne za sztuczne i drętwe nie rażą, a najzwyczajniej pasują. Jakoś nie wyobrażam sobie, by Shep, bohater Galaktyki, rozmawiał z innymi językiem „wiejskiego hycla”. Dodam jeszcze, iż odniosłem wrażenie, że opcji dialogowych jakby ubyło, a gra oferuje nawet możliwość ich całkowitego wyłączenia. Najwyraźniej ekipa chciała już na całość pójść w kierunku Gears of War, ale póki co zabrakło jej jeszcze odwagi.

Najbardziej obawiałem się wszakże innej rzeczy – powtórzenia przez BioWare oklepanego od lat schematu „zbierz je wszystkie, wygraj ostateczne starcie”. Nie pomyliłem się. Jednak właśnie Mass Effect 3 pokazuje, jak powinno to być zrobione. W skali mikro, w drugiej części, było to chwilami słabe fabularnie i kiepsko umotywowane. Tutaj, kiedy musimy zmobilizować do walki całe rasy, czy organizacje, sprawdza się doskonale.

Co więcej, nareszcie wykorzystano ten stały element, by pokazać, że w grze jednak można dokonywać trudnych wyborów. Budowane przez poprzednie dwie części sympatie i animozje zostały tu wykorzystane chwilami w bezwzględny sposób. BioWare mocno zmyliło mnie swoimi ostatnimi grami, w których w zasadzie nie dało się czegokolwiek sp...aprać. W Mass Effect 3 wymierzyło mi więc siarczysty policzek. Wreszcie umiejętnie rozegrano historię Galaktyki i zamieszkujących je ras, stawiając gracza przed wyborami przez te zaszłości zdeterminowanymi. Myślałem zresztą, że później i tak da się to jakoś naprawić. Otóż nie. Nareszcie.

Główna opowieść zdominowała Mass Effect 3, a uniknięcie rozdrobnienia wątków znane z dwójki wyszło grze na dobre. Sam rdzeń fabuły jest oczywiście liniowy, pozwoliło to jednak na osiągnięcie wspomnianego już efektu epickości. Zamiast pozorów swobody wybrano reżyserię, moim zdaniem w tej konwencji jak najbardziej słusznie. Tym bardziej, że mimo ewidentnej kalki – chyba, że pomysł powstał przed emisją pewnego serialu – piekielnie spodobało mi się zakończenie. Epickie, choć w pewien sposób kameralne. Rzadko kiedy tak dobrze „czułem” to, co bohater gry. Serio. Warto zagrać choćby dla ostatniej ćwiartki gry, choć i po drodze są momenty, które potrafią nieźle kopnąć. To naprawdę niezła, dorosła opowieść o desperacji i oczekiwaniu na nieuchronne. Nawet jeśli tak mocno „hollywoodzka”.

Całkowicie po macoszemu potraktowano natomiast zadania poboczne. Część z nich nie ma nawet filmowej formy w dialogach. Ot, ktoś tam powie dwa zdania obok przechodzącego Sheparda (wskoczy zadanie), gdzieś-tam zeskanujemy jakąś planetę (wskoczy artefakt), potem powie dwa zdania po jego oddaniu (zaliczy zadanie, sypnie punktami, reputacją i kasą). Nieco bardziej rozbudowane są zadania z serii „N7”, szybko jednak okazuje się, że to nic innego, jak singlowe wersje aren z trybu kooperacji. Dobrze, że chociaż na tyle „zaludnione”, że zmuszające do intensywnej walki.

Przed premierą Mass Effect 3 miałem szansę ograć jedynie w wersji konsolowej, nie było więc opcji, by zaimportować swoje pecetowe postaci z poprzednich części. Grałem więc na „domyślnej historii”, nie mogąc cieszyć się dokonanymi wcześniej wyborami, choć znów mam wrażenie, że nie były wcale tak istotne, jak początkowo zapowiadano. Nawet jeśli w poprzednich częściach dokonaliśmy ważnego wyboru, którego nie dało się w obecnej fabule zbyć krótkim dialogiem, sprytnym sposobem w ME3 umieszczono rozwiązanie uniwersalne. Reszta, to znów kosmetyka. Nie chcąc zbytnio spoilerować, rzucę tylko jedno hasło – królowa rachni. I już milczę, jak grób. Czując się jednak nieco oszukany.

Lucas the Great:

No właśnie, to chyba największa przykrość, jaka mnie spotkała. Też korzystałem z wersji konsolowej (ale na PlayStation 3 a nie Xboksa 360) i siłą rzeczy zauważyłem sztuczki scenarzystów, mające na celu wyrównać fabułę mimo różnych decyzji graczy. Jeśli we wcześniejszych częściach zginął ktoś ważny z danej rasy, zastąpiono jakimś jego rodakiem - podobnym, ale o nieznacznie innej obyczajowości/moralności na szczęście. Jeśli zmieniliśmy układ sił politycznych, w Mas Effect 3 i tak wróci on do równowagi, czyli tego, co wygodne dla scenarzystów. Nie jest to tragicznie wykonane, ale po co było graczom nawijać makaron na uszy przed premierą?

Ludki i nie-ludki moje kochane

Towarzyszy miałem niewielu – w szczytowym momencie sześć postaci do wyboru – jednak przez grę przewija się większość kluczowych bohaterów znanych z poprzednich części. Miałem też nadzieję, że zapowiadane odchudzenie drużyny przełoży się na większą z nią interakcję. Jest odwrotnie, choć... niekoniecznie źle. Pełnych rozmów niewiele, jednak wyraźnie wzrosła „aktywność” naszych towarzyszy podczas eksploracji map – częściej włączają się ze swoimi kwestiami podczas scen przerywnikowych (zazwyczaj mówiąc i niekiedy nawet robiąc coś innego, sprawdzałem!) oraz komentują na bieżąco „okoliczności przyrody” podczas zwiedzania. I dobrze, bo moim zdaniem lepsze to, niż gadanie o „dupie Maryni” na pokładzie Normandii.

Czas zabrać się za mechanikę. Mamy tu kilka nowości, choć każdy, kto grał w Mass Effect 2, poczuje się, jak w domu. Wreszcie sensownie rozwiązano kwestię skanowania planet, które teraz odbywa się na mapie układu, zazwyczaj wśród szalejących wokół statków Żniwiarzy. Jest szybko, sprawnie i z lekkim dreszczykiem emocji. Po raz kolejny skala konfliktu przyszła w sukurs twórcom.

Lucas the Great:

Nie wiem, o jakim dreszczyku emocji tu mowa. Aktywność Żniwiarzy, wzbudzona skanowaniem, znika, gdy wykonamy jakąkolwiek poboczną misję. Poza planetami ukryte są tylko zapasy paliwa, a je się da wykryć latając po układzie i nasłuchując specyficznych dźwięków sygnalizujących zbliżenie się do jakiegoś obiektu... Za to w pełni zgadzam się z tym, że w ostatniej części trylogii udało się wreszcie pozbyć efektu znużenia skanowaniem/przeszukiwaniem, który był obecny w poprzednich odsłonach.

Rozwój postaci to znów minimalizm, ale doskonale wpasowany w konwencję gry akcji. Na paskach rozwoju pozostały zdolności wyłącznie najbardziej kluczowe dla sedna rozgrywki, czyli walki. Muszę też przyznać, że pod tym względem jest to najlepiej chyba zbalansowana część cyklu, choć znów zabrakło mi nieco większego zindywidualizowania umiejętności naszych kompanów. Jest ich wszak tak niewielu, że można chyba było uczynić ich prawie całkowicie wyjątkowymi.

Nieźle wypada system ulepszania broni, który pozwala dostosować ją do naszych potrzeb i preferencji, poza tym dając szansę zagospodarowania niepotrzebnych w zasadzie pieniędzy. Podoba mi się też mechanika odzwierciedlająca wpływ obciążenia na szybkość regeneracji „mocy” i pełna swoboda w doborze uzbrojenia. Inżynier ze snajperką rządzi.

Mass of War, Gears Effect

Walka w Mass Effect 3 po raz pierwszy w tej serii nie doprowadziła mnie do frustracji. Nie jest idealnie, ale znacznie lepiej, niż nawet w całkiem już niezłej dwójce. Niemalże pełna implementacja systemu poruszania się i chowania z Gears of War wymieszana z „aktywną pauzą” oraz w miarę zjadliwą walką wręcz, dały wreszcie przyzwoity efekt. Choć wciąż zdarzają się problemy z chowaniem się, a całość jest nadal nieco ociężała, to jednak postęp jest wyraźnie widoczny.

Poprawiono też wreszcie niekiedy skandalicznie zachowującą się wcześniej SI. Przeciwnicy są zazwyczaj aktywni, potrafią nawet nas oflankować i już na zwykłym poziomie trudności w dużej liczbie potrafią nieco namieszać. Również nasi kompani coraz rzadziej są pasywni, bywa nawet, że wyrywają się dzielnie do przodu, goniąc przeciwnika. Wciąż jednak kuleje mechanizm automatycznego korzystania z umiejętności, kilka z nich (np. granaty) musimy im aktywować samodzielnie.

Lucas the Great:

Kwestia granatów to moim zdaniem zaleta - jest to towar ścisłego zarachowania, więc oddanie go do dyspozycji SI byłoby słabym pomysłem. Mocy, które mają jedynie czas przeładowania, nasi kompani używają często i gęsto. Przy okazji dodam, iż szkoda trochę, że tak wiele walk odpala się po zeskoczeniu na "arenę", wcześniej pomieszczenie jest puste - gracze o inklinacjach snajperskich mogą czuć się nico oszukani...

Pełny atak Żniwiarzy na Galaktykę oraz postęp technologiczny, jakiego dokonali inni nasi przeciwnicy sprawiają, że doszło nam kilku nowych adwersarzy. Dodam tu, że często dość silnych lub/i szybkich, wyposażonych w uprzykrzające życie zdolności oraz praktycznie zawsze mocny pancerz, tarcze oraz bariery. Trafimy też po drodze na kilku bossów, z którymi walki nie są jednak ani specjalnie oryginalne, ani trudne. Po opanowaniu najpotężniejszej broni wiedźminów... Napisałem „wiedźminów”? Tak więc po opanowaniu najpotężniejszej broni bohaterów Galaktyki, czyli uników, przechodzimy przez niemilców, jak promień Żniwiarza przez kadłub Normandii.

Tutaj warto jeszcze wspomnieć o mocno reklamowanej mechanice Wojny Galaktycznej, która powiązana jest z trybem kooperacji Mass Effect 3. Na szczęście gra nie zmusza nas do tego, gdyż odpowiedni poziom „gotowości bojowej” możemy spokojnie wypracować robiąc misje poboczne w kampanii. Sam koop nie jest zły, choć moim zdaniem raczej mało potrzebny. Tym bardziej, że praktycznie te same akcje rozegramy w „misjach N7”, choć oczywiście poziom wyzwania w kooperacji jest znacznie wyższy – fal wrogów jest więcej, wytrzymać trzeba dłużej, a i populacja elitarnych jednostek jest znacznie liczniejsza. Ot, miły dodatek dla tych, którzy wolą strzelać, niż jeździć windą po Cytadeli.

Największą zmorą konstrukcji gry są bowiem ekrany ładowania, które zdążycie znienawidzić. Szczególnie, jeśli gracie na konsoli i z jakiegoś powodu – jak na przykład ja – nie możecie gry zainstalować. Niektóre tereny są niekiedy malutkie (Cytadela!), a chcąc wykonać wszystkie zadania poboczne będziemy tymi przeklętymi windami jeździć przynajmniej kilkadziesiąt razy i to zakładając dobrą „optymalizację”. Nieco lepiej jest w terenie, podczas misji fabularnych. Tutaj wczytywanie zostało zazwyczaj jakoś sprytnie zamaskowane, czy to chwilę dłużej otwierającymi się drzwiami, czy też doczytywaniem reszty mapy podczas nieinteraktywnej sceny.

Układ poszczególnych poziomów, to w zasadzie trzy kategorie: tunelowe z kilkoma szerszymi obszarami (fabularne), areny (misje N7 i kooperacja) oraz wspomniane już „naczynia windą połączone” (Cytadela, Normandia). Przyznam szczerze, ze mimo liniowego charakteru rozgrywki i konstrukcji samych poziomów, te pierwsze potrafią chwilami zrobić wrażenie. Nie jest to może coś, czego jeszcze nie widzieliśmy, ale za niektóre miejscówki należy się projektantom i artystom solidna premia. Dodajmy do tego kilka prostych, ale skutecznych sztuczek w wykorzystaniem tła, a otrzymujemy odpowiedni poziom epickości. I nie była to wcale ironia.

Może nie jestem najpiękniejszy, ale jaki mam głos!

Graficznie Mass Effect 3 nie powala, niektóre tekstury wydają się wyglądać nawet gorzej niż w dwójce, ale wspomniana wyżej sztuka aranżacji sprawia, że całość prezentuje się zazwyczaj odpowiednio efektownie. Widać, że silnik ma swoje lata i poważne ograniczenia, jednak na konsoli Xbox 360, na której miałem okazję ją przejść, jest to wciąż jedna z najlepiej wyglądających produkcji. Ludzie pracujący przy serii Mass Effect do perfekcji nauczyli się wykorzystywać przestrzeń, kolory i kształty, co w połączeniu z mistrzowskim operowaniem kamerą ukrywa wiele braków, skutecznie podkreślając zalety. Gdyby choć ćwiartkę tych umiejętności zobaczyć w Afterfall...

Absolutnym miodem dla uszu są natomiast wydobywające się z głośników dźwięki. Zarówno dubbing, jak i muzyka stoją na bardzo wysokim poziomie, doskonale podkreślając charaktery postaci, jak i obserwowane na ekranie wydarzenia. Najsłabszym ogniwem jest tutaj Pan Shepard, do którego w żadnej wersji językowej od lat nie potrafię się przekonać. Jest zbyt nijaki i tyle. Świetnie wykorzystano też dźwięki otoczenia, które w zależności od sceny perfekcyjnie budują nastrój. Czy to dziwne odgłosy, zgrzyty i piski w ciemnościach, czy też powodujące drżenie szklanek w pokoju, ponure i zwiastujące koniec „buczenie” Żniwiarzy (nota bene jeden z moich ulubionych dźwięków w grach) – wszystko jest na swoim miejscu i potęguje efekt. Dźwięki tła w Mass Effect 3, to nie tylko dopełnienie obrazu i fabuły, to niemal samodzielni aktorzy. W tej kategorii ocena celująca.

Na koniec kilka słów o różnorodnych błędach i babolach, których nie wymieniłem wcześniej. Pierwsza sprawa, to wciąż obecne dziwne „teleportacje” podczas dialogów. Problem występował w dwójce i tutaj również powraca, choć znacznie rzadziej zdarza się, że silnik na szybko koryguje ustawienie któregoś z interlokutorów, w ułamku sekundy przestawiając go nawet o pół ekranu. Dodatkowo, choć przez większość czasu nie narzekałem na płynność animacji, zdarzały się chwile, że silnik wyraźnie „chrupał”, a w kilku miejscach miałem do czynienia z wyraźnie odczuwalnym stutteringiem.

Na swoje – i twórców szczęście – nie trafiłem na żaden błąd, który uniemożliwiłby mi dalszą rozgrywkę. Mówiąc inaczej, w głównym obligatoryjnym wątku błędów takowych nie było. Irytował mnie natomiast bug, który ujawniał się tylko na zaczerpniętych z koopa arenach. Otóż kilka razy zabicie wrogiego inżyniera sprawiało, że postawiona przez niego wieżyczka stawała się niezniszczalna. I nie byłoby problemu, gdyby do wypełnienia misji nie trzeba było wykonać rozkazu „Wyczyść to miejsce z wrogów”. A nieśmiertelna wieżyczka, to pies?

No i prawie zapomniałem. Czemu Shepardzi, niezależnie od płci, wciąż biegają jak pokraki? Niby rozumiem, że Flota Przymierza, to taka kawaleria kosmosu. Ale żeby aż tak dosłownie?

Winny się tłumaczy, czyli podsumowanie

No dobrze, teraz pewnie zastanawiacie się, czemu mimo tak długiego narzekania wystawiłem tak wysoką ocenę. Po pierwsze dlatego, że oceniałem – co podkreślam już od czasów ME2 – grę akcji z rozbudowaną fabułą i mechaniką. BioWare z każdą odsłoną cyklu coraz bardziej zbliżał się do klasycznych strzelanek TPP, co w Mass Effect 3 jest nad wyraz widoczne. I całkiem przypadkiem udało się tej ekipie zrobić coś, do czego wreszcie mogę z czystym sumieniem dokleić jakże popularną - i myloną z grami hack’n’slash – etykietkę action-RPG.

Bo trochę tego erpegowania wciąż zostało, choć przede wszystkim mamy do czynienia z interaktywnym filmem science fiction gęsto przeplatanym walkami. Dopiero tutaj, na prawdziwie space operowym, epickim poziomie dobrze sprawdza się system wyborów, który w skali mikro był jedynie namiastką. Tym bardziej, że kończąc sagę, BioWare pozwoliło sobie wreszcie na kilka jednoznacznych sytuacji.

Lucas the Great:

Zdecydowanie jest to film, momentami bardzo mało interaktywny, przerywany przede wszystkim misjami bojowymi i decyzjami w dialogach. Grając inaczej niż Myszasty, bo szykując się do trzech artykułów tematycznych, nie zaś do recenzji, kilkukrotnie przechodziłem te same partie gry (do siedmiu razy włącznie). Sporych partii filmowych nie da się przewijać, więc miałem okazję docenić ich długość. Można wyjść z pokoju, zrobić sobie posiłek, słuchając gadek dobiegających z telewizora. Bywa, że nawet i przez dziesięć minut coś się dzieje, zmieniają się sceny, odpalają nowe rozmowy, choć gracz nie dotyka pada...

Mass Effect 3 jest naprawdę godnym zakończeniem tej historii, jeśli – podobnie jak ja – nie mieliście od początku złudzeń odnośnie formuły. Otrzymałem dokładnie to, czego się spodziewałem i oczekiwałem: sprawnie opowiedzianą, dobrze wyreżyserowaną i chwilami nawet poruszającą historię o walce z tym, co nadejść musi. Jeśli tego potrzebujecie – szczerze polecam. Jeśli jednak nie bawi Was granie głównej roli w filmie despotycznego reżysera – poszukajcie czegoś innego. I jak już napisałem na samym początku - traktując Mass Effect 3, jako grę cRPG, podzielcie sobie poniższą ocenę na pół. Ja mimo wszystko bawiłem się naprawdę dobrze i kiedy zdałem sobie po finale sprawę, że to już koniec, pojawił się nawet pewien smuteczek. Taki malutki.

Oczywiście znów zachęcam Was do wrzucania swoich wyników na czasgry.gram.pl. Mnie strzaskanie kampanii ze wszystkimi zadaniami pobocznymi zajęło nieco ponad 40 godzin.

Xbox 360Mass Effect 3

Sprawdź inne czasy 43:30:00 Tyle czasu potrzebowaliśmy na jednokrotne ukończenie gry.

  • Jest naprawdę epicko
  • sprawnie poprowadzona i wyreżyserowana space opera
  • wreszcie trudne, niejednoznaczne decyzje
  • i przyjazny system walki
  • udźwiękowienie
  • przestarzałe to, a wciąż ładne
  • Jedynie pozory swobody
  • "zbierackie" zadania poboczne
  • po raz kolejny małe "przekręty" z wykorzystaniem "starych" decyzji
  • wiiindy
  • optymalizacja

Wielki finał, czyli interaktywna space opera gęsto przeplatana walkami

135 komentarzyDodaj swój

Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
G Undertaker

Fajnie, podoba mi się, że gram nie faworyzuje reklamodawców. Recenzja wydaje się rzetelna, a te 40 godzin to naprawdę coś w dzisiejszych czasach.

Odpowiedz
G Ostrowiak

> a te 40 godzin to naprawdę coś w dzisiejszych czasach.
przez takie myślenie panuje szkodliwy stereotyp "oby chociaż 25 godzin"otóż nie, głosujmy portfelami i zwyczajnie nie dajmy zarabiać twórcom kilkunastogodzinówekrzuć pan panie recenzent jeszcze z pięć "epickie", bo nie odepchnąłeś mnie od tej gry dostatecznie skutecznie

Odpowiedz
G Darkstar181

Chciałbym z miejsca podziękować za brak spoilerów w tekście, oraz na umieszczonych grafikach(choć te drugie to podejrzewam że z racji grania na Xpudle bądź odgórnego zarządzenia Bioware). Innych recenzji po necie nie da się przeczytać, bo zdradzają połowę fabuły.

Jednocześnie pragnę zaznaczyć że to niekoniecznie koniec :P Bioware planuje wydawać kolejne gry w świecie Mass Effect, tyle że już nie o przygodach Sheparda. Już pomijam fakt że świat gry to idealny materiał na grę MMO.

Odpowiedz
lis_23

" Graficznie Mass Effect 3 nie powala, niektóre tekstury wydają się wyglądać nawet gorzej niż w dwójce, ale wspomniana wyżej sztuka aranżacji sprawia, że całość prezentuje się zazwyczaj odpowiednio efektownie. Widać, że silnik ma swoje lata i poważne ograniczenia, jednak na konsoli Xbox 360, na której miałem okazję ją przejść, jest to wciąż jedna z najlepiej wyglądających produkcji. Ludzie pracujący przy serii Mass Effect do perfekcji nauczyli się wykorzystywać przestrzeń, kolory i kształty, co w połączeniu z mistrzowskim operowaniem kamerą ukrywa wiele braków, skutecznie podkreślając zalety. Gdyby choć ćwiartkę tych umiejętności zobaczyć w Afterfall... "

Cóż, porównując demo ME3 i pełną wersję Afterfall to nasz rodzimy tytuł wygląda znacznie lepiej i bardziej klimatycznie niż ME3 - ale to moje zdanie
chyba będzie trzeba naciskać na BioWare aby wydali łatkę z teksturami w wysokiej rozdzielczości.

Odpowiedz
G Muradin_07

Wynik 40 godzin, gdzie wcześniejsze części kończyłem tak gdzieś w ok. 30 to dobry wynik. Ale zobaczymy co tam u nich wyszło. Jedynka była fajna, dwójka była super, choć kilka rzeczy mnie bolało w tej części... trójka wydaje się być fajna z gameplay'ów.

Odpowiedz
G Myszasty

>
> Cóż, porównując demo ME3 i pełną wersję Afterfall to nasz rodzimy tytuł wygląda znacznie
> lepiej i bardziej klimatycznie niż ME3 - ale to moje zdanie
> chyba będzie trzeba naciskać na BioWare aby wydali łatkę z teksturami w wysokiej rozdzielczości.
Ta myśl zaczyna się i kończy tutaj:"Ludzie pracujący przy serii Mass Effect do perfekcji nauczyli się wykorzystywać przestrzeń, kolory i kształty, co w połączeniu z mistrzowskim operowaniem kamerą ukrywa wiele braków, skutecznie podkreślając zalety. Gdyby choć ćwiartkę tych umiejętności zobaczyć w Afterfall... " Mowa o reżyserii i pracy kamery, które w Afterallu były żenujące. Bo grafa miała klimat i sam to napisałem w recce. :)

Odpowiedz
G Sherem

> Cóż, porównując demo ME3 i pełną wersję Afterfall to nasz rodzimy tytuł wygląda znacznie
> lepiej i bardziej klimatycznie niż ME3 - ale to moje zdanie
> chyba będzie trzeba naciskać na BioWare aby wydali łatkę z teksturami w wysokiej rozdzielczości.
Oto bym się nie martwił :)Do drugiej części ME2 jest łatka która robi kolosalną różnicę więc do trójki również się pojawi.Jedyne pytanie to: kiedy :]

Odpowiedz
G Myszasty

> Wynik 40 godzin, gdzie wcześniejsze części kończyłem tak gdzieś w ok. 30 to dobry wynik.
> Ale zobaczymy co tam u nich wyszło. Jedynka była fajna, dwójka była super, choć kilka
> rzeczy mnie bolało w tej części... trójka wydaje się być fajna z gameplay'ów.
Dam sobie rękę uciąć, że da się ME3 zaliczyć i w 20 h, waląc po linii fabularnej jak rozpędzony czołg. Ja po prostu wsio czytam, nie przewijam dialogów, włażę w każdy kąt. :)

Odpowiedz
PierrePierre

bardzo fajna recenzja wyłapująca chyba wszystkie nowinki w tej odsłonie. Zaczynając grę, chciałem koniecznie przejść jeszcze raz dwójkę, żeby wszyscy przeżyli tamta ostatnią misję, ale nie warto !!!! - jeśli wybierzemy domyślną postać, to okaże się ze kanonem gry jest właśnie taka rzeczywistość, w której wszyscy przeżyli. Dlatego polecam przejśc grę dwa razy - raz domyślnym Shepardem (no chyba że mamy save'a gdzie wszyscy przeżyli), żeby spotkać sie ze wszystkimi swoimi znajomymi, a drugi raz - ze swoim savem z dwojki, jeśli tam np. zginęła ich większość - wtedy zobaczymy kogo w trojce dostaniemy w "zamian" naszych kompanów. Zgadzam sie, że całe to zamieszanie z wyborami w grze to raczej lekka ściema :))) - jeśli np. w jedynce uratowaliśmy królową raknii to nie spodziewajmy się, że tu nagle odegra ona kluczową rolę, a jeśli zabiliśmy ją w jedynce, to i tak pojawi się wyjaśnienie dlaczego tak a nie inaczej poprowadzono ten wątek - rożnica jest prawie kosmetyczna w kilku liniach dialogow i to wszystko. Jeżeli w dwójce zginął jakiś nasz kompan, gra sprytnie podstawi nam jego zamiennika i nie będzie to miało wielkiego znaczenia przy zakończeniu gry. Bardzo fajny jest rozmach gry - wielokrotnie widzimy w tle wydarzenia zapierające dech w piersiach, tak zebysmy mieli prawdziwe poczucie galaktycznej wojny zmierzającej do swojego nieuchronnego końca. A czy zakończenie jest satysfakcjonujące ? Jeśli zastanowić sie dłużej, to właściwie było to chyba takie najbardziej prawdopodobne - zakończenia są trzy, warto zobaczyc każde, różnią się ale ich wydzwięk ogolny jest prawie taki sam... Jako zwieńczenie trylogii, gra trzyma poziom, mimo tego że graficznie nie powala, ale jako miłosnik klimatów s-f jestem zadowolony, że miałem możliwość uczestniczenia w tej kosmicznej przygodzie, jedynej w swoim rodzaju :)

Odpowiedz
G TobiAlex

Optymalizacja? No na pewno nie na PC, bo ta jest genialna, jak zawsze zresztą w grach opartych o UE3.

Odpowiedz
G WeziWoo

Nie wiem, czemu, ale mnie ME odpycha. Grałem w jedną część i na niej skończę przygodę. Jedyne co mi się podobało to fabuła, która naprawdę była "epicka" i wciągała. Reszta na czele z liniowością (w RPG'u? nie!!!), przegadaniem gry o d**ie maryni oraz drętwej walce odrzuciła... : /

Odpowiedz
G Myszasty

> Optymalizacja? No na pewno nie na PC, bo ta jest genialna, jak zawsze zresztą w grach
> opartych o UE3.
Wspomniany stuttering zdarzał się moim zdaniem zbyt często. Wyraźne zwalnianie renderowania w niektórych dialogach również. Co ciekawe, w zamian nie zauważyłem doczytywania tekstur będącego największą zmorą Iksa.

Odpowiedz
G Muradin_07

> Dam sobie rękę uciąć, że da się ME3 zaliczyć i w 20 h, waląc po linii fabularnej jak
> rozpędzony czołg. Ja po prostu wsio czytam, nie przewijam dialogów, włażę w każdy kąt.
> :)
Nie no... ja też tak chodzę, jakoś speedrun'y mnie nie kręcą. Nawet jak przechodziłem ME po raz kolejny to też wychodziło tyle mimo przewijania niektórych tekstów głównych, a jak jeszcze w dwójce w pobawiłem w skany planet... chciałbym sprawdzić ile na tym czasu tak naprawdę straciłem... ;)

Odpowiedz
G Sherem

> Nie wiem, czemu, ale mnie ME odpycha. Grałem w jedną część i na niej skończę przygodę.
> Jedyne co mi się podobało to fabuła, która naprawdę była "epicka" i wciągała. Reszta
> na czele z liniowością (w RPG'u? nie!!!), przegadaniem gry o d**ie maryni oraz drętwej
> walce odrzuciła... : /
Ja do Mass Effecta podchodziłem dwa razy. Jedynkę zacząłem i nie skończyłem. Odrzuciła mnie i potem nie mogłem się do niej przekonać. Potem nadeszła dwójka w której się zakochałem, ale nie podobały mi się narzucone decyzje przez grę, więc siłą rzeczy przeszedłem ME. Zrobiłem speedrun i dopiero druga połowa gry zrobila się fajna i ciekawa.Od tamtej pory jedynkę przeszedłem ze trzy razy już wchodząc w każdy kąt :)

Odpowiedz
Kopiec

Rozumiem, że optymalizacja dotyczy wersji konsolowej?
Bo ja na swoim starym piecu gram w 1280x1024, z antyaliasingiem i wszystim innym włączonym, a gra nawet nie myśli aby spowolnić.
Bardzo fajna recenzja.
Tak trzymać gram.pl, kupa informacji o grze, wszystko bardzo ładnie przedstawione, a przy tym brak spoilerów.
Do teraz nie mogę wybaczyć takiemu cd action, jak zepsuł mi jeden z najlepszych momentów w Arkham Asylum, bo sobie recenzant musiał pogadać i wszystkich zaspoilerować.

Odpowiedz
G Lucas_the_Great

> Wspomniany stuttering zdarzał się moim zdaniem zbyt często. Wyraźne zwalnianie renderowania
> w niektórych dialogach również. Co ciekawe, w zamian nie zauważyłem doczytywania tekstur
> będącego największą zmorą Iksa.
Potężniejsza obliczeniowo PS3 też miała przycinki przy doczytywaniu obszarów... ale konsolki mają swoje lata - i tak dzielnie sobie radzą IMHO.

Odpowiedz
G WeziWoo

> Ja do Mass Effecta podchodziłem dwa razy. Jedynkę zacząłem i nie skończyłem. Odrzuciła
> mnie i potem nie mogłem się do niej przekonać. Potem nadeszła dwójka w której się zakochałem,
> ale nie podobały mi się narzucone decyzje przez grę, więc siłą rzeczy przeszedłem ME.
> Zrobiłem speedrun i dopiero druga połowa gry zrobila się fajna i ciekawa.
>
> Od tamtej pory jedynkę przeszedłem ze trzy razy już wchodząc w każdy kąt :)
Może to kwestia przyzwyczajenia? Może... Przyznam, że w 2 sam chętnie bym zagrał, ale nie dałbym tyle ile teraz chcą. Za darmo owszem ;)

Odpowiedz
G akodo_ryu

> > a te 40 godzin to naprawdę coś w dzisiejszych czasach.
>
> przez takie myślenie panuje szkodliwy stereotyp "oby chociaż 25 godzin"
>
> otóż nie, głosujmy portfelami i zwyczajnie nie dajmy zarabiać twórcom kilkunastogodzinówek
Kilkanaście godzin dla gry bez zadań pobocznych i sztucznego naciągania czasu, przez np. wymuszanie jakiegoś backtrackingu, to bardzo solidny kawał gry. Dla mnie optymalny czas dla 90% tytułów to 12-14 godzin, nie za dużo, nie za mało i w sam raz, żeby wypełnić jakimiś konkretnymi rzeczami do roboty. Lepsze to, niż KoA - gra pozbawiona jakiegokolwiek wyzwania, wypełniona questami żywcem z oldschoolowego MMO, które wyciągają czas z rozsądnych 20-kilku, które można łyknąć całkiem przyjemnie, do 40-50+ godzin, gdzie najczęstszą reakcją jest ziewanie.

Odpowiedz
G Headbangerr

Dzięki za reckę - w samą porę :) Po zapoznaniu się z opinią gram.pl i cdaction stwierdzam, iż pędzę jutro do sklepu ;)

Odpowiedz
G SpecShadow

@akodo_ryu

Bawią mnie teksty w stylu "Lepsze parę godzin dobrej zabawy niż kilkadziesiąt nudnej".
Czemu nikt nie pomyśli o opcji "kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy"?
Skrypty jakieś nie odpalają?

Odpowiedz
G Arcling

Dlaczego w waszej recenzji nie ma screenów z gry? Zrobiliście to samo co wiele serwisów, które wcześnie recenzowały grę - zamieścili tylko te z materiałów promocyjnych. Zero takich z interfejsem aby pokazać jak naprawdę wygląda gra.

Odpowiedz
G Myszasty

> Dlaczego w waszej recenzji nie ma screenów z gry? Zrobiliście to samo co wiele serwisów,
> które wcześnie recenzowały grę - zamieścili tylko te z materiałów promocyjnych. Zero
> takich z interfejsem aby pokazać jak naprawdę wygląda gra.
Bo nie miałem jak ich zrobić z konsoli? Dostałbym pełną wersję pecetową, to nawrzucałbym masę screenów do galerii.

Odpowiedz
G MisioKGB

Gram, jest dobrze. Pierwsza część to był dopiero zalążek czegoś większego, przy dwójce kroiło się coś w stylu "it will be something bigger", no i stworzyli trójkę i jak na razie jest dobrze i porywająco, mówię to ja zatwardziały gracz PCtowo Amigowy :) Nie doszukałem się ekwipunku widocznie albo jestem na to za stary i nie potrafię znaleźć albo usunęli i to jak na razie jedyna ułomność imo

Odpowiedz
G Revan91

Właśnie parę godzin skończyłem dwójkę, 28 godzin z hakiem na liczniku, a jeszcze DLC zostało, najlepsza gra na X360 jaką mam, trzeba będzie trójkę zaraz kupić.

Odpowiedz
G Sherem

> @akodo_ryu
>
> Bawią mnie teksty w stylu "Lepsze parę godzin dobrej zabawy niż kilkadziesiąt nudnej".
> Czemu nikt nie pomyśli o opcji "kilkadziesiąt godzin dobrej zabawy"?
> Skrypty jakieś nie odpalają?
Nie zawsze jest możliwość otrzymania ciekawych kilkudziesięciu godzin. Co jest oczywiście kwestią gustu. Ja osobiście wolę 25 godzin epickości w Mass Effect 2 niż wybuchowe 5 godzin w Modern Warfare 2. Chociaż lubię obie gry. Tak czy siak warto pamiętać o trybie MP w ME3 który zapowiadany był bardzo obiecująco.

Odpowiedz
G Revan91

PS: Da gdzieś radę kupić angielską wersję językową? Nie lubie grać po polsku, nawet jeśli to tylko napisy, a nie chce znowu takiej sytuacji, że nie działa DLC z PL wersją..

Odpowiedz
G Sanders-sama

Dobrze napisana recka, Myszasty. Martwi mnie tylko olanie tych wyborów z poprzednich części. Miałem nadzieję że gdy moją evil panią Jane wszystkich odtrącałem, zabijałem i zrażałem to na końcu będzie mi baardzo trudno zwyciężyć i przeżyć a okazuje się że zamiast tego i tak będzie łatwo i i tak się uda :-/
Wspomniałeś też że nie można sobie pochasać za dużo po lokacjach... Jest gorzej od dwójki?
Miałem przeczucie że gdy zginie Garrus lub Tali to dadzą zamiennika ale żeby byłych kompanów zamieniać na innych to nie :-(
To zamiast takiej Mirandy czy Jack pojawia się inna super dupcia?

@Revan91

Eeee... Ebay? Amazon?

Odpowiedz
Gosu

"I jak już napisałem na samym oczątku" - zjadles P.
"Przed premierą Mass Effect 3 miałem szansę ograć " - ponownie brakuje P ;)
Gdzies tam jeszcze brakowalo jednej literki ale juz nie moglem sie doszukac po przeczytaniu recenzji.


'I tym właśnie jest Mass Effect 3 - tunelową strzelaniną z odrobiną swobody i statystyk, zbudowaną wokół fabuły, która jest epicka i hollywoodzka, a przy tym jak nigdy dojrzała.'

Dla mnie zawsze tym byl ME, moze druga czesc nieco uproscili od pierwszej, ale ogolny zarys pozostal ten sam. Nie rozumiem fanow rpg ktorzy narzekaja na braki w tym zakresie, skoro ta gra nie jest i nigdy nie byla czystym rpg. Po recenzji juz wiem ze dostane dokladnie to czego sie spodziewalem, niestety musze czekac do piatku :(

Odpowiedz
Xeoo

Mam dylemat... wszystloe te pozytywne prasowe recenzje.. jakos tak cholernie kontrastuja z ocenami urzytkownikow(chocby na metacritic) wersja na wszystkie platformy ma srednia ocene urzytkownikow na poziomie 3-4...i to nie sa krotkie opinie anyt fanbojow ("this game sucks"). Rozbierznosci sa kolosalne.. prasa wychwala zakonczenia .. ludzie uwazaja je za jedne z najgorszych w historii,, wtf...

Odpowiedz
G Myszasty

> "I jak już napisałem na samym oczątku" - zjadles P.
> "Przed premierą Mass Effect 3 miałem szansę ograć " - ponownie brakuje P
> ;)
> Gdzies tam jeszcze brakowalo jednej literki ale juz nie moglem sie doszukac po przeczytaniu
> recenzji.
>
>
Thx. Co prawda te literówki już dawno temu poprawiłem, ale widzę, że się pewnie zmiany nie zindeksowały. :)

Odpowiedz
Gosu

> PS: Da gdzieś radę kupić angielską wersję językową? Nie lubie grać po polsku, nawet jeśli
> to tylko napisy, a nie chce znowu takiej sytuacji, że nie działa DLC z PL wersją..
Podejrzewam ze skoro EA robilo lokalizacje to przy instalacji bedziesz mial wybor 16 jezykow i pewnie wystarczy wybrac angielski, nie jestem co prawda pewien bo nie mam jeszcze swojej gry.

Odpowiedz
G Myszasty

> Dobrze napisana recka, Myszasty. Martwi mnie tylko olanie tych wyborów z poprzednich
> części. Miałem nadzieję że gdy moją evil panią Jane wszystkich odtrącałem, zabijałem
> i zrażałem to na końcu będzie mi baardzo trudno zwyciężyć i przeżyć a okazuje się że
> zamiast tego i tak będzie łatwo i i tak się uda :-/
Wiesz, nie miałem okazji sprawdzić konsekwencji wszystkich wyborów w każdej wariacji, bo recka by była, ale pewnie za dwa miechy. Ale nie wygląda to jakoś mega. Niby są te konsekwencje, niby coś tam zmieniają, ale... mam takie wrażenie, jakby ktoś nadmuchał balonik, potem go niby przypadkiem wypuścił i na koniec kazał szukać w tym resztek powietrza. > Wspomniałeś też że nie można sobie pochasać za dużo po lokacjach... Jest gorzej od dwójki?
Podobnie. Ale nie ma po co hasać. Raptem w 3-4 miejscach był sens odejść na chwilę na bok i trochę ciekawych, klimatycznych informacji znaleźć. Swoboda generalnie jak w GoW.> To zamiast takiej Mirandy czy Jack pojawia się inna super dupcia?
>
O nie, spoilerów przez najbliższe dwa tygodnie żadnych. :P

Odpowiedz
G Headbangerr

Co do głosu Sheparda w dwóch pierwszych częściach zgodzę się z autorem - słabo było. Jednak o ile polski Shepard w jedynce mówił jeszcze (wg mnie) w miarę naturalnie, to już męski głos podłożony w dwójce działał na mnie przez całą grę jak płachta na byka. Ludzie, naprawdę - dlaczego nasz rodzimy, polski Shepard, musi mówić jak nadęty bohater-idiota z kreskówek? Toć on nawet o dłubaniu w zębach nie potrafiłby opowiadać bez podniosłego i pełnego heroizmu tonu. Podczas scen, w których przemawiał do całej załogi, zbierało mi się - za przeproszeniem - na pawia.

Odpowiedz
G Revan91

> Podejrzewam ze skoro EA robilo lokalizacje to przy instalacji bedziesz mial wybor 16
> jezykow i pewnie wystarczy wybrac angielski, nie jestem co prawda pewien bo nie mam jeszcze
> swojej gry.
No własnie nie bo gram na xboxie.

Odpowiedz
G Antosz

Jak zazwyczaj mam odmienne zdanie od Myszastego i nie przepadam za Jego tekstami/wypowiedziami, tak ta recenzja jest naprawdę świetna:) Ja osobiście sagę Mass Effect lubię, ale wielkim jej fanem nie jestem dlatego pewnie poczekam ze dwa tygodnie i wtedy kupię trzecią część.
Jeszcze raz dzięki za dobrą recenzję Panowie! ;)

Odpowiedz
Sejo1

No już jutro się zabiorę za ocene Mass Effect 3, btw datę gry ustalono na 8 marca 1:01, jest aktualizacja na stronie EA. Do tych co Korei nie zachaczyli to dobre info;) PS. dobra recenzja:)
Źródełko: https://help.ea.com/pl/article/premiera-gry-mass-effect-3-w-polsce-aktualizacja

Odpowiedz
G Bodzio-gracz

Grałem w demo Mass Effect 3 na konsoli PlayStation 3 i przyznam szczerze, że kolejna część prezentuje się bardzo dobrze.
Nie ukrywam, że mam zamiar zakupić tą grę do swej kolekcji, gdyż nowy Mass Effect pokazał dużo dobrego ze swojej strony.
Recenzja bardzo dobra, ciekawa i konkretna :).
Pozdrawiam.

Odpowiedz
Gosu

> No własnie nie bo gram na xboxie.
Ahh to przepraszam, myslalem o wersji na PC. Nie mam pojecia o Xboxie, na moim ps3 jezyk gry dostosuwuje sie do ustawien konsoli.

Odpowiedz
G Sherem

> Mam dylemat... wszystloe te pozytywne prasowe recenzje.. jakos tak cholernie kontrastuja
> z ocenami urzytkownikow(chocby na metacritic) wersja na wszystkie platformy ma srednia
> ocene urzytkownikow na poziomie 3-4...i to nie sa krotkie opinie anyt fanbojow ("this
> game sucks"). Rozbierznosci sa kolosalne.. prasa wychwala zakonczenia .. ludzie uwazaja
> je za jedne z najgorszych w historii,, wtf...
Jest afera. Bo większość kont minusujących ocenę ME3 zostało założonych w ostatnich dniach. Mówi się, w kuluarach, że to odwet Activision na EA za zaniżanie ocen (w tym samym stylu co teraz) Modern Warfare 3.Ale to na razie tylko plotki.Metacritic stara się na bieżąco usuwać "jedynki" sprezentowane przed dwudniowe konta ;)Z resztą, kto by się tym wszystkim sugerował :]

Odpowiedz
Xeoo

> Jest afera. Bo większość kont minusujących ocenę ME3 zostało założonych w ostatnich dniach.
> Mówi się, w kuluarach, że to odwet Activision na EA za zaniżanie ocen (w tym samym stylu
> co teraz) Modern Warfare 3.
> Ale to na razie tylko plotki.
>
> Metacritic stara się na bieżąco usuwać "jedynki" sprezentowane przed dwudniowe konta
> ;)
> Z resztą, kto by się tym wszystkim sugerował :]
no jesli tak na bierzaco usuwaja to sporo tego ciagle zostalo.. Wiesz czyms sugerowac sie trzeba a juz predzej uwierze ludziom ktorym chcialo sie napisac dwie strony wymieniajac bolaczki produkcji niz recenzntom ktorzy rozplywaja sie nad gra "bo to ME3" mialem nosa z dragon age 2 na szczescie nie kupilem premierowki.. gra nawet nie przecietna.. tutaj znowu mamy "areny" czyli przeciwnikkow respawnujacych sie w pustych pomieszczeniach.. jeszcze wieksza liniowosc itp.. sam nie wiem.. 1i 2 czesc to przyjemne shooterki z naiwna sztampowa ale porywajaca fabula..

Odpowiedz
Phoenixpl

Myszasty recka super:D tylko mam 2 pytania;p co sie stanie jak w systemie zlapia cie zniwiaze?:P i czy ma jakies odbicie w 3ciej zostawienie bazy zbieraczy cerberusowi z 2giej czesci?

Odpowiedz
Numenpl

do epickości warto dodać jedną rzecz fabuła przy której DA2 wygląda na majstersztyk - w ME3 brak jakiejkolwiek logiki.

Odpowiedz
G Daelor

Ale zaznaczaj spojlery z łaski swojej.

Odpowiedz
G Bambusek

> i czy ma jakies odbicie w 3ciej zostawienie bazy zbieraczy cerberusowi z
> 2giej czesci?
minimalnie zmieniony dialog z The Ilusive Man w trakcie misji na Marsie Zastanawia mnie dlaczego recenzenci tak unikają porządnego rozliczenia Bio z braku sensownego wpływu wyborów z ME 1 i 2. Ok, tutaj jest to wspomniane, wyszczególnione w wadach, ale mam wrażenie, że ma mały wpływ na ocenę końcową. A powinno mieć duży, w końcu BioWare się tym chwaliło od dawna.

Odpowiedz
G Myszasty

> tylko mam 2 pytania;p co sie stanie jak w systemie zlapia cie
> zniwiaze?:P
Nic, poza tym, że giniesz razem z załogą. Symbolicznie oczywiście, bo po chwili wracasz do systemu bez żadnych strat, czy ubytków (autosave przed wleceniem) i możesz bawić się w kotka i myszkę dalej. :P

Odpowiedz
G Myszasty

>
> Zastanawia mnie dlaczego recenzenci tak unikają porządnego rozliczenia Bio z braku sensownego
> wpływu wyborów z ME 1 i 2. Ok, tutaj jest to wspomniane, wyszczególnione w wadach, ale
> mam wrażenie, że ma mały wpływ na ocenę końcową. A powinno mieć duży, w końcu BioWare
> się tym chwaliło od dawna.
Bo i ze względu na zbliżenie się do liniowych strzelanek straciło to sens jakikolwiek. I zauważ, że chwalili się tym mocno tylko przed premierą jedynki. Potem przycichło, bo zdali sobie sprawę, że tego nie ogarną.

Odpowiedz
G paraGaladh

Niektórzy będą stawiać dzisiaj pierwsze kroki w ME3, a ja właśnie wracam z podróży. Wytarmoszony i zawrotami głowy. Nagle poczułem się bardzo zmęczony.

Ok 30h (poniedziałek-środa), 100% odkrytej galaktyki, wykonanych side-questów itd, dlc. Calutki obecny content.

Och, BioWare. Po to zrobiliście najlepszą trylogię w historii gier video i opowiedzieliście jedną z najpiękniejszych i najbardziej angażujących opowieści w dziejach, by strollować nas pod koniec do tego stopnia? C'mon. Tyle targających mną emocji, myśli. To już naprawdę linia mety. Thanks for hell of a ride. Serce trochę mi pęka.

Odpowiedz
G Bambusek

> Bo i ze względu na zbliżenie się do liniowych strzelanek straciło to sens jakikolwiek.
> I zauważ, że chwalili się tym mocno tylko przed premierą jedynki. Potem przycichło, bo
> zdali sobie sprawę, że tego nie ogarną.
Nie do końca, doskonale pamiętam jak nie tak dawno temu jeszcze zapewniali, jak ważne będzie dochowanie wierności postaci z którą romansowaliśmy w części pierwszej. Ba, nawet jak już wszyscy zainteresowani znali spoilery i wiedzieli, że znowu nam sprzedano bajeczkę Bio trzymało się wersji, że wybory będą ważne. Dodaj do tego tekst o tysiącu zmiennych w ME 3 jaką nam puścili niedługo po ogłoszeniu prac nad trójką... Mówiłem wcześniej i mówię teraz: to plucie w twarz fanom, którzy kupili poprzednie dwie części i trzymali save. Okazuje się, że są traktowani na równi z biednym Johnem, który ostatnie lata najwyraźniej przespał w jaskini i dopiero teraz stwierdził, że sobie w Mass Effecta pogra. BioWare zostało zredukowane do piesków EA, przykre, bardzo przykre.

Odpowiedz
G Sherem

> Nie do końca, doskonale pamiętam jak nie tak dawno temu jeszcze zapewniali, jak ważne
> będzie dochowanie wierności postaci z którą romansowaliśmy w części pierwszej. Ba, nawet
> jak już wszyscy zainteresowani znali spoilery i wiedzieli, że znowu nam sprzedano bajeczkę
> Bio trzymało się wersji, że wybory będą ważne. Dodaj do tego tekst o tysiącu zmiennych
> w ME 3 jaką nam puścili niedługo po ogłoszeniu prac nad trójką...
>
> Mówiłem wcześniej i mówię teraz: to plucie w twarz fanom, którzy kupili poprzednie dwie
> części i trzymali save. Okazuje się, że są traktowani na równi z biednym Johnem, który
> ostatnie lata najwyraźniej przespał w jaskini i dopiero teraz stwierdził, że sobie w
> Mass Effecta pogra. BioWare zostało zredukowane do piesków EA, przykre, bardzo przykre.
No może faktycznie trochę szkoda. Można mieć pretensje do pustych obietnic aczkolwiek spójrzmy na to tak że to nie jest poziom Wiedźmina 2 gdzie niemal każdy Twój ruch ma znaczenie w przyszłości. To jest liniowa strzelanka i zapamiętywanie moich sejwów, wyborów i romansów uznaję za bardzo miły dodatek do soczystej rozgrywki i porywającej fabuły.Zupełnie inna mechanika gry :)

Odpowiedz
G Wojman

> Bo i ze względu na zbliżenie się do liniowych strzelanek straciło to sens jakikolwiek.
> I zauważ, że chwalili się tym mocno tylko przed premierą jedynki. Potem przycichło, bo
> zdali sobie sprawę, że tego nie ogarną.
Myszasty jesteś dziennikarzem czy rzecznikiem prasowym BioWare/EA? Wydawało mi się, że dziennikarzem więc dlaczego mówisz jak rzecznik prasowy BioWare/EA? BioWare/EA już od pierwszej części chwaliło się jak to wybory morlane będą miały znaczenie w następnych częściach, a przypominali o tym bardzo mocno podczas premiery Mass Effect 2 oraz już po ogłoszeniu Mass Effect 3. Kiedy ich obietnice - jak zwykle - nie znalazły pokrycia w rzeczywistości to zamiast za to odjąć ocenę trzeciej części (a już szczególnie dlatego, że jest ona zwieńczeniem trylogii) dajesz tłumaczenie jakiego by się rzecznik EA nie powstydził. Twórcy i wydawcy nie są rozliczani przez dziennikarzy ze swoich zapowiedzi i obietnic więc doskonale wiedzą, że mogą sobie "klepać" co im do głowy przyjdzie, i tak polecą dobre oceny.

Odpowiedz
Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
Najnowsze
Lubisz nas?