InformacjeFelieton

Minecraft - o co w tym chodzi?

... Grzegorz Bonter

Już w momencie, gdy powierzono mi zadanie napisania artykułu o Minecrafcie czułem, że może się to źle skończyć. Pierwsze screeny raczej odpychały - na obrazkach znalezionych w Internecie wszystko było kwadratowe a piksele tak wielkie, że mogłyby połknąć w całości krowę. Do tego gra nadal jest w stanie alpha i ludzie na forach często narzekają na jakieś bugi i niedoróbki. No dobra, ale zlecenie jest, trzeba wykonać. Wtedy popełniłem swój pierwszy błąd.

Patrząc w otchłań własnej tożsamości

Otóż aby napisać artykuł o Minecrafcie, postanowiłem... zagrać w Minecrafta. I tak zaczęła się moja podróż w głąb mojej osobowości. Mojego dzieciństwa i ukrytych pokładów zespołu Aspergera. Poznałem co to obsesja, poznałem co to strach. Tak moi drodzy, tego wszystkiego można doznać właśnie tutaj. W grze, która jest dziełem jednego człowieka, który w Internecie używa nicka "Notch". Jest on obecnie milionerem, który zarabia po kilka tysięcy dolarów dziennie dzięki swojemu programistycznemu dziecku. Co zabawniejsze, jeszcze do minionych wakacji gra ta była jedynie małym projektem realizowanym w ramach hobby.

Minecraft jest banalną grą, jeżeli chodzi o obowiązujące w niej zasady. Właściwie jest tylko jedna reguła - przetrwaj. Nic ponadto. Zabawę rozpoczynamy z pustym ekwipunkiem, a wokół rozpościera się krajobraz utworzony z sześcianów. Nieopodal można zobaczyć pasące się kanciaste krówki, kanciaste świnki, kanciaste kurczaki i kanciaste owce. Radośnie zajadają się one równie kanciastą trawą. Jednak wkrótce zapadnie zmierzch i sielanka ta zostanie przerwana przez pojawienie się przeciwników - m.in. szkieletów i pająków. Wówczas gra Notcha zamienia się w prawdziwą walkę o przetrwanie. Stajemy się zwierzyną.

Motywacja, czyli walka o przetrwanie

Dlatego już od pierwszej chwili trzeba zacząć organizować sobie schronienie na noc. W tym celu lokalizujemy najbliższe drzewo i... walimy w nie pięścią dopóki dany sześcian nie wpadnie do naszego ekwipunku. Ale spokojnie, tak absurdalny sposób zdobywania materiałów stosuje się jedynie na początku, bowiem gracz szybko dorabia się specjalnego stołu do tworzenia przedmiotów. To na nim, korzystając z różnych rozmieszczeń surowców na dziewięciu polach planszy, możemy otrzymywać kolejne przedmioty, np. miecze czy narzędzia. Będą one nieodzowne przy budowie podstawowego schronienia na noc. Gdy mamy zapewnione bezpieczeństwo na czas mroku oraz przedmioty, możemy poczuć się pewnie w tym jakże wrogim świecie.

Jak ten domek wygląda...

Po postawieniu własnych czterech ścian zmartwienia gracza znikają i zaczyna się prawdziwa zabawa. Jesteśmy już bezpieczni podczas nocy. Zwiedzamy okolicę, ale przed zmrokiem musimy wrócić. W trakcie jednego z takich powrotów widzimy nasze żałosne schronienie. Co, gdyby zrobić sobie domek albo, jeszcze lepiej, cały zamek? Do tego potrzebne będzie sporo kamienia. Łapiemy więc za łopatę i zaczynamy kopać. Natrafiamy na warstwę skał, wybieramy kilof i kujemy. Tak powstaje nasza pierwsza kopalnia. Będziemy pracować w mroku chyba, że szczęście nam dopisze i szybko trafimy na podkłady węgla. Jeeej! Mamy pierwszą pochodnię! Rozpoczyna się obsesja. Kopiemy głębiej, rozstawiamy kolejne pochodnie.

SSSSSSSSssssss bum!

Wkrótce natrafiamy na pierwszą, pełną mroku jaskinię. W tym momencie Minecraft zamienia się w survival horror. Nie wierzycie? A jak będziecie czuli się ze świadomością, że w każdej chwili z tej nieprzeniknionej czerni może wylecieć albo strzała albo wyskoczyć Creeper i wybuchnąć wam prosto w twarz. Wydawać by się mogło, że taka gra nie ma prawa być straszna, ale jest i to cholernie. Samopoczucia nie poprawiają dźwięki wydawane przez potwory. Zwłaszcza charakterystyczne "SSSSSsssss", po którym następuje w 99% przypadków donośne "bum!".

Władza nad światem

Na tym etapie już na dobre jesteśmy wciągnięci w świat Minecrafta i żyjemy tym, co aktualnie budujemy. To my decydujemy o kształcie otoczenia. Jedyną różnicą pomiędzy nami a bogiem jest tutaj to, że my na wszelkie kreacje musimy poświęcić sporo czasu. Jednak nic nie zastąpi tego ogarniającego poczucia satysfakcji z wykonanego projektu, który najpierw narodził się w naszej głowie, a potem ,dzięki poświęceniu, stał się rzeczywistością. Pełni dumy stoimy na szczycie ogromnej, przeszklonej kopuły, wewnątrz której w fontannach radośnie przelewa się woda. Tuż obok po ścianie spływa pomarańczowa lawa, która nocą rozświetla otoczenie. Oczywiście nie zapomnieliśmy tutaj o małej biblioteczce oraz kominku. Wszystko to wyłożyliśmy elegancką, drewnianą podłogą. Nasze schronienie.

Wiszące ogrody? No problem

Urok Minecrafta to głównie swoboda kreacji, która nie jest ograniczana nawet prawami fizyki (tylko piasek, glina oraz ciecze opadają). Wisząca w powietrzu wyspa? Nie ma problemu. Kanał z wodą lewitujący 20 metrów nad ziemią? To również da się zrobić. Docenią to szczególnie starsi gracze, którym nie wypada już rozkładać na podłodze kocyka, wysypywać na niego klocków LEGO i tworzyć, co tylko mu się rzewnie podoba. Minecraft jest azylem, który wciąga na długie godziny i nie wychodzi z głowy nawet po wyłączeniu komputera. Właściwie, to może powinno się to uznać za wadę tej gry?

Praca zespołowa

Opisana powyżej formuła dostaje skrzydeł, gdy spróbuje się zabawy w trybie multiplayer. Tutaj surowce można sobie stworzyć w mgnieniu oka (...lub laga na serwerze) za pomocą komendy. Można zatem pokusić się o większe projekty, przy których mogą pomóc nam inni gracze. Dostępne na rynku gry od dłuższego czasu oferują tryb multiplayer, ale w 90% przypadków opiera się on na rywalizacji, czyli na zabijaniu lub niszczeniu czegoś. Tutaj nagrodą nie są ani acziwmenty ani punkty, ale poczucie satysfakcji ze stworzenia czegoś w ramach pracy zespołowej. Oczywiście, trafiają się osoby, które lubią psuć pracę innych, ale od tego są moderatorzy serwerów, aby tacy delikwenci szybko otrzymywali bany.

A to tylko alpha...

Mimo wszystko należy pamiętać, że Minecraft wciąż jest w fazie alpha, ale twórca gry już wziął się za zakładanie pełnoprawnego studia. To powinno zapewnić przyspieszenie prac nad jej rozwojem. Motywacja ekipy Notcha jest tym większa, że konkurencja nie śpi. Po pojawieniu się w Internecie informacji na temat poziomu sprzedaży Minecrafta, jak grzyby po deszczu powstały podobne projekty. Warto jednak dać kredyt zaufania Markusowi Perssonowi (Notch), bowiem jego dzieło wciąż wydaje się być najbardziej obiecującą grą tego typu na rynku. Za 9,95 Euro otrzymujemy nostalgiczny powrót do dziecięcych zabaw klockami, ale już bez przeszywającego bólu stopy po nadepnięciu na jednego z nich. Polecam, ale ostrzegam przed uzależnieniem.

Najnowsze
Lubisz nas?