InformacjeFelieton

Biotyczne gry, czyli jak zostać pomniejszym bogiem

33 Łukasz Wiśniewski

Gra to kwestia kodu. W naszej branży myślimy raczej o kodzie programistycznym, znowuż w wypadku boiska piłkarskiego sporo znaczenia ma kod genetyczny zawodników. Taki zawodnik to złożony mechanizm biologiczny, ale już pantofelek należy do form prostszych. W sumie to pierwotniak, ale okazuje się, że może zostać futbolistą. W grze biotycznej sterowanej zwykłym kontrolerem.

Gra to kwestia kodu. W naszej branży myślimy raczej o kodzie programistycznym, znowuż w wypadku boiska piłkarskiego sporo znaczenia ma kod genetyczny zawodników. Taki zawodnik to złożony mechanizm biologiczny, ale już pantofelek należy do form prostszych. W sumie to pierwotniak, ale okazuje się, że może zostać futbolistą. W grze biotycznej sterowanej zwykłym kontrolerem.

Wszelkie dziedziny akademickie to dla szarych zjadaczy chleba czarna magia i nudy na pudy. Badania naukowe są długotrwałymi procesami, nieczęsto prowadzącymi do wielkich odkryć. Nie ma w tym nic z romantycznej wizji okresu oświecenia, jest żmudna robota sztabów ludzi, zajmujących się małymi elementami większych projektów. Tak więc rozmaitym akademickim pracowniom trudno zainteresować masy swym istnieniem. Cisza w mediach zaś może oznaczać brak nowych talentów do naboru, brak grantów (chyba, że pracuje się dla rządu lub armii) i słabnięcie pozycji w macierzystej uczelni. Pracowni bioinżynierii z uniwersytetu Stanford te zmory nie grożą.

Docent Ingmar Riedel-Kruse <i>(foto: Riedel-Kruse Lab, Stanford University)</i>

W jaki sposób zainteresować opinię publiczną swoją dziedziną badań? Docent Ingmar Riedel-Kruse uznał, iż najlepiej zrobić to poprzez rozrywkę. Nowoczesną rozrywkę, bo sam jest człowiekiem nowoczesnym i uważa, że w zmieniającym się świecie biotechnologie stają się na tyle powszechne, iż wkrótce jakaś wiedza z tej dziedziny przyda się każdemu. Tak powstała pracownia, zajmująca się tworzeniem biotycznych gier. Jak łatwo się domyślić, nie tworzą jej siwowłosi panowie w okularach, a młodzi ludzie, wychowani na grach wideo. Poważniejsze prace zaczęli jakieś pół roku temu, a już w tej chwili mogą się pochwalić sporymi rezultatami, na tyle znaczącymi, iż doczekały się wzmianek w Scientific American, New Scientist i The Guardian. Wystarczyła jedna praca na ten temat, opublikowana w Lab on a Chip ("Design, Engineering and Utility of Biotic Games"). Nieźle, prawda?

Pantofelki <i>(foto: Jason Oydomari)</i>

Na czym polegają biotyczne gry z pracowni Ingmara Riedel-Kruse'a? Otóż to, co widzimy na ekranie, dzieje się naprawdę w zbiorniczku z pantofelkami. Pierwotniaki sterowane są przez gracza za pomocą niewielkich modulacji pola elektrycznego, albo poprzez wpuszczanie pewnych substancji chemicznych, na które reagują te jednokomórkowce. Wszystkim sterujemy za pomocą konsolo-podobnego kontrolera, a dodatki graficzne są nakładane na obraz zbiornika - tak jak kiedyś na telewizor nakładało się folię z planszą do Ponga. Pomysł wręcz genialny w swej prostocie. Pantofelek (Paramecium caudatum) to orzęsek, pierwotniak. Organizm niebywale prosty i pełniący w swej klasie podobną rolę, jaką w innych mają muszki owocowe (Drosophila melanogaster) czy klasyczne laboratoryjne myszki. Ot, gatunek zbadany perfekcyjnie, modelowy, wykorzystywany masowo w eksperymentach. Co prawda ma o 1/3 od człowieka bogatszy w geny genom, ale nie genom czyni DNA (u człowieka to 3% całości kodu, u pantofelka aż 80%). Tak czy inaczej sterujemy organizmami żywymi - ale do tego zagadnienia jeszcze wrócimy. Póki co popatrzmy dokładniej na biotyczne gry, których w pracowni powstało już kilka.

Biotyczna (foto: Riedel-Kruse Lab, Stanford University)" src="http://img7.gram.pl/20110201182826.jpg" />

Już na przykładzie gry Enlightment, w której celem jest "zaświecenie" jak największej ilości kwadratów w wydzielonej ramce - a dzieje się to poprzez przejście tamtędy pantofelków - widać cechę unikatową gier biotycznych. Chodzi o pewien biologiczny czynnik chaosu. Mimo, iż to bardzo prymitywne organizmy, to nie działają one według napisanych zawczasu algorytmów. Poruszają się samodzielnie, my wpływamy na nie jedynie za pomocą zmian w polu elektrycznym. Dzięki temu trudno opracować metodę na osiągniecie najwyższego wyniku, pantofelki zawsze mogą nas zaskoczyć.

No dobra, Ciliaball daleko do najnowszych gier z serii FIFA, a wspomniany już element losowy w poruszaniu się "zawodników" uniemożliwia stworzenie strategii na boisku (z drugiej strony podejrzanie przypomina to naszą narodową reprezentację), ale jak widać pierwotniaki mogą kopać piłkę, o której istnieniu nie wiedzą... Kolejne dwie gry biologicznie opierają się na podobnych założeniach, co poprzednie, ale za to ich graficzne nakładki odwołują się do prawdziwych klasyków. PAC-mecium to ukłon w stronę nieśmiertelnego Pacmana, a Microbash to nic innego, jak pantofelkowa wersja Arcanoida. Przełożenie takich gier - których aktywnymi czynnikami są organizmy o rozmiarach od 50 do 350 μm - na dynamiczny obraz widoczny dla człowieka możliwe jest dlatego, iż orzęski te potrafią się poruszać z prędkością do 2,5 mm na sekundę!

Biotic Pinball nie opiera się już na stymulowaniu pantofelków prądem, za to używana jest substancja chemiczna działająca na nie odstraszająco. W zbiorniczku znajduje się mikroskopijna igła, z której wypuszczany jest ów czynnik chemiczny, a naszym zadaniem jest "odbijanie" pierwotniaków tak, by jak najdłużej nie dostały się do dolnej części planszy. Ponieważ zmierzają cały czas w tamta stronę, pewnie użyte zostały inne substancje chemiczne lub na stałe ustawione pole elektryczne determinujące kierunek ich poruszania.

Ostatnia z tych gier - PolymerRace różni się znacząco od pozostałych. W zasadzie jest najbardziej naukową produkcją pracowni Ingmara Riedel-Kruse'a. Wyobraźmy sobie zakłady, jak na wyścigach konnych, w których obstawiamy konkretne procesy PCR (reakcja łańcuchowa polimerazy). PCR to powszechna technika laboratoryjnego powielania łańcuchów DNA. Gra wykorzystuje liczne procesy przebiegające symultanicznie, a gracze obstawiają, który zajdzie najszybciej. Przydatna jest tu odrobina wiedzy, ale pierwiastek losowy ma też pewne znaczenie. O ile obstawianie procesów PCR to dosyć spokojny temat, o tyle już zabawa żywymi organizmami może budzić pewne wątpliwości. Ingmar Riedel-Kruse jest tego jak najbardziej świadomy, jednakże argumentuje, że tak proste organizmy jak pantofelki nie są w stanie odczuwać bólu. Mimo wszystko jednak, nawet w obrębie jego pracowni, pojawiły się pewne drobne wątpliwości natury etycznej. Pan docent, z właściwą naukowcowi rezerwą, stwierdza, iż fakt zaistnienia tych wątpliwości może być świetnym przyczynkiem do dyskusji o granicach bio-etycznych w nauce. A jego gry wykorzystujące pantofelki stanowić by miały impuls i przyczynek do szerszego poruszania tych tematów...

Popuśćmy jednak może wodze fantazji - to coś, na co naukowcy nie specjalnie mogą sobie pozwalać - i spojrzyjmy w przyszłość. Gdzie przebiegać będzie finalna granica bio-etyczna dla biotycznych gier? Jaki organizm zostanie wytypowany jako wystarczająco rozwinięty, by nie zostać zaprzęgniętym do rozrywki w służbie nauki? W Spore już bawiliśmy się w rozwój wirtualnych żyjątek. Na którym etapie należałoby przerwać zabawę biotyczną i wrócić do cyfrowej? Wraz z rozwojem nauki i bioinżynierii otworzy się furtka do tworzenia własnych prostych organizmów w ramach gry. Na pewnym etapie rozwoju należałoby je zniszczyć, by nie opuściły zbiornika i nie stanowiły zagrożenia dla ekosystemu. Co wtedy? Pytań pojawia się coraz więcej i aktualnie zupełnie nieszkodliwa zabawa z pracowni Riedel-Kruse'a nagle zaczyna się jawić jako otworzenie drzwi dla dużo poważniejszych spraw. Być może o to mu właśnie chodziło.

Skoro już lekko popuściliśmy wodze fantazji, na moment pozwólmy sobie na więcej. Pamiętacie Black & White? Tam wcielaliśmy się w rolę bóstwa. W zasadzie dla pantofelków z Enlightment jesteśmy takim bóstwem teraz i dziś. Niepojętą siłą sterującą ich losem i decydującą o życiu i śmierci. Te pierwotniaki przecież nie widzą nałożonej na ich rzeczywistość - czyli zbiornik z cieczą - drugiej warstwy. Tej planszy do gry, która dla gracza jest najważniejsza. One po prostu reagują na bodźce i normalnie sobie żyją. Gdzieś poza ich pojmowaniem zaś ktoś podlicza punkty. Nagle rodzi się pytanie natury egzystencjalnej: a jak wygląda plansza gry nałożona na naszą rzeczywistość? Za co niepojmowalni przez nas gracze zdobywają punkty? No i co będzie, gdy ta gra im się znudzi?

33 komentarzyDodaj swój

Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
G Mejste

Na ludziach już testowano jak wyglądałyby zabawy z prądem i posłuszeństwem. Z szokującym rezultatem. Wystarczy spojrzeć choćby na eksperyment Milgrama.

PS Zauważyliście, że tego samego dnia kiedy Lucas przestał pełnić funkcję rednacza opublikował wreszcie ciekawy tekst na naszych łamach? ;)

Odpowiedz
BigLebowski

Mejste nie przesadzajmy, przedtem też mu się od przypadku do przypadku zdarzyło coś ciekawego napisać ;-).

No chyba, że Tobie chodzi o coś zupełnie innego, jak na przykład podsumowanie artykułu przy jednoczesnej utracie stanowiska. Bo to też w sumie pasuje. Pracował sobie Lucas przez kilka lat jako Naczelny, aż tu nagle znudził się graczowi...

Odpowiedz
G MacJak

Ciekawy tekst, muszę przyznać. Osobiście nie podoba mi się taka koncepcja, ale zobaczymy, czy pomysł się rozwinie. Fajna ta refleksja egzystencjalna pod koniec. :)

Odpowiedz
G Zgreed66

To ja proponuje wrzucić człeka do jakiegoś dołu, zagłodzić a potem na wędce żarcie mu sposcić niech ugania się za tym - nalepiej jakis tor z przeszkodami do tego. Zabawa pewnie bedzie przednia.

Wiem, wiem popadam skrajność, ale jak dla mnie takie "zabawy" są siebie warte, nie moze coś sobie po prostu byc, tylko trzeba się nad wszystkim znęcać czyt. eksperymentować?

Odpowiedz
G Mejste

> Mejste nie przesadzajmy, przedtem też mu się od przypadku do przypadku zdarzyło coś ciekawego
> napisać ;-).
>
> No chyba, że Tobie chodzi o coś zupełnie innego, jak na przykład podsumowanie artykułu
> przy jednoczesnej utracie stanowiska. Bo to też w sumie pasuje. Pracował sobie Lucas
> przez kilka lat jako Naczelny, aż tu nagle znudził się graczowi...
Oj tam, oj tam, zgrywam się tylko ;)

Odpowiedz
G Pietro87

Hmmm moim zdaniem ten pomysł polegnie ze względów czysto etycznych.
Ok tu mamy pierwotniaki, ale jeśli pomysł by się rozwinął na szeroką skalę to co potem ? Szczury, psy lub koty ? Wiem posuwam się bardzo daleko, ale spójrzmy na to tak - na czym opiera się masa dzisiejszych gier - ano na sporej dawce przemocy. Tej realnej brutalnej jak np w Black Ops czy Assasin Creed gdzie zabijamy modele "ludzi" lub tej fantastycznej gdzie kroimy potwory wszelakie.
Do czego zmierzam - czy takie bio-gry były by tylko ograniczone do konwencji sportowej ? Zapewne nie, no i tu pojawia się pytanie, jeśli zrobić taka grę na konwencji strzelaniny, to będziemy jednym żywym organizmem uśmiercać drugi.
Suma summarum ten pomysł może [acz nie musi] zahaczyć o kwestie etyki i moralności, ba nawet już w pewnym sensie zahacza, bo przecież zmuszamy tego pierwotniaka do wykonywania określonej czynności [wiem wiem to tylko organizmy proste, ale co potem - zmusisz szczura do biegania 24/7 jak ci się podoba? to zakrawa na pewnego rodzaju sadyzm]
Zdaję sobie sprawę, że posuwam mój wywód bardzo daleko poza to co jest w artykule - ale na zdrowy rozum to taka ścieżkę by zapewne obrały te bio-gry nie sądzicie ?
Zabawa w "boga" pod żadną postacią nie jest moim zdaniem dobrym pomysłem.
O ile w Black&White bawimy się tylko kawałkiem sztucznego, komputerowego kodu i nikomu nie zrobi się tak fizycznej realnej krzywdy o tyle taka zabawa żywym organizmem dla mnie osobiście była by nie moralna i nie etyczna.

Odpowiedz
Snake08

> To ja proponuje wrzucić człeka do jakiegoś dołu, zagłodzić a potem na wędce żarcie mu
> sposcić niech ugania się za tym - nalepiej jakis tor z przeszkodami do tego. Zabawa pewnie
> bedzie przednia.
>
> Wiem, wiem popadam skrajność, ale jak dla mnie takie "zabawy" są siebie warte, nie moze
> coś sobie po prostu byc, tylko trzeba się nad wszystkim znęcać czyt. eksperymentować?
Znęcanie to chwilowa rozrywka dla sadysty.Eksperyment może przynieść wiedzę wszystkim.Pozostaje tylko kwestia hierarchii wartości, jeśli Ty nie zabijesz w imię nauki, to zrobi to Twój następca. A ja się z nim zgodzę.Jeśli jesteśmy takimi pantofelkami dla innego bytu, albo jeśli jesteśmy tylko symulacją w potężnym komputerze, to co się stanie, kiedy sobie to uświadomimy, udowodnimy i skłonimy stwórcę do zaakceptowania nas jako twory świadome swojego istnienia? Kontakt z nim byłby jak kontakt z kosmitami rozwiniętymi o miliony lat dalej niż my.Głupia sprawa, takie myśli są bez sensu.

Odpowiedz
G Zgreed66

> Znęcanie to chwilowa rozrywka dla sadysty.
> Eksperyment może przynieść wiedzę wszystkim.
Poeksperymentuj na czlowieku bez jego woli :>Ciekawe jak zareaguje.> Pozostaje tylko kwestia hierarchii wartości, jeśli Ty nie zabijesz w imię nauki, to zrobi
> to Twój następca. A ja się z nim zgodzę.
W imie nauki? Były juz takie przypadki... nie uchodzą za normalne.> Jeśli jesteśmy takimi pantofelkami dla innego bytu, albo jeśli jesteśmy tylko symulacją
> w potężnym komputerze, to co się stanie, kiedy sobie to uświadomimy, udowodnimy i skłonimy
> stwórcę do zaakceptowania nas jako twory świadome swojego istnienia? Kontakt z nim byłby
> jak kontakt z kosmitami rozwiniętymi o miliony lat dalej niż my.
Sam się postaw w tej sytuacji. Człowiek jest jak karaluch, ale nie chce aby tak go traktować. To jaki w tym sens?

Odpowiedz
Snake08

Eksperymentowanie na ludziach wbrew ich woli nie jest dobre.Z drugiej strony, jak zapytać pantofelka o zdanie? Więcej, czy pantofelek może mieć własne zdanie bez świadomości własnego istnienia? Bez jakiejkolwiek świadomości.Rozumiem, że drugą odpowiedź odnosisz do zabijania ludzi w imię nauki. Cóż, jeśli ktoś odda życie w imię nauki świadomie - proszę bardzo. Ciężko byłoby kogoś takiego znaleźć, ale nie byłoby to niemożliwe.Ze zwierzętami jest prościej. Zabijamy ich miliony, żeby się ubrać, albo zjeść. Do badań wystarczą pojedyncze sztuki.Człowiek nie wie czy jest karaluchem, on szuka odpowiedzi na to. Szuka tego, kto mógłby nazwać go karaluchem.

Odpowiedz
G Zgreed66

> Z drugiej strony, jak zapytać pantofelka o zdanie? Więcej, czy pantofelek może mieć własne
> zdanie bez świadomości własnego istnienia? Bez jakiejkolwiek świadomości.
Jednak ludziki mają problemy z osadem gdy człowiek niema swiadomosci, nie? Bo przeciez to człowiek.Pytanie brzmi kogo nazwiesz czlowiekiem. Coś co wyglada jak czlowiek? Czy mozę tylko ma wolna wolę? A moze jeszcze coś innego? Jezeli czlowiek nie lubi eksperymentów na sobie, to czemu ma lubic cos, co nie ma wlasnej swiadomosci? Przeciez tego nei wiesz. Jak juz napisałem moje wypowiedzi zakrawaja o skrajności i jakieś głupie filozofie. Jak dla mnie takie eksperymenty są idiotyzmem.> Człowiek nie wie czy jest karaluchem, on szuka odpowiedzi na to. Szuka tego, kto mógłby
> nazwać go karaluchem.
Chodziło mi o jedno, człowiek nie jest nikim i niczym szczegolnym. Zachowuje się jak reszta zwierzat nie lepiej, nie gorzej. Problem się pojawia gdy zaczyna myśleć, że jest ponad wszystkim innym.

Odpowiedz
Snake08

Tak zwane "warzywa"? Moim zdaniem, jeśli nie ma szans na wyratowanie ich, powinny być uśmiercane. Jakkolwiek na to by nie patrzeć, na polu pozostają tylko zalety takiego rozwiązania.Twoje wypowiedzi zakrawają o skrajności i "jakieś głupie filozofie" od momentu, w którym Ty tak stwierdziłeś. To, co robimy to zwykła wymiana poglądów, o której żaden z nas nie będzie pamiętał za tydzień, a jednak w jakiś sposób może rozszerzyć nasze horyzonty. Każda wymiana zdań jest dobra.To zależy jak na to spojrzeć. Mówisz, że człowiek jest jak zwierzę i nie powinien uważać się za nic wyższego.A ja powiem, że nie znamy innych istot, które byłyby bardziej rozwinięte od nas. Mówiąc, że jesteśmy niczym, trzeba mieć punkt odniesienia. A, pomijając religie, jesteśmy ponad wszystkimi innymi formami życia, które znamy.Kiedy człowiek stwierdza, że jest lepszy - ktoś inny (albo i on sam) żąda na to dowodu. Tak nauka idzie w przód.

Odpowiedz
likop2

Czytając ten tekst, nie mogłem się powstrzymać od jednej myśli - a co jeśli jakaś wyższa forma życia wykorzystuje chaotyczne posunięcia rasy ludzkiej jako skrypt postępowania ichniejszego AI do Starcrafta :F?

Odpowiedz
G metronom

> Znęcanie to chwilowa rozrywka dla sadysty.
> Eksperyment może przynieść wiedzę wszystkim.
To samo mówili o obozach koncentracyjnych podczas IIWŚ.

Odpowiedz
G Graffis

> To samo mówili o obozach koncentracyjnych podczas IIWŚ.
Dokładnie. Granica miedzy tym co jest sadyzmem, a co 'wyższą koniecznością' lub 'mniejszym złem' czasem jest trudna do znalezienia, w ogóle jej nie ma lub istnieje tylko jako niewiele znaczący koncept w naszej świadomości. Cóż to bowiem za różnica, że kiedyś dane działania przysłużą się dobru, skoro tu i teraz są złem? We wszystkim na upartego da się znaleźć dobre rezultaty gdzieś na drodze dziejów - czasem po prostu trzeba lekko bardziej się w tych poszukiwaniach nagimnastykować, ale istnieją logicznie spójne i moralnie zasadne usprawiedliwienia dla holocaustu. Cóż z tego? Zło pozostaje złem i trzeba się mu przeciwstawiać. Z drugiej strony skądś trzeba wiedzieć na przykład jak szukać ludzi którzy wypadli ze statku do wody lub z innych przyczyn uważani są za zaginionych na morzu. Czasem do tego potrzebna jest wiedza o temperaturze ciała i szansach przeżycia człowieka w pewnych warunkach. Takie badania trzeba wykonać na żywym człowieku w warunkach symulujących te w lodowatej wodzie - i takie badania naziści w obozach wykonali. Przyniosło nam to wiedzę, z której korzystamy do dziś. Czy były to dobre i słuszne badania pro publico bono, czy objaw ludzkiego sadyzmu i upodlenia?Dylematy tego typu bywają tez mniej spektakularne - chemioterapia, uporczywa terapia, leczenie owocujące pogorszeniem pewnych aspektów jakości życia chorego etc. We wszystkim wybieramy to co powinniśmy, to co słuszne, tak się staramy postępować. A na koniec i tak czujemy się jak kupa najgorszego g***a znęcająca się nad człowiekiem.W kontekście artykułu - trwają prace nad zbudowaniem biologicznego komputera. Okazuje się bowiem, że zmusić pantofelka do współpracy z kontrolerem to jedna sztuczka, ale daje się też nauczyć enzymy liczyć ;)I na koniec warto wspomnieć o pewnym opowiadaniu, rozgrywającym się wokół stołu bilardowego. Dla bil (pantofelek) świat jest suknem (plansza), biała bila bodźcem, kij siła sprawczą (gracz). Ale tak jak zauważył Lucas to może sięgać o wiele dalej - na trzymającego kij i poza niego samego na kolejne plansze.

Odpowiedz
deamon-pl

Bio-gry były ciekawe dla zwyczajnego kowalskiego ma trochę dość "pikselozy".

Odpowiedz
G Eilene

Nie podoba mi sie to^^.

Odpowiedz
G Budo


Zostawcie naukę naukowcom. Wirtualna rozrywka ma swój urok w tym, że jest wirtualna, przenoszenie jej na grunt biologii to nie jest imo dobra droga i nigdzie nie prowadzi.

Odpowiedz
G 9DANAD9

Kojarzy mi się to jedynie z eksperymentami naukowymi esesmanów, np: świnia jest jaka jest trzeba ja zabić i zjeść a nie traktować prądem i doprowadzać do stanów nerwicy strasząc lwem ... no tak ale wszystko w imię nauki kurcze sami się nie podłożą ci naukowcy ja bym ich trochę prądem pojechał i środkami halucynogennymi :(

Odpowiedz
G kodi24

Niby to fajne, ale nie jestem zwolennikiem wyrabiania w ludziach nawyków do zabawy żywymi organizmami, bo to nie zawsze to samo co zabawa Z żywymi organizmami. Pomijając fakt, że pantofelek może nie odczuwać bólu chodzi mi o sam czynnik psychologiczny- bawmy się tak w wirtualnych światach, pantofelki pozostawmy prawom natury;

Odpowiedz
G pr0zmywak

A dałoby się na takiej konsolce botycznej w girsy pograć? :D

(Takie artykuły to chyba tylko po to żeby ludzie pokazali jacy są mądrzy w komentarzach :P )

Odpowiedz
wigar

A oglądaliście film "Gamer"? Ciekawe co by było gdyby to się naprawdę działo... patrząc na to, że ludzi bardziej interesowało zabijanie się nawzajem poprzez kierowanie innymi niż wojna w Azji (rozmowa przed wywiadem w telewizji) to wiecie. Zresztą to już zachacza o sam sens gier! Bo gry to taka iluzja realności stworzona aby się bawić ale jak już kierujemy innymi (mimo iż to byli więźniowie co co najwyżej na stryczek się nadawali) i zabijamy to coś nie tak chyba?

Odpowiedz
G karolekx23x

Świetny artykuł, warty przeczytania ale nie wyobrażam sobie wykorzystania tej koncepcji. Na początku mnie nawet zdziwiło wykorzystanie żywych organizmów ale po dłuższym przeczytaniu artykułu zostało to wytłumaczone i nawet fajnie to zrobione.

Odpowiedz
G Muradin_07

Eksperyment ciekawy... ale żeby tylko nie doszło do tego że będziemy sterować prawdziwymi zwierzętami i ludźmi. Oby tylko się na tym skończyło...

Odpowiedz
G Zgreed66

> To zależy jak na to spojrzeć. Mówisz, że człowiek jest jak zwierzę i nie powinien uważać
> się za nic wyższego.
> A ja powiem, że nie znamy innych istot, które byłyby bardziej rozwinięte od nas. Mówiąc,
> że jesteśmy niczym, trzeba mieć punkt odniesienia. A, pomijając religie, jesteśmy ponad
> wszystkimi innymi formami życia, które znamy.
Człowiek, ze wzgledu na to, ze ma jak to nazywamy swiadomość/wolną wolę ma szersze pole do działania, alejego działania mozna podzielić na te które wychodzą na + i - . Tak wszelakie zachowania charakterystyczne tylko dla niego, często dziwnie okreslane "nieludzkimi". Najlepsze i tak jest robienie czegoś powszechnie uwazane za złe w imię "wyższych wartości", co też potrafi tylko człowiek. Ale oczywiscie, czlowiek nie ma tylko wad ma też i zalety. Jak twierdziłem, ze nie jest ani nizej, ani wyżej, bo suma sumarum wychodzi na 0. To jest mój punkt odniesienia. Może i w teorii jest wyżej, ale i tak nie pokazuje tym, nic specjalnego.Najlepiej i tak widać to po jego egzystencji. Jeść, pić pominę, bo to oczywiste, ale cała reszta jest jak najbardziej podobna do zwierzaka. Zapewnic sobie bezpieczeństwo itd. Oczywiscie mozna powiedzieć, że rozwinelismy kulturę itd. ale co z tego mamy? I tak mamy dalej te same problemy co mielismy... jak nie wiecej.

Odpowiedz
kkusio1991

Po pierwsze, do znawców tematu... PANTOFELEK TO NIE JEST ZWIERZĘ!!! Rozumiem że nie każdy interesuje się biologią, ale na bór, to jest wiedza z podstawówki. Po drugie moi drodzy, jeśli chcecie tak chronić biedne bezbronne mikroorganizmy, to zaraźcie się malarią, lub inna chorobą wywołaną przez bakterie czy protista... przecież my ŹLI, POTWORNI "ludzie" zabijamy ich miliardy. Po trzecie... jako student, mam na swoim koncie miliony takich istnień, i można powiedzieć że w celach naukowych... otóż nie, to nie były badania, tyko ćwiczenia jak coś wykonać. Po czwarte i ostatnie... PANTOFELEK to nie jest CZŁOWIEK, koniec i kropka... Życzę powodzenia panom od gier organicznych... :)

Odpowiedz
Dariusvictour

Dzisiaj znów umyłem ręce i zabiłem miliardy żyjątek, które sobie na nich mieszkały.Nigdy więcej nie spojrzę w lustro !!! ;)

Odpowiedz
G kodi24

> Eksperyment ciekawy... ale żeby tylko nie doszło do tego że będziemy sterować prawdziwymi
> zwierzętami i ludźmi. Oby tylko się na tym skończyło...
O tym właśnie pomyślałem- redefiniowanie naszego podejścia do etyki w sposób dość daleko posunięty. Niektórzy wolą pouczać, że pantofelki to tylko pantofelki, że mycie rąk, że podcieranie dupy i w ogóle, ale tu nie chodzi o stopień ewolucyjny samego organizmu, lecz pomysłów, o ich ewentualny rozwój i skutki na przestrzeni stuleci;

Odpowiedz
G Arkhaor

Ciekawe kiedy będziemy mogli własnym "czarnuszkiem" grać w spacer po zakupy do sklepu ;- ).
Albo ciekawsza wizja - boks w którym kontrolujemy zawodnikami padem ];>.

Odpowiedz
NeoCount

Pomijając kwestie etyczne, tekst jest naprawdę ciekawy. Gratulacje

Odpowiedz
Straszliwy

"Co prawda ma o 1/3 od człowieka bogatszy w geny genom, ale nie genom czyni DNA (u człowieka to 3% całości kodu, u pantofelka aż 80%). "

To zdanie woła o pomstę do nieba i powinno być czym prędzej poprawione.

Gen - to pojęcie opisuje w istocie najmniejszą jednostkę dziedziczną. W rozumieniu dzisiejszej biologii molekularnej jest to fragment genomu, który jest zbudowany z DNA (kwas deoksyrybonukleinowy), stanowiący fragment pozwalający komórce na wytworzenie pojedynczego białka lub RNA (kwas rybonukleinowy). Cały genom jest zbudowany z DNA (nie licząc białek histonowych), nie tylko fragmenty kodujące.

Odpowiedz
G Ring5

> To zdanie woła o pomstę do nieba i powinno być czym prędzej poprawione.
Chłopie, wykopujesz temat sprzed ponad dwóch lat, robisz wykład z biologii i domagasz się poprawienia artykułu?! O_o Ale poza tym wszyscy zdrowi?

Odpowiedz
G Braveheart

> Chłopie, wykopujesz temat sprzed ponad dwóch lat, robisz wykład z biologii i domagasz
> się poprawienia artykułu?! O_o Ale poza tym wszyscy zdrowi?
Takich rzeczy będzie więcej a ta już nie jest pierwszym. Po wprowadzeniu nowej strony głównej ktoś mądry i sprytny [nie wiem w jaki sposób ani kto ale gratuluje pomysłu =.=] Zrobił tak, że bez problemu możemy zajrzeć i bezpośrednio dać posta newsom starym sprzed roku-dwóch a nawet i trzech... nie wiem jak to działa ale jest obrazek i jest podpis ale bez daty. Data jest później.Patrz screen.News o nazwie "Erpegowanie to stan umysłu" <--- po kliknięciu cofnie cię do roku pańskiego 2012."Deluxe Ski Jump - z górki na pazurki, czyli przypadki znanej serii"Jeszcze starszy news bo z 1 lutego 2011 ! #_#Niezły wehikuł czasu co ? ;-) Tacy obywatelowcy jeden z drugim co to na froum ich tyle co kot napłakał a konta mają tylko zazwyczaj do przeglądania sklepu walnie posta i bum!. Temat wyciągnięty z głębi chaosu. Bo zazwyczaj tacy ludzie odkopują te newsy a na date nie spojrzy. Będzie tego więcej.]:->

Odpowiedz
G Ring5

> Będzie tego więcej.
Prawdziwy radosny, k*&%a, promyczek słońca z Ciebie... ;)

Odpowiedz
Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
Najnowsze
Lubisz nas?