InformacjeRecenzja - PC

Mass Effect PL (PC) - recenzja

119 Myszasty Już niedługo, w sąsiedniej galaktyce...

Już niedługo, w sąsiedniej galaktyce...

Z pecetową wersją Mass Effect wiąże się od samego początku jedno słowo – cierpliwość. Musieliśmy bowiem cierpliwie poczekać kilka ładnych miesięcy, aż gra przestanie być Xboksowym "quasi-exclusivem". Gracze oczekujący na polską, w pełni zlokalizowaną wersję najnowszej produkcji BioWare, również musieli uzbroić się w dodatkowe pokłady tej opiewanej przez filozofów cnoty. Ostatecznie jednak spoczęło przed nami długo wyczekiwane pudełko z grą, która w minionym roku zdobywała w cuglach większość nagród dla najlepszej konsolowej produkcji cRPG. Dziś postaramy się odpowiedzieć na pytanie, czy opłacało się czekać na nią ponad pół roku.

Jeden świat to za mało BioWare po latach tworzenia doskonałych gier cRPG opartych na znanych licencjach (AD&D, Star Wars) już w 2005 roku zasygnalizował niewielką zmianę kursu – drogę ku całkowicie samodzielnym produkcjom. Jade Empire było pierwszą grą fabularną tego studia w całości opartą na autorskim uniwersum, przenosząc nas do świata, w którym niezwykle zręcznie wymieszano chińskie, koreańskie i japońskie elementy kultury oraz legendy. Tak również jest przypadku Mass Effect, którego setting jest w stu procentach dziełem Kanadyjczyków.

Tym razem jednak opuścimy starą matkę Ziemię, aby u progu XXII stulecia wspomóc ludzkość i całą resztę międzygalaktycznej społeczności w walce z nieznanym i potężnym zagrożeniem. Ludziom z BioWare jedno trzeba przyznać – są coraz doskonalsi w kreowaniu własnych światów. Uniwersum, które stworzyli na potrzeby tej gry, może zachwycić swym bogactwem, pełnią i spójnością. Oczywiście nie dorównuje ono swym epickim rozmachem czy liczbą ras światowi Gwiezdnych Wojen, jednak doskonale i szczegółowo opracowana historia, pełna zależności, korelacji, sympatii i rasowych uprzedzeń, jest bardzo wiarygodna, co niezwykle ułatwia nam wsiąknięcie w zupełnie nowy świat.

Większość informacji o uniwersum zdobędziemy zresztą w trakcie rozmów z bohaterami niezależnymi, co jeszcze bardziej uwiarygodnia w naszych oczach tę wirtualną przecież rzeczywistość. Tym bardziej, że jego najnowszą historię przyjdzie nam w dużym stopniu tworzyć samodzielnie. Ważną rolę odgrywa tu uzupełniana wraz z postępami w grze potężna baza danych o galaktyce i rządzących nią prawach, której lektura pogłębia naszą wiedzę o uniwersum, pozwalając tym samym jeszcze lepiej wczuć się w jego niezwykły klimat.

W służbie Przymierza

Fabuła jest bowiem odpowiednio epicka i rozbudowana, bez jednak jakże częstego epatowania w takich przypadkach tandetnym patosem. Owszem, gra czerpie całymi garściami ze space operowych wzorców, jednak klasyczne ratowanie wszechświata zostało tu ukazane w niezwykle dojrzały sposób, całkowicie pozbawiony tanich chwytów. Jeśli już takowe się pojawiają – vide świetne przemówienie do załogi – to raczej mają charakter zabawy konwencją i ukazane zostały ze sporym dystansem. Duża w tym również zasługa kreacji poszczególnych bohaterów niezależnych, wśród których trudno szukać czarno-białych, archetypicznych postaci; niemalże każdy ma swoje tajemnice, słabości i ułomności. Bardzo pomaga w tym sam setting, ukazujący nam wszechświat jako miejsce pełne korupcji, partykularnych interesów, prywatnych rozgrywek i podejrzanych badań prowadzonych przez wielkie korporacje.

Opowieść zaczyna się od krótkiego wstępu, z którego dowiadujemy się, że u schyłku XXII wieku ludzie stanęli w końcu na Marsie, gdzie odkryto pozostałości pradawnej cywilizacji. Te technologiczne ochłapy wystarczyły jednak, by w dziejach ludzkości dokonał się olbrzymi skok – podróże między układami gwiezdnymi przestały być domeną futurystów i fantastów. Bardzo szybko okazało się jednak, że nie jesteśmy w kosmosie sami. Pierwsze kontakty z Obcymi nie należały do udanych – kończyły się zazwyczaj wyniszczającymi obydwie strony, choć krótkotrwałymi wojnami. Z czasem jednak zwyciężył rozsądek, a ludzie zostali uznani przez intergalaktyczną społeczność za godnych zaproszenia do pradawnej Cytadeli – stworzonej przez Protean gigantycznej bazy-miasta, będącej centrum życia politycznego i ekonomicznego. Komandor Shepard, niezwykle obiecujący oficer sił zbrojnych ziemskiego Przymierza, zostaje przydzielony do specjalnej misji, podczas której jego działania mają być obserwowane i monitorowane przez turiańskiego żołnierza, Nihlusa. Jest on członkiem Widm, elitarnego oddziału do zadań specjalnych, stojącego na straży pokoju w galaktyce...

Można również zauważyć po raz kolejny charakterystyczne dla ostatnich produkcji BioWare odejście od wyświechtanego schematu "od zera do bohatera". Rozpoczynamy grę postacią mającą swą historię – którą wybieramy podczas tworzenia profilu – dodatkowo nie jest to szeregowy żołnierz ziemskiego Przymierza, lecz oficer w stopniu komandora floty! Owszem, zdobywamy doświadczenie, rozwijając przy jego pomocy dostępne talenty, nie zmienia to jednak faktu, że od samego początku gra pozwala nam na poczucie się Kimś. Wynika to oczywiście z założeń fabularnych i przede wszystkim bardzo kinowego charakteru gry. Mamy tu bowiem tak naprawdę do czynienia z niezwykle wciągającym, interaktywnym filmem, wzbogaconym – szczególnie w wersji pecetowej – odpowiednią dawką taktycznej walki.

Rozgrywkę podzielić można z grubsza na cztery podstawowe etapy: eksplorację i konwersację, walkę oraz krajoznawcze wycieczki transporterem M35 Mako. Chociaż dość często przyjdzie nam sięgać po broń, to jednak znakomitą większość czasu spędzimy na rozmowach z bohaterami niezależnymi. Wbrew bowiem etykiecie "action-rpg", która przylgnęła nie wiedzieć czemu do gry, to właśnie wszelkie konwersacje i dialogi są jej najmocniejszą stroną. Ten typowo erpegowy element został tutaj niezwykle rozbudowany, niejednokrotnie spędzimy kilkanaście minut, przepytując jednego tylko, przeciętnego bohatera niezależnego. Co najważniejsze jednak, kończąc długą rozmowę – przynajmniej podczas pierwszego przechodzenia gry – wcale nie będziemy pragnąć walki, a jedynie kolejnego, równie ciekawego NPC-a.

Licencja na zabijanie

Nolens volens, potyczek z wrogo usposobionymi mieszkańcami galaktyki nie unikniemy. Tutaj w sukurs przyjdzie nam jedna z największych zalet peceta – klawiatura i myszka. Dlaczego? Ponieważ BioWare – mimo późnej premiery – potraktowało właścicieli blaszaków z pełnym profesjonalizmem i szacunkiem. Od podstaw zbudowano nowy interfejs, który dzięki dodaniu aktywnej pauzy i możliwości wydawania poleceń naszym towarzyszom, przemienił konsolową strzelankę z asystą w rasową niemalże grę taktyczną. Oczywiście możemy zdać się na SI, jednak nic nie stoi na przeszkodzie, by samodzielnie wyznaczać pozycje naszym "skrzydłowym", zmieniać im podczas walki broń czy wymuszać użycie konkretnych talentów. Inna sprawa, że korzystać z tego zaczniemy szerzej prawdopodobnie dopiero na wyższych poziomach trudności – dwa pierwsze daje się bez najmniejszego problemu przejść, zdając się wyłącznie na decyzje SI.

Sama walka w pecetowej wersji wygląda więc jak połączenie elementów taktycznych KotOR-a z widokiem znanym z Gears of War. Wrażenie to pogłębia możliwość aktywnego korzystania z wszelkiego rodzaju zasłon i przeszkód terenowych, jakby żywcem wyjętych z produkcji Epica. Boje o lepsze jutro wszechświata toczyć będziemy zresztą nie tylko na własnych nogach. Bardzo ważnym elementem gry – choć związanym przede wszystkim z zadaniami pobocznymi – są lądowania na planetach i ich eksploracja pod pancerzem uniwersalnego transportera Mako. Oczywiście należy tu przymknąć oko na specyficzną fizykę i model jazdy, które mają przede wszystkim dostarczać radości z szalonej przejażdżki, a nie przyprawiać o zgrzytanie zębów absolutnym realizmem. Nasz pojazd wyposażony został w potężne działo energetyczne i sprzężony z nim karabin, co niejednokrotnie pozwoli nam otworzyć z jego pomocą dalszą drogę w kilku misjach związanych z głównym wątkiem fabularnym.

Oprócz niego możemy bowiem realizować szereg zadań pobocznych, dających nam dodatkowe punkty doświadczenia czy też pozwalających na zdobycie lepszego sprzętu. Podzielić je możemy na dwie podstawowe grupy. Pierwszą z nich są zadania fabularne, często wieloetapowe i rozbudowane, wzbogacone licznymi konwersacjami. Drugi typ misji to klasyczne zbieractwo – na planetach zajmujemy złoża surowców, przeszukujemy proteańskie ruiny w poszukiwaniu artefaktów lub zbieramy pradawne zapiski. Kolejnym elementem, tym razem typowo konsolowym, ale mającym na szczęście również wpływ na samą grę, są różnego rodzaju osiągnięcia. Wiele z nich dla pecetowców pozostanie jedynie sztuką dla sztuki, są jednak i takie, które przynoszą wymierne korzyści – zwiększają zdobywane punkty doświadczenia, pozwalają na wybranie dodatkowego talentu nowo tworzonej postaci lub dają jej od początku gry dostęp do najlepszych broni.

Człowiek ze zmodyfikowanym pistoletem Broń i pancerze możemy w dość szerokim zakresie ulepszać przy pomocy znajdowanych podczas gry modów, choć w odniesieniu do samych pukawek oraz wszelkich modyfikacji zdecydowano się na daleko idące uproszczenia. Co najciekawsze jednak, w żaden sposób nie przeszkadza to w zabawie – tak naprawdę kwestia sprzętu bardzo szybko staje się dla nas rzeczą drugoplanową. Skupiamy się przede wszystkim na fabule, interakcjach z bohaterami i poznawaniu bogatego świata gry. Ciekawym elementem, który również jest swoistym prezentem twórców dla posiadaczy pecetów, są znacznie lepiej zrealizowane i podane w formie zręcznościowej mini-gierki otwieranie zamków i włamywanie się do wszelkich systemów. Niby nic wielkiego, a jednak bawi o wiele bardziej, niż znane z konsoli, proste naciskanie odpowiedniej kombinacji przycisków.

Wróćmy jednak na chwilę do głównego bohatera tej historii. Tworząc postać, po wyborze płci naszego awatara, możemy w dość znacznym stopniu – co zaczyna stawać się regułą w grach cRPG – zmodyfikować twarz naszego bohatera, przy czym zadbano nawet o takie szczegóły jak blizny czy makijaż w przypadku kobiet. Do wyboru mamy sześć predefiniowanych profesji, które w różnym stopniu łączą ze sobą trzy aspekty: umiejętności bojowe, zdolność wykorzystywania mocy biotycznych oraz technologicznych. Ważnym elementem jest również wybór historii postaci i profilu psychologicznego, gdyż w pewnym stopniu warunkuje on nasze odpowiedzi w rozmowach z bohaterami niezależnymi. To zresztą jeden z najlepiej zrealizowanych elementów gry – podczas konwersacji wybieramy jedynie ogólny ton odpowiedzi, a na tej podstawie jest dobierana odpowiednia opcja dialogowa. Znacznie poprawia to płynność wszelkiego rodzaju rozmów, pozwalając zachować filmowy klimat tego elementu rozgrywki.

Gra nie jest oczywiście pozbawiona wad, jednak większość z nich to tak naprawdę mało znaczące błędy. Czasami zdarza się, że nasi podwładni potrafią zablokować się w sąsiednim pomieszczeniu, nie mając zamiaru podążać za swoim dowódcą; niekiedy nasza postać może wpaść w szczelinę, z której jedynym wyjściem jest... załadowanie zapisanej gry. Zdarza się to na szczęście wyjątkowo rzadko – w większości przypadków SI sprawuje się całkiem przyzwoicie. Po eksploracji kolejnej planety zaczynamy również dostrzegać zbyt dużą powtarzalność pewnych elementów, szczególnie wnętrz, których (łącznie z pokładami statków) są raptem trzy rodzaje, z niewielkimi wariacjami. Na szczęście jednak lokacje związane z głównym wątkiem fabularnym są unikatowe i ciekawie zaplanowane, co pozwala skutecznie zapomnieć o tej powtarzalności. Gra działała podczas testów bardzo płynnie i stabilnie, ładowanie nowych lokacji zajmowało kilka do kilkunastu sekund, nie dało się zauważyć znanego z konsoli przycinania się podczas większych potyczek. Jedynym problemem było wyświetlanie cieni, szczególnie na twarzach bohaterów, co niekiedy tworzyło kuriozalne i brzydko wyglądające efekty.

Tylko dla twoich uszu

Osobny akapit należałoby poświecić udźwiękowieniu dialogów, zwłaszcza w polskiej ich wersji. Bowiem pełna polonizacja gry, zapowiadana jako największe tego typu przedsięwzięcie lokalizacyjne w historii, stanowi zarówno jedną z jej największych zalet... jak i wad. W nagranie dialogów włożono naprawdę wiele czasu i pracy, znakomita większość aktorów wywiązała się z tego zadania dobrze lub nawet bardzo dobrze – postaci bohaterów niezależnych słucha się zazwyczaj z taką samą przyjemnością, jak w wersji oryginalnej. Cóż z tego, skoro cały ten efekt skutecznie storpedowany został przez kwestie głównego bohatera? Żeby jednak być sprawiedliwym, należy dodać, że Magdalena Różczka w roli pani komador Shepard tylko w niektórych kwestiach wypada mało przekonująco – można jedynie dociekać, czy jest to wina aktorki, czy reżysera. Jednak całkowitą porażką jest dopiero męski głos komandora, czyli Marcin Dorociński. Jego kwestie brzmią zupełnie beznamiętnie, zamiast poczucia obcowania z człowiekiem czynu, bądź co bądź dowódcą najnowocześniejszego statku w galaktyce, mamy wrażenie, że komandor Shepard jest zblazowanym, znudzonym życiem i wszystkimi mającymi dokoła miejsce wydarzeniami flegmatykiem.

Mogła to być naprawdę jedna z najlepszych lokalizacji w historii polskich wydań gier komputerowych, tym bardziej, że samo tłumaczenie stoi na naprawdę wysokim poziomie. Świetnie oddano specyfikę wypowiedzi różnych ras, a nawet poszczególnych bohaterów; mimo nacechowania dużej ilości wypowiedzi choćby technicznym żargonem, język jest żywy i brzmi to wszystko bardzo naturalnie. Niektórych mogą tylko nieco razić wyjątkowo wulgarne wypowiedzi Wrexa, ale przecież to... Kroganin, więc można mu takie zachowanie wybaczyć. Co więcej, specjalnie na potrzeby dubbingu stworzono w grze mechanizm, który animuje ruchy ust i mimikę postaci w zależności od wypowiadanych kwestii, co oczywiście działa również w przypadku polskiej wersji językowej. Trzeba przyznać, że robi to naprawdę niesamowite wrażenie.

Na szczęście wydawca zdecydował się na pozostawienie oryginalnych ścieżek dźwiękowych, możemy więc przy instalacji gry zdecydować się na odpowiadającą nam wersję językową. Dodatkowo polskie wydanie gry - jako jedyne na świecie - pozbawione zostało niezwykle kłopotliwego zabezpieczenia opartego na wyjątkowo restrykcyjnej wersji systemu SecuROM, wymuszającej rejestrację online i ograniczającej liczbę możliwych instalacji na tym samym OS.

Diamenty są wieczne? Na końcu powinno powrócić pytanie postawione w pierwszym akapicie tego tekstu – czy warto było czekać ponad pól roku na pecetową wersję gry? Z pewnością. Jest to bowiem obecnie jedna z najlepszych gier cRPG na rynku, zachwycająca dopracowanym, bogatym uniwersum, intrygującą fabułą, świetnie zarysowanymi postaciami bohaterów i świetną oprawą graficzną oraz dźwiękową. Można oczywiście zżymać się na pewne uproszczenia, jednak właśnie dzięki nim gra jest jednym z najlepiej zbalansowanych tytułów na rynku – odpowiednie wyważenie wszystkich elementów rozgrywki to naprawdę nie lada sztuka. Ekipie BioWare udało się to perfekcyjnie, dodatkowo wzbogacając pecetową wersję o elementy taktyczne, czyniące walki jeszcze bardziej miodnymi. Nie ma tu jakichś wybitnie przełomowych elementów rozgrywki, ale kogóż to obchodzi, skoro dostaliśmy w swe ręce tak perfekcyjnie oszlifowany diament? Szkoda tylko, że efekt całkowitego olśnienia został nieco przytłumiony nie do końca udaną oprawą w postaci lokalizacji. Tak czy inaczej, dla miłośników komputerowych erpegów jest to pozycja wręcz obowiązkowa. A nam pozostaje jedynie czekać na dalsze części tej zaplanowanej na trzy odsłony kosmicznej sagi.

Wideorecenzja

Get Adobe Flash player

PCMass Effect


  • rozbudowane i spójne uniwersum
    intrygująca fabuła
    klimat space opery
    doskonały balans między akcją a elementami RPG, czyli grywalność
    filmowy charakter całości

  • Marcin Dorociński jako komandor Shepard
    powtarzalność niektórych lokacji
    kilka innych drobnych błędów

Jade Empire w kosmosie

119 komentarzyDodaj swój

Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
G Heroes1990

Dobry pomysł - napisanie recki ZANIM gra trafi do sprzedaży aby móc się zorientować so się kupuje
Zły pomysł - pisanie recki PO premierze

Taki joke :P Tekst bardzo fajny, zgadzam się, że Dorociński skopał swoją rolę. Cóż, zdarza się :) Gierka jest miodna!

Odpowiedz
mmmjjj23

Może mi ktoś powiedzieć jak wyjść z pojazdu Mako. Naciskałem już wszystkie klawisze i dalej nie mogę się wydostać.

Odpowiedz
G Vojtas

> Dobry pomysł - napisanie recki ZANIM gra trafi do sprzedaży aby móc się zorientować so
> się kupuje
> Zły pomysł - pisanie recki PO premierze
>
> Taki joke :P
Joke czy nie joke - nie każdy rzuca się na gry w momencie premiery. :) Ja na przykład mam jeszcze stos gier do "przegrania". ;) W tym sporo z różnych kolekcji.Myszasty: Michael Collins nigdy na Księżycu nie wylądował. Collins jedynie orbitował i zarządzał statkiem, podczas gdy Aldrin i Armstrong buszowali po srebrnym globie. ;)

Odpowiedz
korbest

Mako, Mako....a tego pojazdu na kółkach? :P wystarczy wcisnąć Q.

E wejście do pojazdu, Q wyjście...

Odpowiedz
mmmjjj23

Dzięki :)

Odpowiedz
G Selv

Przekleństwa Wrexa są ok, ale pozostałych postaci - brzmią sztucznie - nienaturalnie a co więcej, często są nieuzasadnione bo prawdę mówiąc, czy chcielibyśmy oglądać Luka Skywalkera mówiącego `jestem wkurwiony` czy Hana Solo z tekstem `chciałbym wyjebać mu z bańki?`.
Polonizacja chciała chyba dotrzymać językowi z Wiedźmina tylko, to nie te klimaty...

Odpowiedz
G Steel Dogg

oj pograłbym sobie...ale mam jedna malutka przeszkode mój złomek nie pociagnie tej gierki...trzeba zbierać kase na nowego kompa

Odpowiedz
G Aargh92

Uważaj, bo jeszcze Dżordżu L. usłyszy i zrobi Epizod 7 w tej konwencji :)

Luke Skywalker mówiący do Ewoków: "Sp (piiiiip) konusy " :D

Fak, ja czekam na ME do poniedziałku, bo wyszedłem z domu w złym momencie :/

Odpowiedz
G Lukasz924

no i byla dzis premiera. bylem w Krk w galerii i widzialem jak rozkladali na polki ta gre lecz.. nikt jej nie kupil i w epmiku i w saturnie porazka...

Odpowiedz
G Sisiu21

Harkin is ass (czy jakoś tak) - Harkin to ćwok :D

Denerwuje mnie trochę że w angielskiej wersji wszyscy zwracają się do siebie "po imieniu" a w polskiej wszędzie widzę pan i pani :/

Odpowiedz
G Pawlo09

No nareścię trochę będzie do czytania.

Odpowiedz
flavee

Dlaczego mnie nie dziwi, że polscy lektorzy zepsuli klimat...? Po co więc bawić się w te "cudowane" tłumaczenia - wypuścić wersję angielską, ewentualnie kinową polską i problem z głowy:P

Odpowiedz
G rafekx 12

Recenzja podoba mi się ale...myślę że niepotrzebnie czepiacie sie Dorocińskiego,dla mnie on mówi swoje kwestie dobrze no ale gusta są różne.

Odpowiedz
G Dincooo

NASA jeszcze przed swoim utworzeniem wystrzeliła satelitę? Jakiś błąd? Napisane jest, że wystrzeliła Explorera 2 stycznia 1958, a cała agencja powstała dopiero 29 lipca tego samego roku..?

edit: Zawsze mnie zastanawiało dlaczego nie używacie skali punktowej przy ocenie..

Odpowiedz
bartek0700

> Dlaczego mnie nie dziwi, że polscy lektorzy zepsuli klimat...? Po co więc bawić się w
> te "cudowane" tłumaczenia - wypuścić wersję angielską, ewentualnie kinową polską i problem
> z głowy:P
Przecież cdprojekt reklamował grę jako spolszczoną na cztery sposoby:) Kto chce po angielsku ten ma po angielsku

Odpowiedz
bartek0700

> Przekleństwa Wrexa są ok, ale pozostałych postaci - brzmią sztucznie - nienaturalnie
> a co więcej, często są nieuzasadnione bo prawdę mówiąc, czy chcielibyśmy oglądać Luka
> Skywalkera mówiącego `jestem wkurwiony` czy Hana Solo z tekstem `chciałbym wyjebać mu
> z bańki?`.
> Polonizacja chciała chyba dotrzymać językowi z Wiedźmina tylko, to nie te klimaty...
Hehe, dziwne, w wersji na Xboxa był chyba tylko jeden, z przeproszeniem, skurwiel. Mówił to Wrex albo Garrus:)

Odpowiedz
LIZZU

> Może mi ktoś powiedzieć jak wyjść z pojazdu Mako. Naciskałem już wszystkie klawisze i
> dalej nie mogę się wydostać.
to zamiast naciskać było zajrzeć do instrukcji albo karty szybkiej pomocy z klawiszologią ... :/

Odpowiedz
G orzech4

Hmm... wylądowałem bodaj na Edolusie i ne wiem co zrobić. "Obskoczyłem" 3 punkty na mapie, dotarłem do jakiejś sondy, ale nie mogę jej rozmontować ze względu na zbyt niski poziom elektroniki i... nic. Nie wiem co dalej, nawet jak mam się wydostać. Ktoś pomoże?

Odpowiedz
G Metalhead86

Jeden z lepszych tekstów, który miałem przyjemność przeczytać na tym serwisie. Gra przednia, aczkolwiek połączenie gry akcji z cRPG w takich realiach, nie trafia w moje gusta. Wersja polska jest mocno średnia - gra Marcina Dorocińskiego jest okropnie 'sztywna', psuje on klimat. Mieszkając za granicą mam szczęście, że mogę bez problemu zakupić wersję angielską - naszą rodzimą wersję mogę zakupić w sklepie internetowym.

Odpowiedz
G Jimus

Strasznie podobne do Kotora :D

Odpowiedz
G Czapelo

Właśnie "męczę Mass Effect". Pomimo że jest to KotOR w innych realiach z trochę skaszanionymi walkami (wolałem właśnie system z KotOR) to i tak ta gra zasługuje na 9+/10. A co do Sheparda - zawsze mogłoby być lepiej ale wg mnie jest i tak bardzo dobrze. Dobrze, że Wiedźmin nie startował w tym roku, bo z bólem serca musiałbym mu przyznać drugie miejsce w plebiscycie na RPG roku (a może nawet wogóle na grę roku) na rzecz Mass Effect. Jednak na dzień dzisiejszy i Mass Effect nie jest u mnie pewnym kandydatem, bo bardzo prawdopodobne, że Fallout 3 dostanie właśnie 10/10 :). Ale teraz pozostaje tylko grać... Szkoda mi tylko opłaconego abonamentu w WoW bo się marnuje przez Mass Effect i GRID :))))

Odpowiedz
G Ecko09

Gra marzenie. Must have.

Odpowiedz
G elmoone

Mam, gram i podoba mi się. Co do polskiej wersji językowej to nie jest ona zła, choć gorsza od oryginału, ale brawa i tak się tłumaczom należą za wytrwałość w tłumaczeniu tak wielkiego projektu.

Wad też jest kilka jednak nie wpływają one na rozgrywkę, odstrasza natomiast cena - 130 zł to dla wielu bardzo dużo (dla mnie też, ale kupiłem ją z bratem na spółkę, więc nie było tak źle).

Wielkim plusem jest brak dość irytującego zabezpieczenia, uprzykrzającego zabawę legalnym nabywcom gry, za co należą się wielkie podziękowania wydawcy.

Oczywiście wydanie jak zwykle bogate: 2 DVD z grą, 1 DVD z materiałami o tłumaczeniu (szkoda tylko, że film trwa tylko 30 min), instrukcja (40 str.), poradnik (176 str.), karta pomocy podręcznej, 3 pocztówki, broszurki reklamowe i karta rejestracji elektronicznej (bonus 26 wPLN).

Odpowiedz
G Olamagato

Włączyłem sobie wersję żeńską i nie jest najgorzej. Problemem jednak polskich aktorów jest to, że wszystkie teksty grają z manierą odgrywania telenoweli zamiast filmu.
Co do samej gry - polecam wyłączyć całkowicie wspomaganie celowania i wrzucić maksymalną trudność. Wbrew pozorom jest bardzo łatwo i kupa zabawy z walki a to snajperką, a to szybkim roznoszeniem wszystkiego pistoletami.

Zaskakujące dla mnie, że na takim trupie jak Athlon 2500+ z Radkiem X1950GT mogłem włączyć wszystko na maks i chodzi wszystko jak żyleta - nie ma najmniejszych szarpnięć. Graficznie jedynym minusem są opisane w recenzji cienie na twarzy, które przy odpowiednim kącie wyglądają jak jakaś wada grafiki oraz światła lamp, które na krawędziach świecą przed postaciami, które je zasłaniają, a jednocześnie ponieważ nie ma na nich skupienia kamery, to robią się na nich widoczne kwadraciki. Drugi problem, to brak dobrze działającego kodu przełączającego do Windows i z powrotem (po alt+tab), ale to wada wielu zaawansowanych graficznie gier. W każdym razie po przejściu do Windows grę trzeba zabić bo sama obrazu graficznego nie przywróci.

Odpowiedz
G Myszasty

Vojtas --> Sorka, ale teksty z ramki na pierwszej stronie nie są moje. ;)

Ogólnie, tak jak napisałem: mimo paru drobnych baboli i moim zdaniem totalnie drewnianego Dorocińskiego - must have dla każdego miłośnika cRPG. Grywalność w cRPG to coraz rzadziej spotykana cecha - tutaj mamy wręcz podręcznikowy jej przykład.
A opcji skonfigurowania sobie wersji językowej jest sporo - pamiętać tylko trzeba, że wyboru dokonujemy przy instalacji.

edit

Olamagato --> Działa. Tylko wymaga nieziemskiej cierpliwości. Gra podnosiła mi się za każdym razem, tylko niekiedy i ok. 4-5 minut było jej na to potrzeba. :)

Odpowiedz
Melchah

No to trzeba będzie kupić, tym bardziej, że po poście Olamagato widzę, że na moim kompie ruszy bez problemu (a mam nieco mocniejszy procesor i ciut wydajniejszą kartę graficzną, choć sprzęt również nie całkiem na dzisiejsze czasy).

Po pierwszych ocenach próbek głosu Dorocińskiego zdaje się, że mieli go nieco bardziej wziąć za... poły garnituru i wycisnąć trochę emocji. A tu proszę, do wersji finalnej spolszczenia się to nie udało i jak był flakiem, tak nim został do końca. Nic to, i tak będę grał przy spolszczeniu kinowym jak zakładałem pierwotnie.

Teraz tylko trzeba poczekać, aż ME stanieje i trafi do platyny, bo pierwszeństwo ma nadchodzące Spore ;).

Odpowiedz
G lurynowicz

Dorociński ma moim zdaniem naprawdę nieźle pasujący tembr głosu do tej roli, ale swoją robotę położył całkowicie - wstyd i chała, proszę pana!!!Przypomina mi się hasło sprzed kilku lat, że jak CD Projekt robi spolszczenia, to albo zrobi z nich dzieło sztuki, albo doszczętnie sp****oli. ;) Tutaj akurat położony został polski dubbing - żeński głos też mnie nie przekonuje. Kurka wodna, kiedy doczekamy się wśród reżyserów dubbingu gier takich manier, jakie mają miejsce w podkładaniu głosów przy filmach: puszczać cut-scenki aktorom!

Odpowiedz
G Marco Polo

Mogliby wydać jakiś edytor, fani gry szybko by pewnie urozmaicili odwiedzane lokacje poboczne.

Pozazdrościć kolegom mieszkającym w większych miastach, u mnie EMPIK dopiero budują :-/

Odpowiedz
G Chester001

mass efect jest do kupienia od 2 dni w media markt..... nie wiem czym sie podniecac 0_o

Odpowiedz
G Vojtas

> No to trzeba będzie kupić, tym bardziej, że po poście Olamagato widzę, że na moim kompie
> ruszy bez problemu (a mam nieco mocniejszy procesor i ciut wydajniejszą kartę graficzną,
> choć sprzęt również nie całkiem na dzisiejsze czasy).
> Po pierwszych ocenach próbek głosu Dorocińskiego zdaje się, że mieli go nieco bardziej
> wziąć za... poły garnituru i wycisnąć trochę emocji. A tu proszę, do wersji finalnej
> spolszczenia się to nie udało i jak był flakiem, tak nim został do końca. Nic to, i tak
> będę grał przy spolszczeniu kinowym jak zakładałem pierwotnie.
Nie wiem, w jakich faktycznie warunkach pracowali aktorzy - czy np. wiedzieli (i widzieli w grze lub na screenach/obrazkach) daną scenę - czy zdawali sobie sprawę, kim jest bohater, przed jakim wyborem stoi, jak się czuje itd. Na podstawie tego, co tu wyczytałem ("jak robiono polską wersję ME) odnoszę wrażenie, że było to błądzenie po omacku. Jeśli faktycznie tak było, to może ten wynik i tak należałoby uznać za SUKCES? Zgroza, Panie, zgroza. No ale nie będę formułował wniosków, póki sam nie zagram i sam nie usłyszę. Martwi mnie tylko, że dobre poloniazacje dubbingowane wciąż są wyjątkiem, a nie regułą...

Odpowiedz
G Patryk Mogilno

Bo ja wiem czy to jest taka dobra gra. Dla mnie numer uno z XBOXA 360 bedzie i tak Gears Of War

Odpowiedz
G Vegan

Dosyć już z tym ME, teraz wyjdzie jeszcze większy gigant - Fable 2, to będzie gierka :D

Odpowiedz
G Spector 109948

> Dosyć już z tym ME, teraz wyjdzie jeszcze większy gigant - Fable 2, to będzie gierka
> :D
No rzeczywiście większy gigant, 20h... do tego obietnice z kosmosu. ME wyszedł, Faable2 jeszcze w produkcji i może nie być zbyt różowo. Mimo iż jestem fanem klimatów sci-fi gra mnie jakoś nie pociąga, nie wiem czemu. Zaczekam aż stanieje i dopiero wtedy zakupię.

Odpowiedz
G dark master

Gra od BioWare bez tandetnego patosu i czarno-białych postaci płaskich jak tektura? Niemożliwe ;)

Szczerze, była chyba tylko jedna gra cRPG (a przynajmniej jest to jedyna którą w tej chwili kojarzę) której udało się pokonać te schematy - nieśmiertelny Planescape: Torment.

Odpowiedz
Melchah

> Nie wiem, w jakich faktycznie warunkach pracowali aktorzy - czy np. wiedzieli (i widzieli
> w grze lub na screenach/obrazkach) daną scenę - czy zdawali sobie sprawę, kim jest bohater,
> przed jakim wyborem stoi, jak się czuje itd. Na podstawie tego, co tu wyczytałem ("jak
> robiono polską wersję ME) odnoszę wrażenie, że było to błądzenie po omacku. Jeśli faktycznie
> tak było, to może ten wynik i tak należałoby uznać za SUKCES? Zgroza, Panie, zgroza.
> No ale nie będę formułował wniosków, póki sam nie zagram i sam nie usłyszę. Martwi mnie
> tylko, że dobre poloniazacje dubbingowane wciąż są wyjątkiem, a nie regułą...
To co piszesz powinno być "oczywistą oczywistością" dla ludzi profesjonalnie zajmujących się dubbingiem. Nie wiem jak aktor podkładający głos może zrobić to przekonująco, skoro nie ma pojęcia w jakiej sytuacji znajduje się bohater, którego gra. Co prawda nie było nas przy nagrywaniu dubbingu (i nie wiemy czy p. Dorociński "nie mógł, nie wiedział czy nie chciał"), więc nie wiemy jak było, ale wiemy jak jest, a przecież efekt końcowy jest najważniejszy.Naprawdę szkoda, że jeden głos zaważył na całości. Bo kiedy były umieszczane na gram.pl dłuższe fragmenty do odsłuchu to większość aktorów brzmiała naprawdę przyzwoicie i sam narzekałem zasadniczo jedynie na Sheparda. A to przecież głos głównego bohatera leży na całej linii, a musiałbym go słuchać całą grę (i jak tu się zidentyfikować z gościem, skoro słuchać go nie można?).@lurynowicz - "Dorociński ma moim zdaniem naprawdę nieźle pasujący tembr głosu do tej roli"Faktycznie, akurat tembr nie jest zły. Tylko zero wkładu ze strony aktora :)

Odpowiedz
G Ascarib

@Olamagato
"Włączyłem sobie wersję żeńską i nie jest najgorzej. Problemem jednak polskich aktorów jest to, że wszystkie teksty grają z manierą odgrywania telenoweli zamiast filmu.
Co do samej gry - polecam wyłączyć całkowicie wspomaganie celowania i wrzucić maksymalną trudność. Wbrew pozorom jest bardzo łatwo i kupa zabawy z walki a to snajperką, a to szybkim roznoszeniem wszystkiego pistoletami.

Zaskakujące dla mnie, że na takim trupie jak Athlon 2500+ z Radkiem X1950GT mogłem włączyć wszystko na maks i chodzi wszystko jak żyleta - nie ma najmniejszych szarpnięć. Graficznie jedynym minusem są opisane w recenzji cienie na twarzy, które przy odpowiednim kącie wyglądają jak jakaś wada grafiki oraz światła lamp, które na krawędziach świecą przed postaciami, które je zasłaniają, a jednocześnie ponieważ nie ma na nich skupienia kamery, to robią się na nich widoczne kwadraciki. Drugi problem, to brak dobrze działającego kodu przełączającego do Windows i z powrotem (po alt+tab), ale to wada wielu zaawansowanych graficznie gier. W każdym razie po przejściu do Windows grę trzeba zabić bo sama obrazu graficznego nie przywróci."

Co do pierwszej części razja ale co do ALT+TAB to się mylisz-gra przywróci tryb graficzny, ale musisz odczekać ok. 3 min. ;p co jak się okazusie "troszkę" denerwuje. najgorzej jak ALT+ENTERem zmienisz tryb okienkowy to już czekasz 5 min. xD
Co do wrexa to jednym słowem lekko przesadzili z przekleństwami(3x chuj w jednym zdaniu xD), a ten mowy wrexa to już bez komentarza(mogl;iby znieksztaucić).

Odpowiedz
G Jaro7788

> Naprawdę szkoda, że jeden głos zaważył na całości. Bo kiedy były umieszczane na gram.pl
> dłuższe fragmenty do odsłuchu to większość aktorów brzmiała naprawdę przyzwoicie i sam
> narzekałem zasadniczo jedynie na Sheparda. A to przecież głos głównego bohatera leży
> na całej linii, a musiałbym go słuchać całą grę (i jak tu się zidentyfikować z gościem,
> skoro słuchać go nie można?).
>
> @lurynowicz - "Dorociński ma moim zdaniem naprawdę nieźle pasujący tembr głosu
> do tej roli"

> Faktycznie, akurat tembr nie jest zły. Tylko zero wkładu ze strony aktora :)
Wiem, że nikt mnie o zdanie nie pytał, ale wierzcie mi - chcecie je poznać, a ci co nie chcą, chcą, tylko jeszcze o tym nie wiedzą. ;)Temat: Dorociński a sprawa polskiego Mass Effecta.1. Marcin Dorociński pasuje głosem do postaci Sheparda.2. Do monotonnego tonu Dorocińskiego można po jakimś czasie (np. godzinie) przywyknąć i nie zwracać później na niego większej uwagi.3. Dorociński nie włożył w swoją pracę nawet minimalnego wysiłku.4. Dorociński został wybrany przez BioWare, a nie przez CD Projekt Localisation Center - rzecz niepojęta biorąc pod uwagę np. różnicę w gustach dubbingowych między Polakami a Niemcami, a także między Polakami i Amerykanami.5. Dorociński prezentuje się najgorzej (bez wyjątku) ze wszystkich aktorów w polskiej wersji.W domu: Napisać wypracowanie (co najmniej 4 strony formatu A4) na temat: Jaki wpływ na równowagę molekuł we Wszechświecie ma polonizacja Mass Effecta?

Odpowiedz
wilczek89

Ja zrobilem buzke Shepardowi tak ze Marcin Dorociński idealnie do tego pasuje:P fajnie wyszlo ;) a gra jest wspaniala , dawno nic mnie tak nie wciagnelo :)

Odpowiedz
ManiusNG

"Dodatkowo polskie wydanie gry - jako jedyne na świecie - pozbawione zostało niezwykle kłopotliwego zabezpieczenia opartego na wyjątkowo restrykcyjnej wersji systemu SecuROM, wymuszającej rejestrację online i ograniczającej liczbę możliwych instalacji na tym samym OS."

Ja bym jednak wolał jednorazową aktywację i granie bez płyty w napędzie. Nie wiem co w tym restrykcyjnego i kłopotliwego. A na dzień dzisiejszy jestem "zmuszony" używać obrazu płyty i Daemon Tools Pro...

Odpowiedz
G Rozrobiony

To jest dobra gra jakby nie patrzeć i żadne argumenty nie zmuszą mnie do zmiany decyzji. W końcu to BioWare! A wersja PL jest świetna - kumpel pokazał mi teksty Wrexa, padłem. Dobra robota ;-)

Odpowiedz
G dark master

> 2. Do monotonnego tonu Dorocińskiego można po jakimś czasie (np. godzinie) przywyknąć
> i nie zwracać później na niego większej uwagi.
Jarro, drobna uwaga, bo mnie już od kilkunastu postów drażnił twój hurraoptymizm do lokalizacji wszystkiego ;)Do dubbingu ja się NIE MAM przyzwyczajać. On MA BYĆ na poziomie CO NAJMNIEJ tak wysokim, jak oryginał. Inaczej to nie jest dubbing tylko zwykła kaszana. Zresztą Space Opera z dubbingiem to jak oglądanie zdubbingowanych gwiezdnych wojen. Niby miejscami daje się wyłapać jakieś pozytywne aspekty, ale generalnie całość leży, kwiczy i rozkłada klimat na łopatki.

Odpowiedz
G orzech4

No dobrze, czas się chyba wypowiedzieć o grze.
Przede wszystkim na pierwszy rzut oka gra mocno przypomina wspomnianego już w tym temacie KotOR'a (grę, którą to nawiasem mówiąc uważam za kapitalną). Porównanie jest o tyle właściwe, że Mass Effect w zasadzie na każdym polu jest lepszy od swego "ideowego" poprzednika. Questy są bardzo dobre (jest ich sporo, a każdy na swój sposób ciekawy), gracza czeka masa wyborów i smaczków. Przyznam szczerze, że jako fan sci-fi jestem w siódmym niebie. Duża ilość układów planetarnych do zbadania (to, że nie na każdej planecie da się wylądować wydaje się być dość logiczne - sporo jest tu gazowych gigantów), fabuła, która potrafi zaskoczyć... Ostatni raz tak dobrze się bawiłem bodaj przy Vampire the Masquerade: Bloodlines, albo i nawet Badur's Gate. Dialogi również są wyśmienite. I nie chodzi mi tu stricte o ich treść, a o sam system, który pozwala wybrać "postawę" wobec npc'a.

Niby gram od wczoraj, ale już mogę powiedzieć, że jest to produkcja wybitna, pod wieloma względami. Polecam.

BTW. System walki jest niezły. Mylibły się kto, myśląc, iż może radośnie i bez zastanowienia przeć na wroga. Tu chodzi o coś więcej - zagrywki taktyczne, kombinowanie... Połączenie przednie, aczkolwiek wolałbym tu jednak ujrzeć coś na wzór Knight's of the Old Republic - czyli staruśieńkie rzuty kośćmi.

Odpowiedz
G Jaro7788

> Jarro, drobna uwaga, bo mnie już od kilkunastu postów drażnił twój hurraoptymizm do lokalizacji
> wszystkiego ;)
A czy ja bronię Dorocińskiego? Czy ja mówię, że dobrze wypadł? Nie, bo nie wydał z siebie najmniejszego wysiłku! A mój "hurraoptymizm" wobec polonizacji wcale nie osłabł. Przeciwnie, Shepard to nie wszystko. A NPC-e w Mass Effekcie - i ci bardziej, i mniej ważni - wypadli po prostu bosko.> Do dubbingu ja się NIE MAM przyzwyczajać. On MA BYĆ na poziomie CO NAJMNIEJ tak wysokim,
> jak oryginał. Inaczej to nie jest dubbing tylko zwykła kaszana.
No dobrze! Dorociński się nie popisał. Ale nie przekreśla on ogólnego świetnego obrazu dubbingu, któremu na razie wystawiam ocenę 5 (byłoby 6, gdyby nie Dorociński).> Zresztą Space Opera z dubbingiem to jak oglądanie zdubbingowanych gwiezdnych wojen. Niby
> miejscami daje się wyłapać jakieś pozytywne aspekty, ale generalnie całość leży, kwiczy
> i rozkłada klimat na łopatki.
Po pierwsze: nie leży, i nie kwiczy. Już ci tłumaczyłem, że wysoki poziom NPC-ów czyni dubbing Mass Effecta naprawdę bardzo dobrą robotą. Po drugie - space opera, do której zalicza się i ta gra, to tak naprawdę fantastyka (nie wierzysz chyba w żadne efekty i defekty masy czy nielubiących ludzi kosmitów mówiących po polsku/angielsku). A w fantastyce growej polski dubbing zawsze wypadał wzorowo. Więc nie szufladkuj, gdzie dubbing ma szanse powodzenia, a gdzie ich nie ma.

Odpowiedz
G Don Czeslavio

A tak z innej beczki. Czy ktoś wie, gdzie można zobaczyć zdobyte Osiągnięcia (achievementy), bo ja chiny znaleźć tego nie mogę :) ?

Odpowiedz
ACE_2005

Jeśli mam się odnieść do recenzji gry, to z czystym sumieniem, muszę przyznać, że mi się podoba. Nie jest przekłamana co do błędów w grze i do polonizacji. Pobrałem jakiś filmik dotyczący "Mass Effect" (tytułu nie pamiętam, ale trwa 3 minuty z hakiem), ze stron Gram.pl i to w nim lektor zachwala polonizację, mówiąc, że jest rewelacyjna czy jakoś tak. Myślałem, że Gram.pl pójdzie tym samym śladem. Jednak nie poszło i za to brawa. Obiektywizm rządzi.

Co do wymagań sprzętowych programu, to jakaś dziwna sprawa. Niektórzy piszą (poszukajcie sobie w sieci), że na słabym sprzęcie gra działa bez zacinki na pełnych detalach i w dużych rozdzialczościach. Osobiście gram na: AMD Athlon XP 2600+ 2,1 GHz, 1 GB RAM, GeForce 7600 GS 256 MB. Wiem, to komputer z epoki kamienia łupanego. Mimo wszystko spełnia minimalne wymagania gry i na najniższych detalach, w najniższej rozdzielczości obraz tnie się. Nawet podczas zwiedzania Cytadeli. Nie liczyłem na maksymalne, ani nawet na średnie detale, ale jakim cudem gra działa na full detale na komputerach o słabszych parametrach niż mój?

Nasza wersja gry nie ma ponoć tego durnego zabezpieczenia, które zezwala tylko na trzykrotną instalację programu. Tak? Więc, po co w pliku: "readme_pl" napisane jest: "DO GRY WYMAGANE JEST ŁĄCZE INTERNETOWE, AUTORYZACJA W SIECI ORAZ LICENCJA UŻYTKOWNIKA."? Niech mnie ktoś wyprowadzi z błędu, bo jeśli okaże się, że to zabezpieczenie jednak jest, to zrobie komuś "ku ku" :P Poza tym, nie rozumiem, dlaczego niektórym przeszkadza to, że płyta znajduje się w napędzie? Przecież nie jest z żeliwa i nie waży 300 kg. Ludzie, nie przesadzajcie.

Obejrzałem sobie materiał DVD dołączony do gry (z prac nad lokalizacją). Jedna z osób mówiła, że wszyscy, łącznie z odtwórcą głównej roli męskiej, słuchali oryginalnego głosu w języku angielskim, a później Dorociński wzorując się na nim, grał swoje kwestie. Moim zdaniem angielskie kwestie brzmią znacznie lepiej niż te polskie i na załączonym materiale filmowym przedstawiono, jak grał nasz aktor. Odniosłem wrażenie, że siedzi tam za karę, a mówiąc do mikrofonu wyraźnie robił to od niechcenia. Jakby był naćpany. Pani reżyser rozwaliła mnie na łopatki. Nie wie, przy czym pracuje. Skoro taki aktor i taka pani reżyser, to w jaki sposób miała być to najlepsza lokalizacja? Może wyszli z założenia, że skoro "Wiedźmin" jest the best, to wszystko następne bez specjalnego wysiłku wyjdzie wręcz cool. A guzik.

Odpowiedz
Bezimek

> Gra od BioWare bez tandetnego patosu i czarno-białych postaci płaskich jak tektura? Niemożliwe
> ;)
>
> Szczerze, była chyba tylko jedna gra cRPG (a przynajmniej jest to jedyna którą w tej
> chwili kojarzę) której udało się pokonać te schematy - nieśmiertelny Planescape: Torment.
Święte słowa, że tak powiem ;)

Odpowiedz
G Bambusek

> Nasza wersja gry nie ma ponoć tego durnego zabezpieczenia, które zezwala tylko na trzykrotną
> instalację programu. Tak? Więc, po co w pliku: "readme_pl" napisane jest: "DO GRY WYMAGANE
> JEST ŁĄCZE INTERNETOWE, AUTORYZACJA W SIECI ORAZ LICENCJA UŻYTKOWNIKA."? Niech mnie ktoś
> wyprowadzi z błędu, bo jeśli okaże się, że to zabezpieczenie jednak jest, to zrobie komuś
> "ku ku" :P
Podejrzewam, że zabezpieczenia u nas nie ma. Tylko, że zapomniano usunąć ten wpis z read.me.

Odpowiedz
ACE_2005

@Bambusek:
Też tak sądzę, ale pytam z ciekawości. Bo przez chwilę skoczyło mi ciśnienie :D Nie mam ochoty kupować gier z takimi zabezpieczeniami i z całą pewnością nie kupię. Nawet jeśli wtedy, gdy za pół roku producent usunąłby je.

Odpowiedz
G Myszasty

> > Gra od BioWare bez tandetnego patosu i czarno-białych postaci płaskich jak tektura?
> Niemożliwe
> > ;)
> >
> > Szczerze, była chyba tylko jedna gra cRPG (a przynajmniej jest to jedyna którą w
> tej
> > chwili kojarzę) której udało się pokonać te schematy - nieśmiertelny Planescape:
> Torment.
>
> Święte słowa, że tak powiem ;)
>
ME jest space operą, odpowiednia dawka patosu jest obowiązkowa. Ale właśnie brak tu tego tandetnego zadęcia. Widać to choćby w kreacji samych bohaterów - tutaj naprawdę można zagrać wredną, zimną suką. Poza tym BN też nie są czarno-biali. Może nie każdy z nich ma osobowość rozbudowaną tak mocno, jak nasi towarzysze w P:T, ale większość z nich jest dość wyrazista. I mowa tu nawet o zwykłych BN-ach, których się zwyczajnie zapamiętuje. A to już o czymś świadczy. Zagrajcie i porównajcie ich do skrajnie przeciwnego przykładu, czyli Zieeeewbliviona. :)

Odpowiedz
Przeczytaj wszystkie komentarze na forum
Najnowsze

Recenzja: Mario & Luigi: Dream Team Bros.

0
Tomasz Pstrągowski

Mario & Luigi Dream Team Bros. to triumf i porażka. Jedna z najciekawszych gier na konsolę 3DS jest jednocześnie jedną z najnudniejszych. To idealny przykład na to, że Nintendo znalazło się w ślepej uliczce, wydając gry, które może pokochać każdy, a które niewielu obchodzą.

Czytaj dalej 
Lubisz nas?