InformacjeRecenzja - PC

TMNT – Wojownicze Żółwie Ninja – rzut okiem

... Mejste Odgrzewane żółwie

Odgrzewane żółwie

My precious...

Chyba nie ma w Polsce takiego dwudziesto czy trzydziestolatka, który nie słyszałby o Wojowniczych Żółwiach Ninja. Najpierw komiks, potem serial animowany, w końcu filmy pełnometrażowe i figurki przedstawiające zmutowane żółwie, będące jednym z największych obiektów pożądania każdego dzieciaka na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Dla jednych żółwie były idolami, dla innych kolejną tandetą zza oceanu, a jeszcze gdzie indziej krążyły opinie, że są symbolem rodzącego się w tamtych czasach w Polsce kapitalizmu. Co jak co, ale w czasach świetności „pizzożerców” nie można było przejść obok nich obojętnie. Jednak - jak to zwykle bywa - czas sławy dość szybko przemija i przez długi okres wytwory wyobraźni Kevina Eastmana i Petera Bairda przykryte zostały grubą warstwą kurzu.
Run Leonardo, run!

Ostatnio jednak przypomniano sobie o zmutowanych testudines i od niedawna na ekranach kin możemy oglądać film zatytułowany po prostu Wojownicze żółwie ninja. „Przy okazji” postanowiono nas uraczyć grą komputerową opartą na swym filmowym pierwowzorze, a jak to zazwyczaj bywa, tego typu produkcje nie są najwyższych lotów. My jednak z przekory postanowiliśmy, że odpuścimy sobie porównanie gry i filmu... odpuszczając sobie oglądanie owego odgrzewanego obrazu. Co z tego wyszło, przekonajcie się sami...

Ziom, ta gra jest wyczesana...

Mistrz Splinter dobrze radzi – skoczyć przez most nie zawadzi!

Polakom na najnowszą kinową produkcję z żółwiami w rolach głównych przyszło trochę poczekać, głównie ze względu na to, że postanowiono w pełni zdubbingować film wynajmując do tego popularnych aktorów. I tak w wersji filmowej swych głosów czterem żółwiom użyczają Paweł Małaszyński, Borys Szyc, Mateusz Damięcki oraz Tede. W grze komputerowej również uświadczymy pełną lokalizację, ale nie pokuszono się już o to, by aktorzy dubbingujący film wystąpili również w komputerowej wersji. Nie można jednak się przyczepić do poziomu spolszczenia. Zarówno tłumaczenia tekstów jak i nagrania głosowe wypadły poprawnie. Problemem natomiast jest wszechobecna „ziomalskość” tego tytułu. Owszem, wszystkie żółwie posługiwały się swobodnym i luźnym językiem, jednak w polskiej wersji wyszło to nieco śmiesznie. Przez cały czas słyszymy rozmowy na siłę stylizowane na język, jakim na co dzień posługują się nastolatki siedzące na ławce przed blokiem. Jednak to nacechowane "młodziezowością" słownictwo wypadło w naszym mniemaniu kiepsko. Mimo wszystko młodzi ludzie nie używają jako co drugiego słowa określeń w stylu: „zarąbisty”, „wyczesany” czy też „wypas”. A w tej grze tak niestety jest... W dodatku strasznie denerwujące są komentarze pozostałych członków żółwiej rodzinki podczas rozgrywki, kiedy to niemal co pięć sekund słyszymy te same kwestie typu „suuuuper” czy „niesamowite!”. Siła tkwi w rodzinie
Krwawiące figurki już były, ale ściany?

Fabuła TMNT jest praktycznie tylko przystawką i spoiwem łączącym kolejne etapy. Oto bowiem na początku jesteśmy świadkami retrospekcji głównych bohaterów po tym jak żółwia rodzina się rozpadła. Leonardo zostaje wysłany przez mistrza Splintera do Ameryki Południowej, by tam odzyskać medalion posiadający tajemniczą moc. Raphael zostaje w Nowym Jorku i tam pod przykryciem kostiumu staje się Nocnym Strażnikiem. Jednak jego poczynania są na tyle kontrowersyjne, że ma niemal tylu samo przeciwników co zwolenników swych poczynań. Natomiast Donatello i Michelangelo otwierają własny biznes polegający na organizowaniu przyjęć dla dzieci. Rozstanie jednak im nie sprzyjało, dlatego postanawiają na nowo połączyć swe siły i stawić czoła napierającej fali potworów, które opanowują miasto. Nie jest jednak im łatwo, ponieważ pomiędzy poszczególnymi członkami wesołej czwórki narodziły się konflikty, a więc nasi bohaterowie nie będą walczyć tylko ze złem, ale także - a może przede wszystkim - z erozją relacji w rodzinie.

Zamiast Prince’a Żółwie Ninja

A gdzie jest piłka?

Rozgrywka w TMNT do złudzenia przypomina tą znaną nam z serii Prince of Persia, z tym wyjątkiem, że jest bardzo uproszczona. Kierując zatem jednym z czwórki bohaterów będziemy przemierzać ulice Nowego Jorku, kanały, zwiedzimy dachy wieżowców, a nawet wylądujemy w Ameryce Południowej. Niestety liniowość tej gry jest tak duża, że nie mamy praktycznie szans by zejść chociaż o pięć metrów ze ścieżki wyznaczonej przez twórców. Przez cały czas trwania rozgrywki jesteśmy prowadzeni za rączkę, nie ma w ogóle szans by utknąć w jakimś momencie, ponieważ ciągle zasypuje sie nas różnego rodzaju podpowiedziami co do tego, jak powinniśmy właściwie postąpić w danej sytuacji.
Kij mu w oko

Każdy z etapów (a jest ich kilkanaście) ma ten sam schemat. Najpierw mamy część platformową, w której to musimy pokonać różne przeszkody stojące na naszej drodze - za pomocą wysokich skoków, przeróżnych akrobacji, wspinania się po ścianach czy używaniu żółwich zdolności specjalnych. Potem przychodzi czas na walkę, która jest chyba najsłabszym elementem gry, ponieważ sprowadza się niemal do ciągłego klikania w jeden przycisk na klawiaturze. Czasem jeszcze przyda się wcisnąć klawisz odpowiedzialny za unik, ale i to rzadko się zdarza. Są jeszcze ataki specjalne, ale one również wyprowadzane są tak samo jak zwykłe ciosy. Ot, takie nudne klik, klik, klik. Nieudolność walki w TMNT potęguje jeszcze to, że toczy się ona na zamkniętym obszarze, niemal jak w ringu, z którego nie zejdziemy dopóki nie rozłożymy wszystkich adwersarzy na łopatki. I nawet pojedynki z bossami nie zmienią naszej opinii – są tak samo nudne i przewidywalne co starcia ze zwykłymi opryszkami. Co nieco o żółwiach i ich wrogach
Żółwi Tron

Starym koneserom żółwiej pulpy zapewne nie trzeba tłumaczyć, czym charakteryzują się i jakie noszą imiona dzielne zmutowane testudines. Jednak nie zapominajmy o młodszych graczach, do których de facto ta gra jest przede wszystkim skierowana. Na każdej planszy w danym momencie możemy kontrolować tylko jednego z „fantastycznej czwórki”, choć w późniejszych etapach nic nie stoi na przeszkodzie, by w locie zmieniać kierowanego przez nas bohatera. Najstarszym z żółwi jest Leonardo. Ten zdyscyplinowany i zabójczy facet jest dobrym przywódcą całej gromady. Jego cechą charakterystyczną jest niebieska bandana i dwie katany zawieszone na skorupie. Jego zupełnym przeciwieństwem jest Michelangelo, najmłodszy z całej czwórki, typ imprezowicza skłonnego do zabaw. Chociaż kiedy w swe dłonie weźmie parę nunchaku staje się naprawdę groźny...
Joooooł ziooooom

Donatello to najbardziej tajemniczy żółw, zamknięty w sobie, mechanik, wynalazca, „mózg” całej drużyny, którego bronią jest kij bo. Ostatni z całej paczki to postać nad wyraz intrygująca. Raphael - bo o nim mowa - to buntownik, awanturnik, indywidualista, zawsze szukający kogoś do bitki. Te cechy charakteru bardzo często źle wpływały na jego relacje z rodziną, ale kiedy zachodzi taka potrzeba, wspomaga braci swymi dwoma ostrzami sai. W TMNT możemy również wcielić się w Nocnego Strażnika, czyli mroczną stronę Raphaela oraz Cowabunga Carl, czyli „zdziecinniałą” postać Michelangelo. W grze pojawiają się jeszcze tak ważne postacie jak szczur Splinter czy reporterka April O’Neil, jednak występują one tu jakby gościnnie.
Jeszcze tylko pięć schodków...

Z wrogami sprawa ma się kiepsko. W zasadzie, nie licząc bossów, mamy ich jedynie cztery rodzaje. Są panowie z Milicji, którzy większej szkody nam nie zrobią, są Purpurowe Smoki, którym skopanie tyłków także nie sprawia większych problemów. Bardziej wymagające są Czarne Aligatory oraz Klan Stopy, jednak nie oszukujmy się – zorientowany w temacie gracz nie będzie miał z nimi większych kłopotów. Kłopoty w walce zaczynają się dopiero kiedy napotkamy na bossów, jednak i w tym przypadku szybko one znikają, ponieważ łatwo wpaść na pomysł jak sprawnie i skutecznie odesłać ich do lepszego świata. Turlaj żółwia, turlaj!
To ja miałem grać w teledysku Beastie Boys „Intergalactic”!

Podczas rozgrywki goni nas czas. Nie w sensie, że musimy ukończyć dany etap w wyznaczonym limicie czasowym, ale wypada działać szybko, ponieważ na koniec nasze poczynania są poddawanie ocenie, a im jest ona lepsza tym więcej zyskujemy dodatków. Przede wszystkim za „dobre sprawowanie” odkrywamy kolejne wyzwania. Wyzwania to nic innego jak minigry, w których to lądujemy na arenach swym wyglądem przypominających wnętrze komputera z filmu Tron, a naszym zadaniem jest rozprawienie się z przeciwnikami najszybciej jak to tylko możliwe. Za każde wyzwanie możemy otrzymać maksymalnie trzy monety, które możemy przeznaczyć na różne bonusowe bajery poprawiające wygląd naszych podopiecznych. Monety należy także kolekcjonować podczas każdego etapu, bo za zebrane pieniądze możemy odblokować również dostęp do specjalnych grafik i filmików.

Welcome to NY

Z instrukcją obsługi sobie poradzimy

Od strony wizualnej TMNT mocno odstaje od dzisiejszych produkcji. Pomijając już fakt, że najwyższą rozdzielczością ekranu jaką możemy ustawić jest 1024x768, to na dodatek grafika wygląda jak w produkcjach sprzed kilku lat. Lokacje są monotematyczne - nawet jeśli teren po jakim się poruszamy się zmienia, to i tak mamy wrażenie, że wszystko jest tu zbudowane z tych samych klocków, ułożonych co najwyżej w innej kolejności. O czymś takim jak wygładzanie krawędzi w ogóle nie pomyślano, o czym można przekonać się patrząc na załączone screeny. Nie można się jednak przyczepić do animacji żółwi. Wszystkie akrobacje i ciosy są w miarę realistyczne, jednak kiepska grafika psuje efekt pracy speców od animacji. Podobnie jest z muzyką – jest bo jest, nie porywa, ale też nie przeszkadza. Niestety te nadmiernie używane odzywki, o których pisaliśmy na początku, potrafią skutecznie uprzykrzyć graczowi życie.

Zmarnowane żółwie ninja

Nie, to nie grafika z gry - niestety...

Niestety TMNT jest grą kiepską. Można by się po tej produkcji spodziewać nieco więcej, jednak dostaliśmy zaledwie zwykłą zręcznościówkę z odgrzewanymi żółwiami w tle, którą ratują jedynie elementy czysto zręcznościowe. Za niecałe 80zł otrzymujemy towar, który starcza nam na maksymalnie sześć godzin zabawy. Wydaje nam się, że to nieco zbyt wygórowana cena, zwłaszcza, że za takie pieniądze możemy sprawić sobie dużo lepsze tytuły, także wymagające zwinności palców. Albo chociaż pójść do kina i obejrzeć Wojownicze żółwie ninja. Chociaż jeśli film jest na takim samym poziomie jak gra, to może lepiej przebrać się za żółwie z kumplami, zamówić pizze i zejść do piwnicy na spotkanie z przerośniętym szczurem?

PCTMNT: Wojownicze Żółwie Ninja

  • elementy zręcznościowe
  • na krótką metę całkiem zjadliwa...
  • krótka
  • grafika
  • liniowość
  • nadmierna „ziomalskość”
  • gra na jeden raz

Najnowsze
Lubisz nas?