InformacjeBez prądu - książki

Komiksy: "XIII" - tomy 16 i 17 i "Ranma 1/2" - tom 16

... Trashka

Ciąg dalszy kryminalno-politycznej telenoweli

Ciąg dalszy kryminalno-politycznej telenoweli

Jakiś czas temu przybliżyliśmy czytelnikom i czytelniczkom 14-ty i 15-ty tom cyklu o perypetiach agenta XIII – autorstwa scenarzysty Jeana Van Hamme i rysownika Williama Vance. Na podstawie serii XIII w 2003 roku powstała przeznaczona na wiele platform komputerowa gra akcji. Dziś kolej więc na tomy 16-ty i 17-ty, czyli odpowiednio: Operacja Montecristo oraz Skarb Maksymiliana.

Cykl ów przypomina ni mniej, ni więcej, tylko właśnie telewizyjny serial o tematyce kryminalno-politycznej, a zarazem splątanych wątkach osobistych bohaterów (włącznie z miłosnymi utarczkami, problemami w rodzaju „kto jest kim” i „kto jest czyim ojcem”, a w dodatku z nagłymi powrotami z odmętów zapomnienia, a nawet zza grobu... Ale o tego rodzaju niespodziankach wszyscy zainteresowani niechaj przekonują się osobiście podczas lektury). A ponadto, jako że gros akcji toczy się w „ciepłych krajach”, skojarzenia z argentyńskimi, wenezuelskimi czy też innymi tego typu nowelami nie są zupełnie przypadkowe.

Dodajmy jeszcze informację, iż prócz koktajlu spreparowanego z zawirowań szpiegowskich, jak również z owoców nielegalnych operacji nieco innej natury (próba przejęcia władzy przez skrajnie prawicową organizację, walka wywiadów, „współpraca” (czytaj: rywalizacja) rządowych agencji z gatunku „czeski film – nikt nic nie wie”, a w tym wszystkim paluchy mafii...), mamy do czynienia z wątkami stricte przygodowymi. Wszystko razem daje istny kolorowy zawrót czytelniczej głowy.

Przypomnijmy, iż główny bohater zmuszony został do podszywania się pod Rowlanda, czyli numer XIII we wspomnianym politycznym spisku niebezpiecznej organizacji. Wskutek wydarzeń rodem z piekielnego lunaparku nabawił się amnezji. Kłania się nam tu motyw Jasona Bourne’a, co zapewne nie przypadnie do gustu części odbiorców, choć śmiało możemy przyznać, iż Van Hamme wspiął się na istne wyżyny absurdu, konstruując labirynt zagadek, przez który musi przedrzeć się bohater. Przy problemach XIII z tożsamością i tym, co z nią związane, kłopoty Bourne’a to pikuś.

W poprzednio recenzowanych tomach dano nieszczęśnikowi wyraźnie do zrozumienia, iż najprawdopodobniej nie jest tym, za kogo przywykł się uważać, lecz irlandzkim terrorystą. Aktualnie biedak kompletnie już nie wie, czy jest Seamusem O’Neilem z IRA alias Kellym Brianem, czy też Jasonem Fly’em, synem Mullwaya... Tak czy owak, i tak wszyscy chcą go dorwać, a sytuacja gęstnieje coraz bardziej niczym skisły twaróg i takiż wydaje zapaszek.

W niniejszych odsłonach obserwujemy powrót Felicyty Brown, mistrzyni survivalu pod każdym chyba względem – potrafi oszukać każdego, wykończyć niczym bezbronnego kiciusia dowolnego tygrysa przekonanego o ostrości własnych pazurów, słowem: zawsze wyrwie się z matni i jeszcze nieźle na tym wyjdzie. Przyglądamy się, jak Maria de los Santos, pani prezydent Costa Verde, usiłuje wybrnąć z trudnej sytuacji oraz jak próbuje uczynić to Giordino, któremu wreszcie grunt pali się pod nogami. Rozwiążemy też zagadkę skarbu cesarza Maksymiliana. Pojawi się nieco nowych interesujących postaci, a o co poniektórych dowiemy się nowych rzeczy.

Już sama czysta akcja daje niezłą rozrywkę, diabeł tkwi jednak w szczegółach i szczególikach – w scenariuszu zawarto wiele żarcików zarówno z serialowych motywów, jak i komiksowych kryminalno-przygodowych serii... Nie brak tu aspektów czysto komediowych (choćby poczynania Betty, małżonki Markiza – człowiek aż się zastanawia, co też ta nieszczęsna, pulchna niezdara robiła w SPADS, chyba siedziała w intendenturze...).

Dodatkowej, a dla niektórych głównej, przyjemności dostarcza fakt, iż komiksy z serii XIII chlubią się znakomitą stroną graficzną. Jest to grafika realistyczna, dbająca jednak niezmiennie o estetykę wizerunków postaci. W związku z tym rysownikowi zarzucić można nadmierną dbałość o stereotypową kobiecą urodę. Wytrenowani osobnicy płci dowolnej wyglądają wszak w pewien charakterystyczny sposób. Stonowana, naturalna kolorystyka, kompozycja kadrów i dynamika poszczególnych scen niezmiennie sprawia dobre wrażenie. William Vance naprawdę potrafi swą kreską przykuć uwagę czytelników.

Podsumowując: cykl trzyma poziom i dostarcza świetnej rozrywki, nieodmiennie budząc zainteresowanie, co też wydarzy się w kolejnej odsłonie.

Plusy: + mnóstwo zwrotów akcji + komediowe momenty + dynamika i realizm kreski + kompozycja kadrów + kolorystyka Minusy: - stereotypowy wygląd „atrakcyjnej kobiety”

Rysunki: William Vance Scenariusz: Jean Van Hamme Kolor: PETRA Tytuł: XIII: Operacja Montecristo i XIII: Skarb Maksymiliana Przekład: Maria Mosiewicz Wydawnictwo: Egmont, 2007 rok Wydanie: oprawa twarda, 2 x 48 str. Cena: 2 x 29,90 zł

Toczku smiszno, toczku straszno

Kolejna, 16-ta odsłona przygód Ranmy, Akane, Ryogi i całej reszty menażerii... to znaczy: gromady nader nietypowych przyjaciół, krewnych i znajomych, która pojawiła się w Klubie Mangi. Jest to młodzieżowa komediowa manga z gatunku absurdalnego humoru, jaki często możemy podziwiać głównie w tasiemcowych anime. W przeciwieństwie do większości innych pozycji z rzeczonego klubu Ranma ½ drukowany jest na sposób zachodni, a nie japoński – komiksy owe czyta się identycznie jak pozycje wydawnicze w naszej kulturze.

Tym razem także autorka, Rumiko Takahashi, zaserwowała nam „kwaśny” pure nonsens z charakterystycznymi dla Azjatów chwytami, z których bodaj najbardziej rozczulającymi są wizje pewnych elementów europejskiej kultury (oczywiście odpowiednio przetworzone). W niniejszym odcinku ujrzymy przede wszystkim wielką, histeryczną batalię o wypoczynek u gorących źródeł (a jest to wyścig dosłownie mrożący krew w żyłach uczestnikom i przyprawiający o totalną głupawkę fanów, zaś osoby, które jakoś nie do końca przepadają za tego typu humorem, o totalne cierpienie) oraz problemy z francuską kuchnią (a konkretnie ze szkołą bojowego jedzenia).

Powiedzmy sobie szczerze, jeśli ktoś jest fanem Ranmy, stanie się szczęśliwy jak zając w kapuście, jeśli nie – nie znajdzie tu nic dla siebie. Niestety, nie jest to pure nonsens z wyższej półki, próżno by porównywać choćby z chińskim filmem Pojedynek Mistrzów, który okazał się nie tylko absurdalny, ale i nie głupi. W tym tomie Ranmy ½ nie ma co szukać ani jakiegoś suspensu, choćby intuicyjnie pojmowalnego, ani pomysłów, które powalą na kolana nieskrępowanym, radosnym, chaotycznym absurdem. Fakt, kilka momentów autentycznie rozbawi, ale nie znajdziemy ich wiele.

Jak zwykle mankamentem komiksu jest strona graficzna. Rysunki zdają się niechlujne. I to wszystko, co chce się o nich powiedzieć. Przy okazji innej serii Rumiko Takahashi mówiliśmy już o tym, iż autorka utrzymuje określony styl przy każdym swym projekcie, aby ukontentować przyzwyczajonych doń odbiorców, i ponownie przychodzi nam stwierdzić, iż nie należy to jednak do najlepszych pomysłów.

Plusy: + sporo „kwaśnych” żartów (plus dla miłośników tego typu humoru) Minusy: - infantylizm - brak naprawdę śmiesznego absurdu, a zarazem zero suspensu - niechlujne, jakby rozmazane rysunki

Rysunki: Rumiko Takahashi Scenariusz: Rumiko Takahashi Tytuł: Ranma ½, tom 16 Przekład: Maciej Nowak-Kreyer Wydawnictwo: Egmont, 2007 rok Wydanie: oprawa miękka, offset, 184 str. Cena: 17 zł

Najnowsze
Lubisz nas?