InformacjeRecenzja - PC

Cities in Motion - recenzja

... Grzegorz Bonter

Gdy stoicie zmarznięci, przemoczeni i (przede wszystkim) zmęczeni po całym dniu na przystanku komunikacji miejskiej, wasze myśli orbitują tylko wokół jednego obiektu - waszego autobusu lub tramwaju. Ciepłego, względnie suchego i bez przeszywającego wiatru wpadającego za kołnierz. W takich chwilach zazwyczaj macie tysiąc pomysłów, jak sprawić, aby upragniony środek transportu dojechał na przystanek wcześniej. Cities in Motion daje wam możliwość wprowadzenia tych pomysłów w życie.

Cel misji

Cities in Motion to wspólne dzieło Paradox Interactive i niemieckiego studia Colossal Order Ltd. Gra wrzuca nas, zgodnie z tytułem, do europejskich miast będących w ruchu. Oczywiście na początku wszelkie akty przemieszczania się mieszkańców są ograniczone do jedynie ich nóg lub prywatnych samochodów. To naszym zadaniem jest sprawienie, że porzucą oni tę swobodę i wolność na rzecz luźno interpretowanych rozkładów jazdy i zapłacą nam przy tym wcale niemałe stawki.

Miasta moje

Terenem naszej działalności są cztery różne europejskie miasta: Berlin, Helsinki, Wiedeń i Amsterdam. Każde z nich ma swój specyficzny charakter i określone wymagania względem publicznego transportu. Oznacza to, że o ile Berlińczycy uwielbiają zapach spalin autobusów i dzwonki tramwajów, to Amsterdamczycy wolą pobujać się na pokładzie tramwajów wodnych. Z kolei Wiedeńczycy szybko pokochają linie metra. Naszym zadaniem jest oczywiście takie rozplanowanie tras i dokonanie takich inwestycji, aby trafić w te gusta. Bez tego szanse na wyjście ponad kreskę pod koniec miesiąca będą małe.

Oczywiście nie jest to jedyny czynnik decydujący o tym, czy na naszych przystankach będą pojawiać się tłumy, czy tylko wiatr będzie kumulował pod ławką podarte gazety. Musimy zwracać również uwagę na naszą opinię jako firmy oraz popularność wśród poszczególnych grup społecznych. Jest to bieżąca ocena naszej strategii wystawiona przez rozkapryszonych klientów. Jeżeli jest niska, to ludzie szybko wrócą do spacerów lub własnych aut. Jak łatwo się domyślić, wówczas nie zarobimy na ich potrzebie przemieszczenia się z punktu A do B.

Nasze wehikuły

Oczywiście tych maluczkich niewdzięczników... o przepraszam, "klientów"... trzeba czymś przewozić. W Cities in Motion zobaczymy około 30 pojazdów podzielonych na pięć podstawowych kategorii: autobusy, tramwaje, metro, łodzie i helikoptery. Szkoda tylko, że twórcy nie przyłożyli się do odpowiedniego urozmaicenia statystyk poszczególnych modeli. W efekcie korzysta się z góra dwóch pojazdów z danej kategorii. Pozostałe mają po prostu zbyt słabe statystyki i nie rekompensują swoich wad w żaden wyraźny sposób.

Samo wyznaczanie tras nie jest zbyt skomplikowane, ale ich wcześniejsze przemyślenie jest istotne. W grze dostępny jest podgląd rozmieszczenia poszczególnych obiektów w mieście. To oznacza, że możemy znaleźć pewne zagęszczenie mieszkań pracowników fizycznych z biurowcami i poprowadzić odpowiednią linię. Niestety, nie zawsze się to sprawdza w praktyce (czytaj: nie jest egzekwowane przez algorytm gry) i często kończymy z linią, na której nikt nie jeździ. Warto więc bardziej skupić się na dowożeniu ludzi do centrów i kluczowych obiektów, niż bawić się w przesadną inżynierię społeczną. Gra po prostu tego nie promuje, a szkoda.

Micro

Mniej aktywni "tycooniarze" z pewnością pamiętają czasy, w których gry tego typu miały naprawdę zepsuty rytm zabawy. Chodzi o zwyczaj "zainwestuj, puść w ruch, przyspiesz czas i czekaj, aż spłynie kasa". W Cities in Motion postanowiono zrobić co nieco, aby nie zanudzić gracza pomiędzy jedną inwestycją a drugą. Musimy więc nie tylko sprawdzać na bieżąco obciążenie poszczególnych przystanków, ale również dochodowość pojazdów oraz wspomnianą wcześniej popularność. Niezbędne jest zatem dostosowywanie cen biletów, pensji a nawet częstotliwości przeglądów tak, aby wszystko to zgadzało się z lokalną sytuacją gospodarki, która również ulega wahaniom. Jeżeli ludziom wiedzie się lepiej, to są oni gotowi płacić więcej za przejazdy. Trzeba więc korzystać z okazji.

Zarządzanie tym wszystkim może wydawać się przytłaczające początkującym graczom, ale na szczęście twórcy przyłożyli się do tutoriala. Wprowadzenie do Cities in Motion nie sprawia bólu i jest dość wyrozumiałe dla gracza. Można swobodnie eksperymentować z różnymi kombinacjami linii bez obawy, że coś zepsujemy. Gdy już przebrniemy przez samouczek, przyjdzie czas na prawdziwą grę.

Do walki o lepsze rozkłady

Ta "prawdziwa gra" to zestaw 12 misji składających się na kampanię single player (oprócz tego Cities in Motion ma też tryb sandbox i edytor map). Na przestrzeni 100 lat od 1920 roku do 2020 przyjdzie nam rozwijać infrastrukturę lub poprawiać już istniejące połączenia tak, aby spełnić zachcianki mieszkańców lub zarobić określoną sumę pieniędzy. Wiadomo jednak, że zwłaszcza początkowe fundusze lubią szybko znikać. Tutaj z pomocą przychodzą dość zabawne misje poboczne - na przykład ta, w której zgłasza się do nas burmistrz Berlina wyglądający jak nasz obecny prezydent i prosi on o pociągnięcie linii pod jego dom, bo żona organizuje przyjęcie. Większość tego typu zadań dostarcza nam dodatkowej gotówki lub popularności, więc warto poświęcić im uwagę.

hello, mister president!

Mam jednak mieszane uczucia co do egzekwowania wykonania tych zadań. O ile część z nich faktycznie wymaga przetransportowania określonej liczby pasażerów, to prawie połowę z nich można wykonać prostym trickiem. Otóż wystarczy postawić dwa najtańsze przystanki, stworzyć pomiędzy nimi linię, przekierować tam jakiś słabo zarabiający autobus i gotowe - po minucie mamy tysiąc albo dwa w kieszeni. Biorąc jednak pod uwagę absurdalne uzasadnienie tych zadań skłonię się do założenia, że w ten sposób twórcy puszczają nam oko i chcą nieco pomóc w grze.

Jest parę "ale"

Niestety, mimo uroczego pierwszego wrażenia, Cities in Motion posiada też kilka wad. Przede wszystkim irytuje zbytnio zautomatyzowany i niedopracowany system budowania torowisk. Jako, że nie jest to klasyczny Transport Tycoon, gdzie składy przeskakiwały z jednego poziomu torów na drugi po zboczach nachylonych pod kątem 45 stopni, w Cities in Motion pociągi muszą przejeżdżać po łagodniej wznoszących się torowiskach. Często rodzi to jednak problemy, bowiem zastosowane tutaj algorytmy albo nie potrafią połączyć torów albo przeciągają je po przesadnie wykręconych ścieżkach. Ale to nie jedyny mankament narzędzia budowania.

Podczas gry zdarzało się bowiem, że komputer pozwalał na budowę odcinka, ale gdy przyszło do wyznaczania trasy, to okazywało się, że stacja nie jest w ogóle połączona z resztą infrastruktury. Biorąc pod uwagę fakt, że torowiska metra do tanich nie należą, pozostaje wówczas zacisnąć zęby i metodą prób i błędów zadowolić kapryśny system gry. Zresztą ten sam mankament pojawia się przy budowie pętli tramwajowych - algorytm gry z uporem godnym maniaka stara się łączyć tory z każdym najbliższym kawałkiem szyn. W efekcie tramwaje są zmuszane do robienia bardzo ciasnych nawrotów. Ba! Potrafią one nawet wzajemnie się zablokować w niektórych sytuacjach. Wówczas z obiegu wyłączana jest cała linia, a my tracimy pieniądze. Konieczne jest więc budowanie bardzo dużych pętli, a na te nie zawsze znajdzie się miejsce na małych europejskich placach. Nasze pojazdy zmuszone są w tej sytuacji do jeżdżenia po ulicach, czyli de facto zwiększania korków i opóźniania dojazdów.

Jako, że okres gry obejmuje aż 100 lat, to wraz z biegiem czasu widzimy, jak nasza metropolia się rozwija. Budynki się unowocześniają, a czasami powstają nawet nowe. Szkoda tylko, że widząc to czujemy się winni... oszpecania miasta. Jako, że torowiska metra budowane nad ziemią są tańsze, często będziemy ciągnęli nasze paskudne "nitki" nawet wokół głównych atrakcji turystycznych. Ale mieszkańcy będą zadowoleni - dla nich nie liczy się wygląd ich miasta, tylko łatwość podróżowania. To dopiero jest lenistwo... Ostatnia z wad Cities in Motion to przypisywanie pasażerów oczekujących na przystankach do konkretnych linii. Gdy zauważymy, że na danej trasie ludzie wsiadają i wysiadają najczęściej na dwóch przystankach, to nic nie da założenie ekspresowej linii, która łączy bezpośrednio oba te atrakcyjne punkty. W realu dość często ludzie wsiadają do pierwszego autobusów z kilku, które się pojawiają. W Cities in Motion pasażerowie mogą oczekiwać na tylko jedną linię i mogą nawet się wściekać i rezygnować z przejazdu, ale z autobusu drugiej linii, która zmierza w to samo miejsce i rusza z tego samego przystanku, nie skorzystają.

Piękne fasady

Grafika Cities in Motion jest naprawdę ładna, wręcz śliczna. Co prawda po przyjrzeniu się budynkom można zauważyć, że recykling modeli i tekstur jest tutaj przeprowadzany na pewną skalę, ale podczas gry jest się skupionym na ulicach i połączeniach, więc w zupełności to nie przeszkadza. Jeżeli chodzi o muzykę, to nie jest to nic specjalnego - pozostaje ona gdzieś w tle i stanowi jakąś przeciwwagę dla kakofonii odgłosów ulicy.

Kończąc

Teoretycznie, Cities in Motion powinno nam dać pełnię władz nad w miarę realistycznym systemem komunikacji zbiorowej. Tak niestety nie jest. Począwszy od wspomnianego półautomatycznego układania torów a na ruchu pojazdów skończywszy. Poszczególne środki transportu po dodaniu do linii po prostu startują i jadą w siną dal. Nie można ustawić im żadnego schematu zachowania (np. poczekaj, aż zapełnisz x% miejsc). Nie zapominajmy też o tym, że wszelkie pojazdy po prostu materializują się na trasach i gracz nie musi się martwić o jakiekolwiek zajezdnie. Jest to więc kontrola, ale nie taka jak by można było sobie tego życzyć w pełnoprawnym tycoonie.

Cities in Motion podchodzi do kwestii transportu na swój, w miarę oryginalny sposób. Trudno jednak nie odnieść wrażenia, że nie jest to produkcja skierowana do wiernych fanów tycoonów - dla nich tytuł ten posłuży zaledwie jako gatunkowa ciekawostka. Jednak dla pozostałych graczy, których normalnie gry menadżerskie odrzucają, mogą mimo wszystko znaleźć tu coś dla siebie. Konkretnie to kilka godzin niezgorszej zabawy. Oczywiście jeżeli przymkną oko na kilka technicznych niedoróbek, które powinny zostać wyeliminowane w ramach standardowych łatek.

PCCities in Motion: Symulator Transportu Miejskiego

  • miła dla oka grafika
  • przystępność dla casualowego odbiorcy
  • nasz prezydent urzędujący w Berlinie i absurdalne misje poboczne
  • zbytnie uproszczenia
  • irytujące błędy
  • niedociągnięcia projektowe

Ciekawe, aczkolwiek nieporadne, podejście do menadżera komunikacji miejskiej

Najnowsze
Lubisz nas?