InformacjeRecenzja - PC

Tom Clancy's Splinter Cell: Chaos Theory - recenzja

... fett Gra o znanym nazwisku

Gra o znanym nazwisku

Tom Clancy należy do grona pisarzy, którzy bez wątpienia wyrobili sobie nazwisko. Nazwiskiem tym chętnie promują tak swoje, jak i obce produkty. Autor powieści sensacyjnych, pośród których można znaleźć jego debiutanckie Polowanie na Czerwony Październik, Czas patriotów czy Sumę wszystkich strachów, bardzo dobrze znany jest także w świecie gier komputerowych.

Amerykański autor bierze czynny udział w tworzeniu kilku serii, do których zaliczamy m.in.: Rainbow Six, Ghost Recon i Splinter Cell. Każda z nich doczekała się co najmniej kilku części, zdobywając większość popularnych platform. W naszym kraju otrzymujemy właśnie możliwość ponownego zapoznania się z jednym z rozdziałów tej ostatniej serii.

Tom Clancy's Splinter Cell: Chaos Theory, bo o nim mowa, przechodzi obecnie z serii Super$eller do (również wydawanej przez Cenegę) Kolekcji Klasyki. Gra jest trzecią częścią cyklu Splinter Cell i, podobnie jak dwie poprzednie części, pozwala nam wcielić się w postać Sama Fishera, tajnego agenta Agencji Bezpieczeństwa Narodowego, który tym razem weźmie udział w wydarzeniach w Japonii, a także Północnej i Południowej Korei.

Teoria chaosu

Choć w dużym stopniu trzecia część serii stawia na tryb multiplayer i rozgrywkę sieciową, jej kampania dla pojedynczego gracza powinna zadowolić także najwybredniejszych fanów. Z pewnością każdy przyjął (lub dopiero przyjmie) z radością fakt, że mapy stały się większe i bardziej otwarte. Znane z poprzednich rozdziałów cyklu uczucie ograniczenie znika i mimo że linia fabularna jest do cna liniowa, nie wpływa to tym razem negatywnie na jej odbiór. Wręcz przeciwnie: śmiało można powiedzieć, że kampania jest najlepszą, jaka pojawiła się do czasu premiery Chaos Theory w serii.

Umiejscowiona w bieżącym roku (co w momencie premiery gry było „niedaleką przyszłością”) gra stawia nas przed nowo powstałym konfliktem pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Japonią. Wywołany on jest przez szefa nowo powstałej agencji informacyjnej, jaką powołano w drugim z wymienionych krajów. Do batalii szykuje się też Korea Północna i jej południowy sąsiad. Sprawą zająć musi się nie kto inny, jak znany nam Sam Fisher, któremu po raz kolejny pomocne okażą się nie tylko mięśnie, ale i mózg.

Którego elementu ciała naszego alter ego użyjemy, będzie zależało tylko od nas. Jeżeli tylko zechcemy, z hukiem wystrzelamy naszych przeciwników. Jednak czy ciche zakradanie się i dyskretna eliminacja oponentów, a następnie zaciągnięcie ich zwłok w ciemny zaułek, nie są bardziej wymagające, a przede wszystkim bardziej satysfakcjonujące?

Wirtualna kondycja głównego bohatera uległa poprawie, dzięki czemu Sam może wykonywać szereg nowych akrobacji i ruchów. Ciche rozpracowanie zamka lub jego rozwalenie za pomocą noża, zjeżdżanie po rurze czy ukrycie się pod sufitem wąskiego korytarza nie było dotąd tak przyjemne. Przy odrobinie wkładu pracy możemy także włamywać się do komputerów i konsol, by ułatwić sobie przejście, lub – odcinając zasilanie – możemy zyskać cenną dla nas ciemność, jeszcze sprawniej eliminując wtedy przeciwników.

Kolorowo, inteligentnie i sieciowo

Co trzeba zaznaczyć, to fakt, że strona graficzna Tom Clancy's Splinter Cell: Chaos Theory potrafi po prostu urzec. Gra, mimo upływu trzech lat, ma w sobie „to coś”, co mile pieści wzrok. Twórcy stworzyli środowisko niezwykle szczegółowe, kolorowe, a przede wszystkim realistyczne. Niezależnie od tego, czy trafiamy na frachtowiec, do latarni morskiej, do fabryki czy na ulice Seulu, musimy docenić wkład pracy programistów. Także przeciwnicy, a w szczególności ich sztuczna inteligencja, zasługują na pochwałę. Stali się inteligentniejsi, sprytniejsi i gotowi do wynalezienia nowych metod na przeszkodzenie nam w naszych działaniach.

Tryb kooperacji jest jednym z elementów gry, który daje graczom najwięcej radości. Współpraca z drugą osobą nie tylko odsuwa od nas uczucie osamotnienia, ale też pozwala na wykonanie akrobacji niedostępnych dla pojedynczego zawodnika. Przeskakiwanie wysokich murów, przytrzymywanie partnera czy odwracanie uwagi przeciwników – to tylko wybrane przykłady. Niestety, ten element ma też swoją wadę – większość ze wspólnych poczynań dostępna jest tylko w wybranych miejscach, z góry ustalonych przez autorów.

Do gry wraca znany ze Splinter Cell: Pandora Tomorrow tryb Spy vs. Mercenary, w którym ściera się ze sobą czterech graczy. Miłym gestem w stronę nowych graczy jest wprowadzenie specjalnego testu, jaki odbywamy na początku zabawy. Niestety, nie uczy on wszystkiego, co jest niezbędne w dalszych etapach sieciowej zabawy. Co przykre, w wielu wypadkach zamiast walczyć, gracze muszą spędzać większość czasu na poszukiwaniu oponentów. Czterech ludzi na ogromnej mapie to jednak pomyłka.

Więcej i lepiej

Tom Clancy's Splinter Cell: Chaos Theory nie jest z pewnością grą rewolucyjną. Ale bez wątpienia można ją określić ewolucją serii, idącą w całkiem dobrym kierunku. Kampania dla pojedynczego gracza wreszcie daje poczucie swobody, tryb kooperacji to jeszcze więcej zabawy z rodziną lub znajomymi, a rozgrywka sieciowa to nowe rozwiązania, które po przymknięciu oka na niedociągnięcia stają się naprawdę ciekawe. Gra w pewien sposób nadrabia to, czego nie zaoferowały poprzednie części. A pochlebne opinie krytyków i kilka zebranych nagród to wystarczająca rekomendacja, zwłaszcza za taką cenę.

Najnowsze
Lubisz nas?