InformacjeRecenzja - konsole

Alice: Madness Returns - recenzja

33 Michał Nowicki

Od razu i na początku zaznaczę jedną rzecz. Zarówno cała recenzja, jak i końcowa ocena są dokładnie takie, jak Alice: Madness Returns – całkowicie na bakier z wszelakimi obecnymi trendami. Gra nie powala technologicznie, ma wiele fragmentów, które większość uważać będzie pewnie za frustrujące, przyzwoicie wysoki poziom trudności, mało scen, w których nie robimy nic poza obserwowaniem ekranu, nie da się jej skończyć w pięć godzin i nie zauważyłem w niej żadnych ninja, czy dinozaurów. A mimo to piekielnie mi się podoba.

Od razu i na początku zaznaczę jedną rzecz. Zarówno cała recenzja, jak i końcowa ocena są dokładnie takie, jak Alice: Madness Returns – całkowicie na bakier z wszelakimi obecnymi trendami. Gra nie powala technologicznie, ma wiele fragmentów, które większość uważać będzie pewnie za frustrujące, przyzwoicie wysoki poziom trudności, mało scen, w których nie robimy nic poza obserwowaniem ekranu, nie da się jej skończyć w pięć godzin i nie zauważyłem w niej żadnych ninja, czy dinozaurów. A mimo to piekielnie mi się podoba.

Pominiemy teraz „obowiązkowy rys historyczny” (tak, była kiedyś kultowa część pierwsza, zapraszam do Retrogramu ) i przejdziemy od razu do samego mięsa. A jest go nieco – dosłownie oraz w przenośni – bo American McGee po raz kolejny udowodnił, że babranie się w chorej ludzkiej psychice i jej wizualizowanie wciąż wychodzi mu po mistrzowsku.

Zacznijmy od tła nowej opowieści o chorej Alicji. Cierpiąca w wyniku traumatycznych przeżyć z dzieciństwa dziewczyna, mimo upływu lat nie potrafi poradzić sobie z koszmarami. Kraina Dziwów, którą stworzyła, jako mechanizm ochronny i swoiste sanktuarium, przeżywa dokładnie te same problemy, z którymi musi borykać się umysł Alicji. Do psychodelicznego, wcześniej pełnego kolorów świata powoli zaczyna przesączać się coraz więcej zwiastujących upadek Krainy miazmatów. Podtytuł gry, Madness Returns, jest więc nieco mylący. Szaleństwo wcale nie powraca, ono narastało przez cały czas, przesączając się powoli do Krainy Dziwów.

Alicja nie ma innego wyjścia. Musi ratować Krainę, bo to jedyny sposób, by uratować siebie. Tutaj do akcji wkraczamy my, przejmując kontrolę nad jej postacią. W Alice: Madness Returns trafimy na dość wyraźny (przynajmniej na początku) podział miejsca akcji. Większość czasu spędzimy w Krainie Dziwów, jednak między tymi sekwencjami kilka razy będziemy mogli również zwiedzić współczesny Alicji Londyn. Szkoda jedynie trochę, że podczas tych krótkich epizodów mamy bardzo ograniczoną interakcję z otoczeniem. Spełniają one jednak w grze bardzo ważną rolę, pchając do przodu fabułę i odkrywając przed nami prawdę o losie Alicji. Poza tym są niezwykle klimatyczne i z każdym kolejnym rozdziałem coraz bardziej... Nie, tutaj się zatrzymam, gdyż dalsze dywagacje grożą bolesnymi spoilerami.

Jednego jednak w Alice: Madness Returns na pewno nie brakuje – specyficznego, nietypowego i chwilami mocno psychotycznego klimatu. Właśnie. Psychotycznego, nie psychodelicznego. Czy to źle? Bynajmniej. Alicja dorasta, od pierwszego spotkania minęło 10 lat, niebezpieczny, ale wciąż mocno dziecięcy świat Krainy Dziwów dorósł wraz z nią, zmienił się, wypełnił szczegółami i elementami, które są ważne dla wypaczonego, ale znacznie starszego umysłu. Co ważne, absolutnym mistrzostwem jest w Alice: Madness Returns operowanie pewnymi symbolami, wykorzystywanie ich jako motywów dla kolejnych map i mieszanie z tymi, stworzonymi przez Lewisa Carrolla.

Śledząc fabułę szybko da się zauważyć, że kolejne miejsca odwiedzane przez Alicję są bezpośrednią projekcją związaną z jej wspomnieniami. Często sceneria jest zdominowana przez kluczowe przedmioty, czy postacie, nawet odnajdowane fragmenty wspomnień (choć niestety mało spektakularnie przedstawione) zawsze wiążą się w konkretnym tematem. Podoba mi się to, że niczego (może poza ostatnią, Ważną Rozmową) nie wciska nam się tutaj dosłownie i na siłę, otrzymujemy pojedyncze okruchy, nawiązania, aluzje, które pozbierane razem składają się na tragiczną historię dziewczyny.

Sednem rozgrywki są oczywiście wspomniane sekwencje w Krainie Dziwów, która skażona i splugawiona chyli się ku ostatecznemu upadkowi. Znakomitą większość czasu spędzimy skacząc po kolejnych platformach, uruchamiając dźwignie i zawory, nierzadko zmuszeni do bardzo precyzyjnego wyliczania czasu i odległości. Sednem rozgrywki jest konieczność ciągłego pokonywania kolejnych rozpadlin, przepaści, dziur, krawędzi i innych miejsc, w których grozi nam efektowny upadek. Alice: Madness Returns, podobnie, jak pierwsza część, to gra platformowa i w tej roli sprawdza się doskonale.

Gra wymaga uwagi i koncentracji oraz doskonałego opanowania sterowania, któremu w przypadku wersji konsolowej nie mam nic do zarzucenia. Wbrew pozorom i niektórym opiniom, nie jest jednak w jakiś niesamowity sposób trudna. Po otrzaskaniu się z podstawowymi zasadami, nawet średnio zręczny gracz nie powinien mieć problemów z poruszaniem się po kolejnych, lewitujących w przestrzeni fragmentach krajobrazu. Moim zdaniem (co dotyczy zresztą niemalże całej gry), Alice: Madness Returns jest jednym z nielicznych nowych tytułów, w których normalny poziom trudności zasługuje na to miano. Gra jest wymagająca, ale na pewno nie zaporowo trudna. Tym bardziej, że nie grozi nam tu w zasadzie śmierć (Alicja rozpada się na dziesiątki motylków i po chwili wraca), a system autozapisu jest jednym z najbardziej przyjaznych, jakie kiedykolwiek spotkałem.

Nie obędzie się niekiedy bez odrobiny pomyślunku i wyobraźni przestrzennej. Jak większość platformówek, Alice: Madness Returns jest oczywiście liniowa, jednak rozpracowanie drogi do punktu wyjścia wymaga zazwyczaj chwili zastanowienia, wyliczenia odległości, czy choćby ustalenia trasy i szybkości ruchomych platform. Jeśli ktoś uważa to za nudne, wtórne, powtarzalne i bezsensowne, najwyraźniej miał zamiar nabyć kolejnego naładowanego akcją slashera, a nie grę platformową. No dobrze, nie obraziłbym się, gdyby twórcy dodali kilka nowych elementów do zabawy w skakanie, wszak od przybytku głowa nie boli. Jednak, mimo wykorzystywania wciąż podobnych rozwiązań, jakoś nigdy mnie owo skakanie nie znudziło.

Wynika to choćby z faktu, że przy pierwszym przejściu udało mi się zaliczyć 94% gry, czyli odkryć znakomitą większość wszelakich znajdziek. Rozpracowanie każdej kolejnej ukrytej miejscówki, czy pokonanie na pierwszy rzut oka niemożliwej do przejścia trasy za każdym razem sprawiało mi na tyle dużą satysfakcję, że z przyjemnością zaczynałem szukać kolejnych. Alice: Madness Returns jest taką właśnie, wymuszającą bardzo bezkompromisowe podejście grą. Albo zabawa nas wciągnie i będziemy grać przez te przynajmniej kilkanaście godzin dla własnej satysfakcji, albo po prostu znudzi i rzucimy pudełko z płytą w kąt. Oldschool pełną kocią gębą.

W tym miejscu pragnę podziękować panu McGee i ekipie Spicy Horse, że nie dali się zwieść na pokuszenie i walki w Alice: Madness Returns są jedynie dodatkiem do platformowych elementów. Owszem, jest ich dość dużo, jednak nie zdominowały rozgrywki, co było moją największą, początkową obawą. Co więcej, mimo niezbyt dużej różnorodności wrogów i skromnego „uzbrojenia” Alicji, potyczki z przeciwnikami były dla mnie równie satysfakcjonujące, jak elementy platformowe.

O ile walki z kilkoma szeregowymi, czy pojedynczym, pomniejszym bossem nie należą do najtrudniejszych, to już potyczki, w których mamy kilku tych drugich, bądź też mieszane siły, zmuszają nas do ostrego kombinowania i niesamowicie angażują. W Alice: Madness Returns nie ma – i całe szczęście! – czegoś takiego, jak broń uniwersalna. Walka z mieszanymi siłami wroga, to ciągłe uniki, pozostawianie w ruchu, wyczekiwanie na okazję i częste zmiany używanej broni. Szybkie naciskanie spustu nic tu nie daje, musimy poznać sposób na każdego z wrogów, zaplanować kogo eliminujemy w pierwszej kolejności i ściśle trzymać się planu, uważając przy tym na własne zdrowie. W innym przypadku porażka gwarantowana. To dokładnie to podejście do walki w grze zręcznościowej, które lubię najbardziej.

Wspomniałem już o dość ubogim arsenale Alicji, jednak narzekanie na ten element gry byłoby nadużyciem. To mimo wszystko wciąż i przede wszystkim platformówka, a sześć zabawek w zupełności wystarcza, by móc czerpać z rozgrywki satysfakcję. Poza tym, właśnie dzięki temu udało się twórcom osiągnąć rzadko spotykany grach efekt – musimy bowiem nauczyć się korzystania ze wszystkich. Inaczej się nie da. Sama broń jest bardzo klimatyczna; począwszy od znanego doskonale fanom jedynki Vorpal Blade, przez pieprzniczkę pełniącą rolę kaemu, dwuręczny młot w kształcie dziecięcego konika, granatnik z herbacianego czajniczka, eksplodującego Marcowego Zająca, a skończywszy na odbijającej wraże pociski parasolce.

Nasze zabawki (nóż, konia, pieprzniczkę i czajnik) możemy również ulepszać, co czynimy za pomocą znajdowanych w pojemnikach, na mapach i wypadających z wrogów zębów. Każda z broni ma cztery poziomy ulepszenia i biorąc pod uwagę brak skalowania przeciwników, dość szybko zaczynamy dostrzegać płynące z tego tytułu profity. Dlatego też warto sprawdzać w Alice: Madness Returns każdy zakamarek i na bieżąco ulepszać posiadaną broń.

W Alice: Madness Returns dostaniemy także w pakiecie kilka mini-gier, podzielonych na dwie zasadnicze grupy: zabawy zręcznościowe i logiczne. Te pierwsze nawiązują najczęściej do klasycznych platformówek 2D i stanowią całkiem miłą odskocznię od trzeciego wymiaru. Nieco gorzej z zagadkami logicznymi, których nie dość, że niewiele, to na dodatek ich poziom trudności woła o pomstę do bogów. Są tak banalne, że ani jedna nie zmusiła mnie do powtórzenia, czy choćby chwili dłuższego zastanowienia. A taka na przykład „gra w szachy” miała, dzięki całkiem ciekawym zasadom, naprawdę spory potencjał.

Największą wadą Alice: Madness Returns jest techniczna strona oprawy graficznej. O ile same projekty są w znakomitej większości po prostu świetne (matriksowy patent w orientalnej scenerii daje nieziemski klimat), to już samo wykonanie zalatuje mocno amatorką. Zgodzę się z tym, że zbyt sterylna i szczegółowa grafika zabiłaby pewnie część klimatu, ale jakość niektórych tekstur i trafiające się zbyt często problemy z ich natychmiastowym wczytaniem zasługują na „szczególne wyróżnienie”. Przy mocno karykaturalnym, przerysowanym stylu rozczarowała mnie też mimika (a w zasadzie całkowity brak) występujących w grze postaci. Jedynymi momentami, kiedy widzimy wyrażające jakieś emocje twarze, są... stylizowane na dziecięcy teatrzyk, rysowane przerywniki.

O wiele lepiej wypada oprawa dźwiękowa. Głos Kota z Cheshire i jego mruczące „Purrrrrfect”, to absolutne mistrzostwo, nie gorzej wypadają pozostałe postaci opowieści. Szkoda tylko, że rozmów i dialogów w Alice: Madness Returns jest mniej, niż w poprzedniej grze. Nie rozczarowuje też muzyka, choć z drugiej strony nie kupiła mnie w pełni. Po prostu pasuje do gry i nie przeszkadza, w niektórych miejscach dobrze podkreślając charakter lokacji. Wyróżnia się tu jedynie świetny motyw z głównego menu i oparta o mocne bębny muzyka towarzysząca walce. Dla wielu osób, choćby ze względu na specyficzny język i trudne dialogi, poważną wadą będzie też zupełny brak jakiejkolwiek polskiej wersji gry. Nie ma chociażby napisów, więc gracze słabiej znający język Carrolla nie wyłapią wszystkich niuansów i smaczków. Przykre to nieco.

Nowa Alicja nie jest grą doskonałą. Na pewno nie ocenię jej tak wysoko, jak poprzedniczki, która od lat znajduje się w moim ścisłych kanonie najlepszych gier wszech czasów. Jest inna, mniej kojarząca się z psychodelicznym tripem, a bardziej z sennym koszmarem. I wcale mnie to nie dziwi, próba sprzedania po raz drugi tego samego byłaby dla mnie znacznie gorsza. Zamiast więc eksploatowania po raz kolejny tych samych carrollowskich motywów, McGee zaproponował nam podróż na drugą stronę schizofrenii. Całkiem udaną moim zdaniem, choć przez ten wyraźnie widoczny oldschoolowy sznyt zapewne wiele osób od Alice: Madness Returns skutecznie się odbije. A szkoda.

Xbox 360Alice: Madness Returns

  • Artystyczna strona oprawy graficznej
  • satysfakcjonujące elementy platformowe i walka oraz ich balans
  • ciężki i psychotyczny klimat
  • świetny oryginalny dubbing
  • Techniczna strona oprawy graficznej
  • banalne zagadki logiczne
  • brak polskich napisów
  • za mało Kota z Cheshire

Całkiem udany, staroszkolny powrót do spaczonej Krainy Dziwów. Ale jednak nie Purrrrfect

33 komentarzyDodaj swój

Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
G Muradin_07

Muszę nadrobić jedynkę, a potem siadać do dwójki... są wakacje, na wszystko znajdzie się czas :D

Odpowiedz
G Kadaj

Oldschoolowość to IMO najgorsze co może spotkać grę. Już jestem zniechęcony. ;p

Odpowiedz
G Tenebrael

> Oldschoolowość to IMO najgorsze co może spotkać grę. Już jestem zniechęcony. ;p
Oldschoolowość to NAJLEPSZE, co może spotkać grę. Rzygam już tymi nowomodnymi trendami, w których dobra gra to gra liniowa do bólu, oskryptowana gdzie tylko popadnie, tak krótka, że starcza może na jedno popołudnie, napakowana sztucznym patosem, i tak banalnie prosta, że nawet niedorozwój dałby radę przejść ją z palcem w nosie. Dziwią mnie też niskie oceny (4-6/10) w niektórych serwisach branżowych. Czytając recenzje z nimi powiązane, mam wrażenie, jakby ich autorzy kompletnie nie rozumieli idei gry platformowej, i oceniali nową Alicję w kategorii hack'n'slash'a czy innej przygodówki, biadoląc, że walk zbyt mało, że akcja za mało widowiskowa, a z drugiej strony - że zagadki zbyt proste. To nie Tomb Raider, to nie GoW, to nie DMC. To gra platformowa. Dodatkowo, o ile mogę zrozumieć narzekania na grafikę (choć do miana brzydkiej czy wręcz szpetnej to jej raczej daleko), o tyle śmieszą mnie narzekania na poziom trudności. Nie wiem, czy ci recenzenci tak przyzwyczaili się do obecnych produkcji, w których aby nie dać rady czegoś przejść, to trzeba być naprawdę jakimś ćwierćinteligentem, czy co, ale twierdzenie, ze Alicja jest jakaś ultra-trudna (i jeszcze odejmowanie za to punktów z oceny! :P) jest jakimś kiepskim żartem.(EDIT: Dla tych mniej kumatych: powyższe zarzuty oczywiście nie dotyczą recki Myszastego, a niektórych innych recenzji tej gry)

Odpowiedz
G dark_master

hm, czemu tylko mam wrażenie (czytając skrót fabuły tutaj i w innych miejscach) że gra w sumie jest dokładnie o tym samym co poprzednia?

Odpowiedz
Adanos53

zalosna gra. pod wzgledem optymalizacji gorsze od gta4 rofl. po 30 minutach meczenia sie, zadecydowalem iz lepiej sie tego pozbyc.

Odpowiedz
gienek1

"Dla wielu osób, choćby ze względu na specyficzny język i trudne dialogi, poważną wadą będzie też zupełny brak jakiejkolwiek polskiej wersji gry."
...Przynajmniej stówka zostanie w kieszeni-sami sie o to prosili. Jak w EA-Polska pracuja debile, to nie moja wina. Głupich mi nie zal...:/

Ps Fajna recka...:)

Odpowiedz
G Myszasty

> hm, czemu tylko mam wrażenie (czytając skrót fabuły tutaj i w innych miejscach) że gra
> w sumie jest dokładnie o tym samym co poprzednia?
Bo to historia wciąż tej samej i wciąż chorej dziewczyny? Różnice są, choć koncepcja podobna - mam spoilerować? :)

Odpowiedz
G Damianuss1

O proszę jak wysoko :D. Chyba pierwsza tak wysoka ocena na świecie. Według mnie gra jest naprawdę dobra. Świetny klimat i projekty lokacji. Na oprawę, techniczną stronę gry itd fani pierwszej części (w tym ja) przymkną oko ;).

Odpowiedz
mronoth

mialem inne wrazenia i ostatecznie niestety musze zgodzic sie z niskimi ocenami, chociaz powody pewnie mam inne (zadnej recenzji poza pobieznym przejrzeniem tej nie czytalem)

jak dla mnie gra jest zbyt prosta, elementy platformowe sa tak proste, ze juz bardziej nie mogly, nie sprawiaja zadnych trudnosci, a mozna bylo to bardziej rozwinac, juz rayman czy tomb raidery sprawialy jakies trudnosci i dawaly satysfakcje, a tutaj wieje po prostu nuda, alicja moze sie odbic w powietrzu kilka razy wiec zeby gdzies nie doskoczyc trzeba byc naprawde oferma, to samo z banalna walka, przez wiekszosc gry zapomnialem ulepszac bronii a i tak wygrywalem bez problemu, z wiekszoscia przeciwnikow wystarczy spamowac jeden i ten sam przycisk, troche wkurzajaca jest mechanika walki oparta na zlockowaniu przeciwnika, nie lubie tego bo traci mocno konsola wiec z wiekszoscia bilem sie bez tego i dobrze sie to sprawdza, ale z niektorymi przeciwnikami gra nas juz do tego zmusza bo otworzyc parasolke mozna tylko i wylacznie jak zlockujemy przeciwnika, do tego na pc nie da sie ustawic czulosci myszy dla obracania kamery, dobrze, ze akurat byla taka ze szybko sie przyzwyczailem, grafika niektorych leveli jest bardzo dobra, znowu inne wygladaja juz tragicznie, jakby fundusze sie juz skonczyly, unreal engine 3? i dlaczego jest lock na 30fps przy takim poziomie grafiki? inne gry chodza mi w najwyzszych w 50-60fps na ue3 a tutaj (z physixem na minimum) mialem czasem spadki ponizej 30fps, do tego te najazdy kamery po pociagnieciu dzwigni zeby gracz sie nie zgubil (jakby bylo gdzie) itd, ja bym jednak odradzal, ale co kto woli, widac ze gre robili niskooplacani i niedoswiadczeni pracownicy z chin

Odpowiedz
G dark_master

> Bo to historia wciąż tej samej i wciąż chorej dziewczyny? Różnice są, choć koncepcja
> podobna - mam spoilerować? :)
znaczy, chodzi mi o to, że w jedynce niby poznaliśmy "o co chodziło" - obwiniała się za śmierć rodziców, w efekcie jej kraina ucieczki-wonderland zaczęła się sypać tak jak jej psychika, śmierć kolejnych pomagających jej postaci była niejako pogrążaniem się w coraz głębszej rozpaczy, a ostatnim bossem była de facto sama Alicja. Z tym, że na końcu niby okazało się, że niby udało nam się ją uleczyć, a wszyscy bohaterowie zostali wskrzeszeni w wersji przed-psychodelicznej.Dwójka zaś, jakiej recenzji bym nie czytał i czyjej opinii nie wysłuchał, wpisuje się dokładnie w ten sam schemat, więc to nie tyle sequel i "powrót szaleństwa" co wręcz remake. Nie wiem, może w szczegółach bardziej się to różni, stąd pytanie do kogoś kto przeszedłWięc jeśli spoilery nie będą jakieś mega znaczące (bo grę kupię jak spadnie do classica) to się nie obrażę ;)

Odpowiedz
G Myszasty

> Więc jeśli spoilery nie będą jakieś mega znaczące (bo grę kupię jak spadnie do classica)
> to się nie obrażę ;)
>
Schemat podobny, owszem, ale o tym już pisałem. Teraz oczywiście trauma po pożarowa powraca, co Alicja zawdzięcza... No właśnie i tu już trafiamy na mega-spoiler. Powiem tylko, że w AMR dowiadujemy się ze szczegółami skąd pożar, czemu zginęła w nim prawie cała rodzina etc. A podano to na tyle zgrabnie, że można się wielu rzeczy wcześniej domyślić, ale pewności nie ma.

Odpowiedz
G Don_Sosneone

Obecni recenzenci to i serię Legacy of Kain by uwalili, choćby nie wiem, na jakim silniku hulała.

Odpowiedz
G MisticGohan_MODED

Gra jest spoko i ultra-klimatyczna :]
Muzyka też wprowadza w ten genialny nastrój :]

Odpowiedz
G Moooras

Bardzo sympatyczna recka, dokładnie tego oczekiwałem od nowej Alicji. A co do spolszczenia to pewnie za niedługo jakaś fanowska grupa sie tym zajmie (wtedy dajcie o tym stosownego niusa, dobrze?)

Odpowiedz
G Tenebrael

> Bardzo sympatyczna recka, dokładnie tego oczekiwałem od nowej Alicji. A co do spolszczenia
> to pewnie za niedługo jakaś fanowska grupa sie tym zajmie (wtedy dajcie o tym stosownego
> niusa, dobrze?)
Możliwe że nawet ja się tym niedługo zajmę, jak tylko będe mieć troszkę mniej roboty. Bo samo tłumaczenie nie powinno nastręczyć jakichś ogromnych problemów - prosta edycja kilku plików.

Odpowiedz
Gosu

Ja kupilem ta gre na PS3, dostalem tam pierwsza czesc, szczerze, jedynka mnie przerazila, juz nie tyle grafika co dziwaczna walka i chodzeniem na strefy, ale to stara gra wiec sie tym nie przejalem. Druga czesc natomiast jest swietna, wspanialy pokrecony swiat Alicji taki jaki powinien byc, bo spora ilosc ludzi mysli ze Alicja w krainie czarow to byla ksiazka/bajka dla dzieci, a nic bardziej mylnego. Takze zgodze sie z recenzja na gram.pl i tez nie rozumiem dlaczego na innych serwisach ta gra dostaje takie niskie noty.

Co do pretesji o brak polskiej wersji, to ja bym sie z tym nie wychylal, zeby nie znac w dzisiejszych czasach chociaz na tyle angielskiego zeby grac w gre, to juz zwykle lenistwo.

Odpowiedz
G dark_master

> Co do pretesji o brak polskiej wersji, to ja bym sie z tym nie wychylal, zeby nie znac
> w dzisiejszych czasach chociaz na tyle angielskiego zeby grac w gre, to juz zwykle lenistwo.
to że rozumiem co się do mnie po angielsku mówi nie oznacza, że zaraz jestem w stanie czytać poematy szekspira w oryginale. Prosty przykład w drugą stronę - w W2 co chwila masz "chędożyć", i o ile polak wie o co chodzi lub zrozumie z kontekstu, to ktoś kto tylko uczył się polskiego jako języka obcego już niekoniecznie.

Odpowiedz
Gosu

> to że rozumiem co się do mnie po angielsku mówi nie oznacza, że zaraz jestem w stanie
> czytać poematy szekspira w oryginale. Prosty przykład w drugą stronę - w W2 co chwila
> masz "chędożyć", i o ile polak wie o co chodzi lub zrozumie z kontekstu, to ktoś kto
> tylko uczył się polskiego jako języka obcego już niekoniecznie.
Jak dla mnie kiepski przyklad. Jezyk polski nie otacza ludzi z innych krajow z kazdej strony, jak angielski. Ja sie tego jezyka nie uczylem ani w szkole ani prywatnie a jednak umiem go na tyle zeby moc grac w gre po angielsku, wystarczy chciec. Poza tym popadasz w skrajnosc, ja nie wymagam zeby kazdy czytal poematy szekspira ale zeby chociaz umial podstawy, bo w grach najczesciej uzywane sa bardzo proste slowa.

Odpowiedz
G Myszasty

> Jak dla mnie kiepski przyklad. Jezyk polski nie otacza ludzi z innych krajow z kazdej
> strony, jak angielski. Ja sie tego jezyka nie uczylem ani w szkole ani prywatnie a jednak
> umiem go na tyle zeby moc grac w gre po angielsku, wystarczy chciec. Poza tym popadasz
> w skrajnosc, ja nie wymagam zeby kazdy czytal poematy szekspira ale zeby chociaz umial
> podstawy, bo w grach najczesciej uzywane sa bardzo proste slowa.
>
Ja podobnie, jestem totalnym samoukiem, stąd np. częsta, "własna interpretacja" wymowy. I nie ma tu żadnej ściemy - angola się na cRPG-ach i przygodówkach nauczyłem. Tak, czy inaczej, akurat w Alicji tłumaczenie wielu osobom by pomogło. Tekstu nie ma zaporowo dużo, ale zdarzają się gierki słowne, a sam język jest chwilami nieco stylizowany. Krótko: sens ktoś słabo znający język wyhaczy, niuanse już niekoniecznie.

Odpowiedz
G dark_master

> Jak dla mnie kiepski przyklad. Jezyk polski nie otacza ludzi z innych krajow z kazdej
> strony, jak angielski. Ja sie tego jezyka nie uczylem ani w szkole ani prywatnie a jednak
> umiem go na tyle zeby moc grac w gre po angielsku, wystarczy chciec. Poza tym popadasz
> w skrajnosc, ja nie wymagam zeby kazdy czytal poematy szekspira ale zeby chociaz umial
> podstawy, bo w grach najczesciej uzywane sa bardzo proste slowa.
>
no to w takim razie komentujesz coś czego wyraźnie nie czytałeś (poza podsumowaniem plusów i minusów), bo myszasty w recce zaznaczył że nie chodzi o to, że jest tylko angielski, ale o to, że występujący w tej grze angielski nie jest na poziomie tak niskim, że nawet półanalfabeta go zrozumie.EDIT:no masz, teraz dopiero widzę że myszasty sam wcześniej odpowiedział. All hail gramowy podgląd "odpowiedzi na twoje posty"

Odpowiedz
Gosu

> no to w takim razie komentujesz coś czego wyraźnie nie czytałeś (poza podsumowaniem plusów
> i minusów), bo myszasty w recce zaznaczył że nie chodzi o to, że jest tylko angielski,
> ale o to, że występujący w tej grze angielski nie jest na poziomie tak niskim, że nawet
> półanalfabeta go zrozumie.
> EDIT:
> no masz, teraz dopiero widzę że myszasty sam wcześniej odpowiedział. All hail gramowy
> podgląd "odpowiedzi na twoje posty"
Moj komentarz odnosil sie raczej do ludzi ktorzy plakali i wyzywali EA za brak polskiej wersji, nawet zrobilem osobny akapit w mojej wypowiedzi, to co odnosilo sie do recki bylo wyzej :) Ja jakos nie mialem problemu ze zrozumieniem zagadek w Alice, a tez jak Myszasty jestem samoukiem angielskiego glownie z filmow i gier MMO. Poza tym jesli bym czegos nie zrozumial zawsze jest slownik lub google, no chyba ze jak juz wspomnialem ktos jest zbyt leniwy.

Odpowiedz
moll666

Ja bym tej grze postawił 9/10
W porównaniu do dzisiejszego syfu na rynku 11/10

Odpowiedz
Illusion

Mało kota z Cheshire? Bleee...

Odpowiedz
G hans_olo

Wszystko fajnie, ale czy w Polsce Alicja jest dystrybuowana tylko przez internet? Oblazłem prawie wszystkie salony w Poznaniu i nigdzie jej nie ma.

Odpowiedz
G Myszasty

> Mało kota z Cheshire? Bleee...
Po prostu mogłoby być więcej. Zajebistość jego głosu i wyglądu na to zasługuje. :)

Odpowiedz
G wojcio102

Jestem z Poznania i grę na 100% masz w Plazie(Empik), Pestce(Saturn) i King Crossie(Media Markt, Empik) :)Byłem wczoraj w każdej z trzech w/w galerii i gra kurzyła się na półkach.Ale i tak kupuj na Gramie ;]

Odpowiedz
G hans_olo

> Jestem z Poznania i grę na 100% masz w Plazie(Empik), Pestce(Saturn) i King Crossie(Media
> Markt, Empik) :)
Za daleko ode mnie. Chyba w końcu zamówię przez internet.

Odpowiedz
IntegraHellsing

W grę zaopatrzyłam się kilka dni temu(również wersja na xbox360) i jestem z niej bardzo zadowolona. Zarówno lokacje jak i postaci wyglądają niesamowicie, są wykonane starannie i pomysłowo. Do tego genialna muzyka, wszechobecna aura mroku i tajemnicy. Jak dla mnie bomba :).

Odpowiedz
Tieru

Niniejsza recenzja wraz z tą z CD-Action przekonały mnie do zakupu gry , muszę tylko uzbierać pieniądze :D
Mam od razu pytanie: czy na płycie DVD z grą znajduje się rzeczywiscie także wcześniejsza część ALice American Mcgee (info z CD-Action) ?

Odpowiedz
aniath93

Mam Alicję na PC i uważam.. że jest świetna ;D
Nie grałam długo w jedynkę, więc nie mogę porównać tych gier do siebie.
Z ciekawości włączyłam pierwszą część, która jest dołączona do nowej Alicji, ale dosłownie po zaledwie dwóch minutach ją wyłączyłam.. grafika jest okropna. No ale wiadomo, gra jest stara i trzeba to brać pod uwagę.
Nowa Alicja w pełni mnie zadowoliła. Przyznam, że podobają mi się mroczne klimaty, krwawe walki, których w tej grze nie brakuje. Grafika jest na 5+. Postaci nie są realistyczne, mimo, że w większości gier, producenci dążą właśnie do tego. Twórcy Alice stworzyli coś innego. Gdy włączyłam tą grę, opadła mi szczęka. Lokacja i bohaterowie byli świetnie narysowani. I do tego oprawa dźwiękowa. Muzyka doskonale podkreśla klimat gry. Dialogi też są niczemu sobie.
W skrócie, gra jest świetna i z całego serca ją polecam ;)

Odpowiedz
G Pupu2

Rozwine wypowiedź Ani i dodam coś od siebie.

Grafika sprawia wrażenie przestarzałej technologicznie. tekstury są niskiej rozdzielczości, obiekty kanciaste. Brak mimiki twarzy (choc zastanawiam się, czy to nie celowy zabieg) Particle, elementy działające na physix oraz nieliczne animacje są wykonane na piątkę wg dzisiejszych standardów.

Bardzo mocną stroną w oprawie wizualnej jest STYL! Crysis, Battlefield zachwyca starannością wykonania i technicznie wysoką jakością graifki, ale to co prezentuje mniej więcej pokazuje to co widzimy na codzień (wspomniany realizm). Grając w człowiek zachwyca się pomysłowością i wyobraźnią twórców. Wykreowany świat jest wspaniały, a lokacje różnorodne.

Sama gra jest 2x dłuższa niż się spodziewałam. W wiele platformówek nie było mi dane grać, ale względe, ostatniej jest niebo a ziemia jeśli chodzi o gameplay, na korzyść dla Alice Madness Returns. Jest masa skrytek, dodających smaczku. Zmienialne w menu głównym stroje i bronie. Pomimo iż gra jest liniowa, to areny są złożone i się fajnie rozgałęziają.

Odpowiedz
Temari14

Mam Alicje na PC. Moim zdaniem jest ona świetna !!! Spolszczenie to nic ważnego.Angielskiego zawsze można się nauczyć, chociaż nie rozumiem jak ktoś w tym wieku mogłby, nie znać angielskiego! Grafika jest przepiękna, zachwyca kolorami jak i innymi rzeczami. Zagadki są jakie są ! Kota masz na każdym level'u po kilka razy !! Dude o co Ci chodzi !! Alice jest zachwycającą i piękną grą !!! Moim zdaniem krew i takie psychiczne rzeczy dodają tej grze klimatu ! Polecam każdej dziewczynie bo sama nią jestem :)

Odpowiedz
Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
Najnowsze

Betrayer - recenzja

3
Patryk Purczyński

W królestwie czerni, bieli i czerwieni eksploracja dominuje nad akcją, a wszystko to pięknie spowija świetne udźwiękowienie. Gdyby jeszcze obyło się bez tych jakże oczywistych ułomności...

Czytaj dalej 
Lubisz nas?