Poradnik modnego nienawistnika growego

Łukasz Wiśniewski
2011/05/31 17:25

Zjawisko to obserwujemy od jakiegoś czasu, zwłaszcza w sieci. Na blogach i w formie komentarzy pojawiają się pełne lansu wpisy radykalnych osobników, dotyczące pewnych gier. Dla każdego, kto chciałby dołączyć do elitarnego "ruchu hejterskiego", ale nie wie jak to zrobić, przygotowaliśmy specjalny poradnik.

Zjawisko to obserwujemy od jakiegoś czasu, zwłaszcza w sieci. Na blogach i w formie komentarzy pojawiają się pełne lansu wpisy radykalnych osobników, dotyczące pewnych gier. Dla każdego, kto chciałby dołączyć do elitarnego "ruchu hejterskiego", ale nie wie jak to zrobić, przygotowaliśmy specjalny poradnik.

Postaraliśmy się zebrać kilka podstawowych zasad, które pozwolą wam być na topie i tworzyć autorytatywne, pełne nienawiści wpisy o odpowiednich grach. Postępowanie zgodnie z tymi wytycznymi powinno zapewnić każdemu cynkowską widoczność na dowolnym forum i dodać sporo do lansu każdemu blogaskowi. Dzięki temu wyróżnicie się z szarego tłumu podążającego za wykreowanymi przez marketing modami i ustawicie się w pozycji outsiderów wiedzących lepiej.

ZASADA 1: Starannie dobieraj cel

Nie każda gra nadaje się do popisowego nienawidzenia. Zdecydowanym błędem jest wybieranie pozycji ewidentnie słabych, bo możecie w tym momencie utonąć w tłumie. Do tego obok waszych wpisów pojawią się inne, co gorsza niektóre z nich rozbudowane i merytoryczne. A wpis merytoryczny to wasz wróg, o czym później. Wybranie sobie na cel takiego Quantum Theory to błąd, ma słabe recenzje i mało kto to kupił, wiec nie rozdrażnicie nikogo.

ZASADA 1: Starannie dobieraj cel, Poradnik modnego nienawistnika growego


Idealnym celem są gry, cieszące się wielomilionową sprzedażą. W wypadku pojedynczego tytułu ustawcie sobie poprzeczkę na 2-3 milionach, jeśli na cel bierzecie cykl, musi on rozejść się przynajmniej w ilości 5 milionów. Nieco niższy próg sprzedaży wymagany jest przy reaktywacjach znanych serii, jeśli bierze się za to inne studio. Doskonałym celem jest w tym wypadku najnowsza odsłona serii Call of Duty - wielomilionowa sprzedaż gry, dziesiątki milionów nabywców w skali serii, no i zmiana dewelopera. Bingo!

Ważnym jest też, by gra miała jednocześnie sporo wysokich ocen i intensywną kampanię reklamową. Po pierwsze atak na nią automatycznie ustawia was w pozycji outsidera, po drugie otwiera się cały wachlarz nowych możliwości, w tym miotanie zarzutów o sprzedaż recenzji. Koniecznie unikajcie gier kultowych, prawdziwy outsider musi je doceniać, nawet jeśli ich w życiu na oczy nie widział (do tego jeszcze zresztą wrócimy).

Teraz szybkie ćwiczenie, generujące odpowiednie nastawienie. Wyobraźcie sobie wielomilionowy tłum robotów z zaprogramowanymi mózgami, maszerujący doliną gdzieś ku zagładzie. Teraz zobaczcie siebie w roli garstki bohaterskich rebeliantów (walczących za przegraną sprawę, ma się rozumieć), stojących w rozwiewanych wiatrem płaszczach na szczycie skały, gdzieś nad tym pochodem... Czyż to nie wspaniałe uczucie?

ZASADA 2: Unikaj kontaktu z ofiarą

Gdy już wybierzecie grę do nienawidzenia publicznego, nie próbujcie w nią grać. Jeśli z jakichś powodów musicie, ograniczcie się do kwadransa na komputerze/konsoli znajomych i nie omieszkajcie im uświadomić, jak tragiczny produkt nabyli. Dzięki unikaniu kontaktu z waszą ofiarą zyskujecie już na starcie. Po pierwsze zaoszczędzicie gotówkę, po drugie zaś unikniecie ryzyka zachwiania się w swej niewzruszonej opinii. Last but not least - staniecie się całkowicie niepodatni na dyskusje merytoryczne.

Nie trzeba chyba dodawać, że jeśli pograliście wcześniej w jakąś grę, nie nadaje się ona do nienawidzenia w modnym stylu i trzeba szukać innego celu. Zawsze się bowiem może zdarzyć, iż nieświadomie w pamięci zachowacie jakieś dobre cechy owego produktu, a to słabość, która może was kiedyś zgubić. Lans wymaga używania argumentów, które nie wynikają ze znajomości gry. Z hejterstwem jest tak, jak z fanbojostwem - ta postawa wymaga całkowitej, dziewiczej czystości poglądów.

ZASADA 3: Odnoś się do gier kultowych

Spokojnie, nie znaczy to, że trzeba owe kultowe gry znać z autopsji. Bez przesady, pewne rzeczy są kultowe i każdy o tym wie. Faktycznie, jeśli je kiedyś poznaliście (dawno, dawno temu) to zostały wam w pamięci same ogólne pozytywne impresje - to się może przydać. Bez sensu jest zabierać się za granie teraz, kto by szamotał się z kultowymi starociami, ryzykując kontakt z wielkimi pikselami i - co gorsze - odkrycie ułomności o których po latach się nie pamięta? Zresztą wystarczy wam kilka ogólników na temat kultowych pozycji, by zachować odpowiedni poziom lansu.ZASADA 3: Odnoś się do gier kultowych, Poradnik modnego nienawistnika growego

Posłużmy się może praktycznym przykładem. Jeśli postanowiliście nienawidzić grę Dragon Age: Początek, podpierajcie się kultowym Baldur's Gate (uwaga: przy Dragon Age II nie jest to prawidłowa strategia, takie porównanie naraziłoby was na kompromitację). Klasyczną pozycja wyjściową jest tu ilość walk. Otóż w kultowym BG było ich znacznie mniej niż w znienawidzonym DA. Co z tego, że opinia ta jest z palca wyssana? Ważne, iż jest obiegowa i przydatna. Do tego nikt nie zaprzeczy temu inaczej, niż sięgając po lamerskie argumenty merytoryczne, a takich dyskutantów można spokojnie ignorować, bo są nudni i bardziej passe, niż nawet określenie "passe". Wy zaś musicie być na topie, modni i nieprzejednani.

ZASADA 4: Wyprzedzaj fakty

Nie ukrywajmy: łatwiej jest nienawidzić gier, które dopiero mają się ukazać. Mało o nich wiadomo, więc odpada konieczność robienia uników przed merytorycznymi argumentami. Można pojechać po bandzie i nikt was nie skontruje w sposób, którego nie dałoby się przekuć na dodatkowy lans. Wybierając sobie grę na cel, należy koniecznie pamiętać o kwestii doboru opisanej w ZASADZIE 1, reszta pójdzie gładko. Kontaktu z ofiarą i tak nie macie, bo gry nie ma na rynku, a nawet jak się ukaże, to albo jej nie kupicie, albo nawet i nabędziecie, ale ten fakt przemilczycie. Zawsze też można się w tym ostatnim przypadku przerzucić na nowy cel i już po problemie. Grunt, aby cel był dobrze rozreklamowany, zobaczcie te miliony odsłon trailera:

GramTV przedstawia:

No właśnie Modern Warfare 3 to rewelacyjny przykład. Na teaserze czy trailerze da się zbudować całkiem potężną wieżę nienawiści, choć filmiki pokazały tyle co nic. Jak najbardziej jest wskazana krytyka oprawy graficznej, bo przecież krótkie ujęcia ze skompresowanego przez YouTube wideo nie pozwolą nikomu na techniczne skontrowanie zarzutów. Jeśli już ktoś stanie z wami do dyskusji, to taka osoba będzie należała do grupy pozornie opozycyjnej, jednakże w rzeczywistości sprzymierzonej - i tu się kłania następna zasada...

ZASADA 5: Fanboje są po właściwej stronie

Pamiętajcie, że osoby bezgranicznie oddane jakiemuś produktowi również działają profesjonalnie jak wy, dla lansu. Łączy was tak wiele, że różnice widać dopiero pod mikroskopem. Do pewnego momentu w sieciowej rozmowie będziecie się więc wzajemnie wspierać w budowaniu nieprzejednanych wizerunków, mimo, iż pozornie pozostaniecie w opozycji do siebie. To, że macie tyle wspólnego nie znaczy też, że nie możecie w sobie wyhodować głębokiej animozji czy szczerej nienawiści do fanbojstwa - z technicznego punktu widzenia nie ma to znaczenia.

Istnieje jednakże paskudna pułapka, w którą łatwo wpaść. Po jakimś czasie na polu dyskusji pozostaniecie już tylko wy i fanboje-adwersarze. Reszta rozmówców przestanie odwiedzać daną stronę czy wątek na forum, albo wstanie od stolika, jeśli działać będziecie w realu, nie wirtualu. To sytuacja o tyle niepożądana, że bez widowni nie ma odpowiedniego lansu. Trzeba wtedy koniecznie przenieść się gdzie indziej, ale przecież nie można zostawić przeciwnika na polu bitwy, bo jeśli ktoś tam zajrzy, zobaczy jego tryumf. W takiej sytuacji należy koniecznie zastosować unik do przodu, na przykład wyciągnąć kilka słów z kontekstu i udowodnić, że rozmówca jest poniżej waszego poziomu. Łatwiej też po prostu sięgnąć po artylerię, czyli...

ZASADA 6: Wykorzystuj memy

Sieciowe memy to potęga. Są sprawdzone, popularne i modne - oczywiście te, które nie stały się przestarzałe, jak chociażby lolkoty, które wyszły z mody kilka lat temu i dziś użycie ich narazi was na uśmiechy politowania. Dzielimy je na słowne i obrazkowe, tak najogólniej. W poszukiwaniu źródeł memów najprościej jest udać się tam, gdzie - jak mówią żałosne sieciowe sztywniaki - umiera ludzka inteligencja. Tak, chodzi o 4chan, z jego całą obscenicznością, wulgarnością i fabryką najpotężniejszych memów. To tam narodziła się sówka mówiąca "O RLY?", stamtąd sieć zalała fala prostych komiksów z "rage face". Dla ułatwienia mamy dla was prosty szablon związany z tym ostatnim memem:ZASADA 6: Wykorzystuj memy, Poradnik modnego nienawistnika growego

Pamiętajcie, że cześć memów jest najnormalniej w świecie zabawna. Te odpadają. Koniecznie używajcie tylko takich, które są nacechowane złośliwością i mogą być odebrane jako obraza. Zależnie od sytuacji, wasz przeciwnik po prostu zaniecha dalszej dyskusji (zwycięstwo w patowej sytuacji opisanej przy okazji ZASADY 5), albo zostanie wytrącony z równowagi i da się go sprowadzić na pożądany poziom wymiany zdań, o czym więcej już za chwilę...

ZASADA 7: Unikaj merytorycznych dyskusji

Ten temat dyskretnie przewijał się wcześniej, przy wyjaśnianiu innych zasad. Teraz pora wreszcie wyłuszczyć, dlaczego merytoryczne dyskusje całkowicie odpadają, jeśli chcecie być modnymi nienawistnikami growymi. Zacznijmy od tego, że wdawanie się w takie dysputy to koszmarna strata czasu. Aby mieć podstawy merytoryczne, trzeba śledzić źródła i wczytywać się w detale. W praktyce oznacza to, że wygenerowanie jednego wpisu opartego na faktach i ich analizie pochłania tyle czasu, co wrzucenie w sieć około dwudziestu tekstów czysto hejterskich. Przy założeniu analogicznej długości... łatwo z tego dalej wyliczyć, ze zwykłych, krótkich wypowiedzi wyjdzie nie dwadzieścia, a circa sześćdziesiąt. Rachunek jest prosty...

Oprócz zysku czasowego, dającego wam możliwość wylansowaniu się w wielu miejscach w ciągu godziny, dochodzi też ważna kwestia minimalizacji ryzyka. Nie mając kontaktu z nienawidzoną grą (patrz ZASADA 2) siłą rzeczy w merytorycznych przepychankach przegracie. Dla własnego dobra lepiej jest nawet nie wgryzać się w czyjeś wypociny, bo zawsze może znaleźć się tam coś, co osłabi waszą determinację - umówmy się, nie każdy jest z natury odporny na wszelkie argumenty. Tak więc stosujemy ogólniki nasączone jadem i poczuciem wyższości, co skutecznie odbiera miłośnikom merytorycznych dysput jakąkolwiek broń, zdolną nas pokonać. Jeśli na dodatek uda nam się sprowadzić ich do ustawionego w ten sposób poziomu dyskusji, są nasi. Z doświadczonym nienawistnikiem nie będą mieli żadnych szans i zapewnią nam spektakularne zwycięstwo.

ZASADA 8: Kontestuj oceny, opieraj się na własnej skali

Jeśli nie chcecie stosować się do ZASADY 4 i wolicie wybierać na ofiary gry istniejące na rynku, prędzej czy później natraficie na ich recenzje. Tu zawsze jest pole do popisu, bo w zasadzie nie ma szans napotkać oceny na tyle niskiej, by w waszej prywatnej hejterskiej skali nie była ona zbyt wysoka. Zadanie ułatwia to, że portale i pisma (z pewnymi wyjątkami) od jakiegoś czasu stosują skalę ocen 6-10. No i oczywiście zgodnie z wcześniejszymi założeniami, nie należy wybierać na ofiarę gry autentycznie złej. Dzięki temu łatwo jest sprzeciwić się ocenie i wystawić własną metryczkę, najlepiej mieszcząca się w granicach 1-4 w skali do 10 punktów.

Przy kwestionowaniu ocen otwiera się cała gama nowych możliwości podbudowania swego wizerunku nienawistnika. Zaczynając od rzeczy całkowicie oczywistych, czyli personalnych wycieczek pod adresem recenzenta, na zarzuceniu sprzedaży recenzji kończąc. Jeśli kontestujecie recenzję z czasopisma, mamcie o tyle łatwiej, że jej autor zwykle się nie pojawi, jednocześnie jednak tracicie kilka dogodnych okazji do lansu. Jeśli robicie to pod tekstem w sieci, autor może się wdać z wami w dyskusję. Ma jednak skrępowane ręce, bo musi zachować swój wizerunek profesjonalisty, czyli stosować niewydajne i drętwe odpowiedzi merytoryczne. Uzasadnienie jego punktu widzenia zajmie o wiele dłużej niż wpisanie LMAO, czy nawet ROFLMAO, prawda?

Ogólnie z dziennikarzami czy blogerami postępujcie zgodnie z ZASADĄ 7, a wszystko pójdzie dobrze. Przy okazji dorzucajcie wspomniane ciut wyżej docinki ad personam, by wyprowadzić sztywniaka z równowagi. Jeśli na własnym blogu zacznie się ciskać i kłócić z wami, to tak naprawdę nie będzie to już jego blog, a wasz. Przy profesjonalnych portalach należy uważać na reakcję moderatorów, ale i ich da się zaprząc do roboty. Wystarczy umiejętnie wyprowadzić dziennikarzynę z równowagi i już rysuje się szansa, iż napisze coś, za co w robocie dostanie naganę. Ogólnie hejtowanie pod recenzjami to świetna zabawa, ale trzeba uważać, bo konkurencja jest duża, a w tłumie trudno się wylansować odpowiednio skutecznie.

ZASADA 9: Używaj stwierdzeń arbitralnych

Na koniec coś w zasadzie oczywistego, ale wartego podkreślenia. Jeśli sytuacja wymaga tego, by stworzyć dłuższą wypowiedź - a może się tak zdarzyć w toku dyskusji, choć to nieefektywne pod względem poświęconego czasu - musi ona być w pewien sposób domknięta. Niech będzie raczej oświadczeniem, do tego wygłoszonym z absolutną wyższością, a nie przyczynkiem do dyskusji. Weźcie głęboki wdech, poczujcie w sobie pogardę do innych i bądźcie świadomi własnej wszechwiedzy - powinno się udać.

Kiedy może zajść taka konieczność? Cóż, to już wyższa szkoła jazdy jeśli idzie o hejterstwo. Otóż czasem, obserwując potencjalnych rozmówców, można się zorientować, że hołdują oni kretyńskiej zasadzie "nie karmić trolla" - czyli nie odpowiedzą na większość stosowanych przez was zagrywek. Trzeba ich najpierw zmylić, sprawić, iż będą całkowicie nieprzygotowani na rozwój wypadków. Doświadczony nienawistnik w takich sytuacjach stara się sprawić pozory przynależenia do ich grupy i dopiero, gdy dadzą się wkręcić, odpala cały arsenał swych mistrzowskich sztuczek. Miejmy nadzieję, że po lekturze tego poradnika szybko dołączycie do własnie tej elitarnej grupy hejterów, zdolnych pokonać każdego niewyszkolonego rozmówcę...

Komentarze
96
Usunięty
Usunięty
06/06/2011 15:29

Dzięki za umilenie końca dnia w pracy ;-) Przyznam przeczytałem od deski do deski. Dobry art! :-)

Usunięty
Usunięty
02/06/2011 13:49
Dnia 01.06.2011 o 22:20, Tenebrael napisał:

To bardzo proste. Albo autor nie grał/nie pamięta gry, do której nawiązuje, a pisze o niej z pełną pewnością siebie (ergo, jest hejterem wedle własnej miary), albo celowo wprowadza w błąd, licząc, że inni nie grali i się nie zorientują (wtedy wychodzi na to, że też jest hejterem). Innych możliwości nie widzę.

Chodzi o to, że BG samo nie zachwycało zastraszającą ilością modeli postaci o czym czasami zapominają ludzie którzy WSZYSTKIE znalezione wady nowego cRPG przyrównują właśnie do starych gier. W ogóle nie rozumiem o co wy toczycie wojnę. Ten tekst jest jak skecz on MA być przerysowany i MA wyolbrzymiać takie przypadki, z tą jedną różnicą, że nawet w Polsce nie spotkamy raczej lekarza który zabija pacjenta bo "wjechał mu na ambicje" a niestety spokojnie znajdziemy hejtera który bez najmniejszych problemów przyrównuje wszystko do gry widzianej tylko na screenach. Z tego tekstu można chyba jasno wyczytać:Znasz gry o których piszesz? Nie jesteś hejterem.Potrafisz uzasadnić swoje zdanie? Nie jesteś hejterem.itp.Artykuł naśmiewa się z ludzi którzy widząc zbyt wysokie oceny na metacritics dodają 0 dla zasady a w swojej "recenzji" piszą co najwyżej "this shit suuuuuucks"... ale to wy zaraz wpadacie do tematu ze świętym oburzeniem jak to jesteście gnębieni na gram.pl bo macie inne zdanie...

Usunięty
Usunięty
02/06/2011 13:49
Dnia 01.06.2011 o 22:20, Tenebrael napisał:

To bardzo proste. Albo autor nie grał/nie pamięta gry, do której nawiązuje, a pisze o niej z pełną pewnością siebie (ergo, jest hejterem wedle własnej miary), albo celowo wprowadza w błąd, licząc, że inni nie grali i się nie zorientują (wtedy wychodzi na to, że też jest hejterem). Innych możliwości nie widzę.

Chodzi o to, że BG samo nie zachwycało zastraszającą ilością modeli postaci o czym czasami zapominają ludzie którzy WSZYSTKIE znalezione wady nowego cRPG przyrównują właśnie do starych gier. W ogóle nie rozumiem o co wy toczycie wojnę. Ten tekst jest jak skecz on MA być przerysowany i MA wyolbrzymiać takie przypadki, z tą jedną różnicą, że nawet w Polsce nie spotkamy raczej lekarza który zabija pacjenta bo "wjechał mu na ambicje" a niestety spokojnie znajdziemy hejtera który bez najmniejszych problemów przyrównuje wszystko do gry widzianej tylko na screenach. Z tego tekstu można chyba jasno wyczytać:Znasz gry o których piszesz? Nie jesteś hejterem.Potrafisz uzasadnić swoje zdanie? Nie jesteś hejterem.itp.Artykuł naśmiewa się z ludzi którzy widząc zbyt wysokie oceny na metacritics dodają 0 dla zasady a w swojej "recenzji" piszą co najwyżej "this shit suuuuuucks"... ale to wy zaraz wpadacie do tematu ze świętym oburzeniem jak to jesteście gnębieni na gram.pl bo macie inne zdanie...




Trwa Wczytywanie