InformacjeInne

Gry nienarodzone - Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned

... Michał Nowicki

Dziś w naszych Grach nienarodzonych pozycja całkiem świeża, bo skasowana ledwie pół roku temu, w październiku 2010 roku. Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned miała być trzecią produkcją również nieistniejącego już studia Propaganda Games i siódmą grą wykorzystującą filmową licencję. Oczywiście nigdy nie powstała.

Dziś w naszych Grach nienarodzonych pozycja całkiem świeża, bo skasowana ledwie pół roku temu, w październiku 2010 roku. Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned miała być trzecią produkcją również nieistniejącego już studia Propaganda Games i siódmą grą wykorzystującą filmową licencję. Oczywiście nigdy nie powstała.

Zanim jednak przejdziemy do mniej lub bardziej prawdopodobnych przyczyn tego stanu rzeczy, przyjrzyjmy się bliżej naszemu dzisiejszemu nieboszczykowi. Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned mogło, jeśli wierzyć zapowiedziom twórców, stać się najbardziej ambitną i najciekawszą z gier wykorzystujących tę markę. W przeciwieństwie do większości poprzednich tytułów, będących typowym odrywaniem kuponów, gra tworzona przez Propaganda Games wyróżniała się otwartym światem, nieliniową rozgrywką i sporą dawką elementów charakterystycznych dla produkcji cRPG.

Akcja Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned umieszczona była przed wydarzeniami z filmowej sagi i miała miejsce najprawdopodobniej około 1707 roku. Niemniej tytuł wykorzystywał wszystkie elementy świata i charakterystyczny setting, który mieliśmy okazję poznać w filmach. Fabuła gry koncentrować miała się wokół głównego bohatera, Jamesa Sterlinga.

Ten, podczas swej pierwszej wyprawy na Karaiby, ginie w bitwie morskiej, zabity przez opętanego hiszpańskiego admirała Maldonado. Zostaje jednak przywrócony do życia i dostaje drugą szansę, by wypełnić swe przeznaczenie. Zabawę najprawdopodobniej zaczynalibyśmy od naprawienia wraku legendarnego pirackiego statku, „Nemesis”, a następnie poszukiwania rozrzuconych po świecie kluczowych elementów jego wyposażenia. Po doprowadzeniu okrętu do stanu pełnej sprawności, mieliśmy wyruszyć na poszukiwania uwięzionej morskiej bogini Calypso.

Przez Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned miało się przepleść poza nią kilka innych postaci znanych z filmów i gier, takich, jak choćby pełniący na „Nemesis” funkcję zastępcy kapitana Hector Barbossa, czy kapłanka voodoo Tia Dalma.

Najważniejsze jednak, że gra stawiała na wiele naprawdę znaczących wyborów. Na załączonych filmikach z rozgrywki dobrze widać, że nawet w stosunkowo prostych zadaniach musielibyśmy podejmować ważne decyzje, które – najprawdopodobniej – mocno zmieniałyby rozgrywkę w skali mikro. Nie zapomniano również o skali makro, wprowadzając prosty mechanizm – w zależności do naszego postępowania, czy kluczowych decyzji zbliżalibyśmy się do archetypu „bohaterskiego” zawadiaki (Jack Sparrow) lub zaprzedanego mrocznym siłom potwora (Davy Jones). I właśnie to – w połączeniu z relatywnie otwartym światem – mogło stanowić o potencjalnej sile Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned.

Według przedstawionych przez twórców informacji, otwarty świat gry miał rządzić się własnymi prawami, choć niektóre z podjętych przez nas decyzji mogły wpływać na zachowanie sterowanych przez SI postaci. Mógł mieć na to wpływ chociażby fakt, że poprzez wspomniane decyzje zawieraliśmy sojusze, bądź stawaliśmy się wrogami obecnych w grze frakcji.

Rozgrywkę w Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned najprościej byłoby określić mianem action-RPG – zarówno w warstwie lądowej, jak i morskiej. Niewiele wiadomo na temat statku i ewentualnie załogi, na pewno rozwijał się nasz bohater. Wraz z postępami w grze uczył się nowych, specjalnych ataków, z których cześć oparta była na wyborze między jasną a ciemną „stroną mocy”. Bohatera obserwowaliśmy w widoku zza pleców, zaś sama walka mogła kojarzyć się z grami hack’n’slash; przeciwnicy mieli jasno określoną żywotność, nasze ataki zadawały konkretną liczbę obrażeń, możliwe były trafienia krytyczne, wrogowie charakteryzowali się opornościami.

Tak, czy inaczej Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned, mimo niezwykle zachęcających opinii zarówno graczy, jak i nas, pismaków, trafiło ostatecznie do piachu. 13 października 2010 roku oficjalnie ogłoszono zaprzestanie dalszych prac nad grą. Studio Propaganda Games pracowało już w tym czasie nad TRON: Evolution i właśnie tam skierowane zostały całe siły zespołu. Przy Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned pracowało około 100 osób, ale tylko część z nich oddelegowano do pracy nad drugim tytułem,. Reszta wylądowała na bruku.

W sieci zaczęły za to pojawiać się plotki, jakoby zakończenie prac nad Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned wynikało ze... zbyt poważnego i realistycznego przedstawienia piratów w grze. Gra była już bliska ukończenia, jednak Disney uznał, że nie ma ona szans na otrzymanie kategorii wiekowej pozwalającej na sprzedaż dzieciom. Oznaczałoby to, że gra miałaby wyższą kategorię wiekową niż filmy, co nie było w interesie właścicieli studia. Oczywiście, jak już wcześniej napisałem, są to jedynie plotki i niepotwierdzone „przecieki”, które pojawiły się między innymi na twitterowym koncie Veracious Shit.

Tak, czy inaczej, wkrótce potem dokonało się przeznaczenie samego studia. Po zakończeniu prac nad TRON: Evolution, Disney ostatecznie zamknął Propaganda Games w styczniu 2011 roku. Szkoda, bo miałem naprawdę spore nadzieje na choć jedną dobrą grę z serii Pirates of the Caribbean.

Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned - Galeria

Pirates of the Caribbean: Armada of the Damned - Wideo

Najnowsze
Lubisz nas?