artykuły - Recenzje
spis treści
powiązane gry
GRAM.UNITY
Final Fantasy XIII - recenzja
Niedziela, 14.03.2010, godzina 19:00, autor: Łukasz "Lucas the Great" Wiśniewski
Final Fantasy XIII to pierwsza część serii, która otrzymała oprawę HD. Graficy w pełni skorzystali z okazji - nowa produkcja Square Enix to jedna z najładniejszych wizualnie gier na rynku. Do tego to nie jedyna jej zaleta...
Nowa część Final Fantasy zapewnia kilkadziesiąt godzin zabawy, tak więc znacznie odbiega od aktualnych standardów. To się chwali. Szkoda, że w czasie pierwszych dziesięciu godzin akcja rozwija się jak papier toaletowy z mokrej rolki... Za to gdy przebrniemy przez powtarzające się sceny emocjonalnych dylematów bohaterów, czeka nas zderzenie z ciekawą, przemyślaną fabułą, obfitującą w zaskakujące zwroty akcji i stopniowo odsłaniającą prawdziwą twarz świata przedstawionego. Niestety, wiele na ten temat nie można napisać w recenzji, nie psując innym zabawy. Dlatego skoncentrujemy się na bardziej neutralnych elementach.
Ten cudowny Kokon, ten piekielny Puls
Kokon, sztuczny świat w którym rozpoczyna się opowieść, to pozornie rodzaj utopii. Miejsce do życia, stworzone dla ludzi przez Fal'Cie - potężne i dość enigmatyczne byty. Fal'Cie utrzymują Kokon, zapewniając mieszkańcom pożywienie, światło słoneczne, kontrolując pogodę... jednocześnie zdają się nie aspirować do roli władców, bo rząd jest całkowicie ludzki. Ta utopia jednak ma skazę - jest utrzymywana w ryzach przez strach. Strach jaki budzi druga część świata, zwana Pulsem. To dzika powierzchnia planety, zamieszkała przez wrogie Kokonowi Fal'Cie i najróżniejsze potwory.
Co dokładnie jest tak strasznego w owym Pulsie? Cóż, nikt z mieszkańców Kokonu nie widział wrogiego świata z bliska, nawet specjalne jednostki wojskowe nie zapuszczają się tam zanadto - a jeśli już, to nie dzielą się informacjami o tym z opinią publiczną. Każdy obywatel wie, że mieszkańcy Pulsu próbowali kilkaset lat temu zniszczyć Kokon, a teraz czasem starają się go infiltrować poprzez l'Cie - naznaczonych ludzi, mających na celu tylko jedno: zniszczenie wspaniałej utopii. Twórcy Final Fantasy XIII kreślą wizję społeczeństwa, która przywodzi na myśl światy z komiksów, do których scenariusze pisał Alejandro Jodorowsky (Technokapłani, Megalex, Kasta Metabaronów, Incal ). Wizję niepokojącą, wpisującą się w dyskurs o totalitaryzmie, manipulacji masami, zniewoleniu i utopiach będących dystopiami.
Szóstka bohaterów z przypadku
W sumie w Final fantasy XIII kierujemy losami sześciu postaci (Lightning, Snow, Fang, Hope, Sazh, Vanille), których losy ze sobą się splatają. Z początku działają oddzielnie lub w podgrupach, ale z czasem zbierają się w coś w rodzaju wymuszonej przez wydarzenia drużyny. Każde z owej szóstki ma własny styl walki, co jest powiązane z dostępną bronią. Nie znajdziemy tu ton uzbrojenia do wykorzystania, bo - na przykład - Hope może używać jedynie bumerangów, a jedyną osobą strzelającą z pistoletów jest Sazh. Za to każdą zabawkę można ulepszać a nawet zmieniać w inną - ale opcja taka w grze nie pojawia się od razu, jak wiele innych elementów zresztą.
Rozwijamy również zdolności naszych bohaterów, choć nie w pierwszych rozdziałach opowieści. Każda z postaci ma kilka przypisanych sobie ról (choć i to zmieni się bliżej końca gry) jakie pełni w walce. W oparciu o nie odbywa się rozwój. Każda rola posiada odrębne drzewko rozwoju, ale większość odblokowywanych w nich elementów ma wpływ ogólny - przyrost siły, magii czy żywotności. Długoterminowe planowanie rozwoju przy pierwszej grze jest raczej niemożliwe, dopiero przy drugim podejściu da się (i należy) postawić na optymalizację. W ten sposób Square Enix zadbało, by nikt po ukończeniu Final Fantasy XIII nie odłożył od razu pudełka na półkę...








> Jeśli chodzi zaś o rozwój postaci to po prostu czepiam się ponieważ ja za rozwój rozumiem
> wybieranie sobie czegokolwiek. Szybko okazało się, że w XIII nie musiałem niczego wybierać.
> Myślę, że w ogóle można by zrezygnować z tego systemu i zastąpić go czymś innym.
Teoretycznie możesz wybierać dodatkowe role, choć fakt, że rozwój jest dość liniowy i nie ma dłuższych odgałęzień. Fakt, jest dość dziwny (choć jestem w stage 8 narazie, może potem jest coś inaczej). Z drugiej strony w FFX też było to dość ograniczone, dopóki nie miało się kluczy (czyli dostępne w późniejszej części gry).
> Kiepski
> podział komplikował grę i powodował, że trzeba było sporo czasu spędzić na "pakowaniu
> postaci" a sama gra była znacznie mniej przyjemna i cholernie trudna.
No właśnie ostatnio porównywałem sobie postaci bez gearu, i bonusów, i statsy nie różnią się tak bardzo. Bash nadal najsilniejszy, Ashe z najlepszą magią, a Piracik najszybszy, Fran bezużyteczna, ale to różnice dość kosmetyczne w większości przypadków. Różnica między postaciami to licencje i używany sprzęt głównie.
> Podziału na role
> nie było jedynie w FF7 oraz 8 i co te gry udowodniły, nie był on w ogóle potrzebny :P
Statsy poniekąd wymuszały kto jakich materii używał.
> Ciężko zarzucić XII większą powtarzalność gdyż ... można było iść po prostu do innej
> lokacji, te są tak rozbudowane, że ich "przejście" to 20-40% całej mapy.
No, ale zrobienie combosa polegało na zabiciu np. 100 takich samych potworów, to już było dość monotonne a bez tego "cashu niet". Zresztą ja w FFXII mam ten problem, że atakuję praktycznie tylko zwykłym atakiem, nic innego jakoś się nie przydaje.
> Kwestia gustu, chociaż podobał mi się dub do X czy XII to jednak przy XIII mam to samo wrażenie co przy X-2
> jeśli chodzi o głosy.
Najlepszy dub był w XII, głosy praktycznie perfekcyjne. X i XIII troszkę słabiej , tak na równi dla mnie.
Ponoć w tym tygodniu miała być recenzja Chaos Rising. Już jest koniec tygodnia...
> Ponoć w tym tygodniu miała być recenzja Chaos Rising. Już jest koniec tygodnia...
Niestety będzie jutro - nasza wersja recenzencka odpaliła się dopiero razem z "cywilnymi" w piątek, Finnegan jeszcze kończył dziś sprawdzanie zmian w multi.
Eh... nie zgadzam się z opinią na temat Sahz'a. Jestem wsród tej ogromnej grupy która uważa go za najlepszą postac w FF XIII (na drugim miejscu jest Hope).
Zgodzę się z autorem recenzji, początek jest nużący, ale u mnie cut scenkami nadrabia :)
później jest już o niebo lepiej :]
FFX oferował expert grid w którym można było kombinować ile wlezie :)
Stats`y w FF7 jak i FF8 miały praktycznie zerowe znaczenie, każdy używał tego co uważał i było ok ;)
Wyjątkiem był Squall z jego boostem do ataku i Aeris z nastawianiem na magie. Dalej już kto co lubi.
No ale nvm, nie zmienia to faktu, że te system w XIII mi się nie spodobał.
Robienie combosów w XII to całkowite grinderstwo i w żadnym wypadku nie trzeba tego robić. Przydatne w celu zbierania kasy czy polowania na konkretne dropy. Nie przywiązywałem do tego uwagi, chyba, że zbierałem na coś fundusze.
Polecam przekonać się do magii w XII. Czary są naprawdę potężne jeśli się na nich skupimy. Zwłaszcza AOE.
Kolejny znakomity FF po FF12 ;) Choć akcja posuwa się w żółwim tempie, to zapewnia ogromną ilość radochy. System walki wgniata w glebę, naturalny i efektowny, łatwy do przyswojenia, wreszcie powrót do mojego ulubionego ATB (ADB w XII był także świetny, ale CTB w X jest najgorszym systemem w historii, podobnie jak cały X jest lipny), w nieco innym, bardziej widowiskowym wymiarze. Rozwój postaci dla mnie jest w porządku, na razie skupiam się na wybranych statach, potem zaś Paradigm system wyeliminuje wady beznadziejnego Sphere Grida. Licencje z XII też nie zachwycały. Chainy to dość ciekawe rozwiązanie, bo tu właśnie leży rdzeń całej walki - czasem potrzeba nieco pomyślunku w zmianie ról, by szybko przełamać przeciwnika i nie dać się zabić, szkoda trochę, że przez to HP traci na znaczeniu.
Postacie - na plus, osobowość zarysowana podobnie co w X, bardziej niż w XII, ale mniej niż w VIII. Hope i Snow są tandetni, nie mogę na nich patrzeć, ale panie i Sazh są ciekawe dają się lubić. Lightning miała być w założeniu Cloudem z kobiecej skórze i z różowymi włosami - i rzeczywiście jest. Czuć to bardzo wyraźnie, choć Light jest nieco bardziej zdecydowana w działaniach, Cloud to taki... cieć parkingowy. Nigdy go nie lubiłem ;P
Co mi się nie podoba? Oczywiście liniowe mapy i brak eksploracji przez połowę gry. Wolne wprowadzanie nowych elementów do gry, muzyka, która choć bardzo dobra, to jakoś nie zapamiętuje się tak łatwo i nie skupia się na niej tak bardzo, jak w poprzednich odsłonach. No i te patetyczne monologi od czasu do czasu - żywcem wyciągnięte z X - jak pisałem już, jednego z najsłabszych FF w serii. Za dużo w nich tandety i infantylności (która w X wylewała się galonami).
Na mojej prywatnej liście najlepszych gier serii XIII zajmuje trzecie miejsce, po VIII i XII. Kwadratowi stanęli na wysokości zadania i oparli się presji. Znakomity produkt, choć nie każdemu może się podobać. Taki system walki mogę oglądać w kolejnych odsłonach, proszę tylko o świat przedstawiony bardziej interaktywny.
Jest jeszcze kwestia że lip-sync został przerobiony do wersji angielskiej.
FF XIII miałe kupić ale spadło na dalekie miejsce na liście.
> Ehh, szkoda, że nie zrobili tak jak z Blue Dragonem na X360. Tam można było wybrać japońską
> wersję językową z angielskimi tekstami.
Tak samo było w "Lost Odyssey". Co nie zmienia faktu, że bardzo szybko japońskue głosy wyłączyłem :) Nazwijcie mnie profanem, ale dla mnie to żaden klimat jak wysłuchuje kwestii dialogowych w języku, którego nie znam. To raz. A dwa - Japończyk nawet jak mówi to krzyczy :) Co u mnie "nieco" zmienia odbiór danej gry - zamiast powagi, są salwy śmiechu ;-)
Także braku jap. dubbingu w FF XIII nie uznawałbym za specjalnie dużą wadę ;-)
A co do samej już gry - wciąż się zastanawiam czy kupić... Zabiedzoną wersję na klocka przeżyje, ale nie mam żadnego punktu odniesienia :/ Byłaby to dla mnie pierwsza gra z tej serii, a tu opinie recenzentów i graczy są mocno podzielone. Dodatkowo jak patrzę na ten system walki to pomimo zapewnień Lucasa mam sporo wątpliwości czy to ogarnę - człek już ze mnie lekko sędziwy, nie mam zdolności manualnych nastolatka ;-) No zobaczymy...
> Robienie combosów w XII to całkowite grinderstwo i w żadnym wypadku nie trzeba tego robić.
> Przydatne w celu zbierania kasy czy polowania na konkretne dropy. Nie przywiązywałem
> do tego uwagi, chyba, że zbierałem na coś fundusze.
No właśnie a ciężko uzbierać kasę na nowe magicki i sprzęt (tego niestety nie znajduje się dużo w dzbankach) bez tego.
> Polecam przekonać się do magii w XII. Czary są naprawdę potężne jeśli się na nich skupimy.
> Zwłaszcza AOE.
Następnym razem przetestuje, boli niestety brak odpowiednich gambitów. :/
> Dodatkowo jak patrzę
> na ten system walki to pomimo zapewnień Lucasa mam sporo wątpliwości czy to ogarnę -
> człek już ze mnie lekko sędziwy, nie mam zdolności manualnych nastolatka ;-) No zobaczymy...
Ogarniesz, ogarniesz. Ja nie cierpię uczyć się nowych systemów walki, a wdrożenie w ten poszło łatwo i przyjemnie. Wszystko jest wprowadzane powoli. Jedyny moment kiedy poczułem się rzuconym na głęboką wodę to gdy dostałem wszystkie postaci i możliwość zmiany drużyny.
> > Polecam przekonać się do magii w XII. Czary są naprawdę potężne jeśli się na nich
> skupimy.
> > Zwłaszcza AOE.
> Następnym razem przetestuje, boli niestety brak odpowiednich gambitów. :/
Ja się zastanawiam czy w ogóle dać FFXII druga szansę, nie podchodzi mi ta część. Idze później czerpać przyjemnośc z systemu?
> Ja się zastanawiam czy w ogóle dać FFXII druga szansę, nie podchodzi mi ta część. Idze
> później czerpać przyjemnośc z systemu?
Nie. Jestem w połowie gry i im dalej tym nudniej. ATB to porażka według mnie, niby trzeba się nawciskać tych guzików i trzeba to robić dosyć szybko i sprawnie ale sprawia to wrażenie braku taktycznego podejścia do bitew. Niestety potwierdziło się większość zastrzeżeń w prasie co do tej gry.
Liniowa do bólu.
Pompatyczne dialogi, do jeszcze większego bólu.
Zamiast taktycznych bitew mamy fast-click'a
Drzewko rozwoju równie liniowe jak cała gra.
Ulepszanie broni biedne i nieciekawe. (kiedy wreszcie powróci to z FFVII ?)
Jednym słowem nie jest różowo. Jedynie grafika i animacja wybijają się ponad normę, fabuła też dobra ale do tej z ME2 nie ma szans. Jak na tak doświadczone studio i tyle lat produkcji to jestem zawiedziony.
> Ja się zastanawiam czy w ogóle dać FFXII druga szansę, nie podchodzi mi ta część. Idze
> później czerpać przyjemnośc z systemu?
Ta gra w zasadzie walczy sama jak gambity ustawisz. Jestem po 50 godzinie i to się raczej nie zmieni. W sumie combosy trochę urozmaicają i utrudniają, niewiele to jednak pomaga. Ale chce ją do końca docisnąć, żeby zobaczyć jak się dalej akcja rozwija. Niektórzy narzekają, że XIII wciska się tylko auto-attack, niech się cieszą, że w XII nie grali bo tam się walczy samo ;)
Niektórzy tak gambity tutaj poniewieraja ,ale jakioś jak w Dragon Age ten sam myk zastosowano to jakoś nikt sie nie pienił. W FF XII jest trochę trudniej bo je jeszcze trzeba wykupić.
No nic, w FF XIII chętnie bym zagrał ale trzeba poczekać aż konsola stanieje. Jeżeli swiat będzie tak samo ogromny a grafika proporcjonalnie lepsza od FF XII to biore bez popity.
> No nic, w FF XIII chętnie bym zagrał ale trzeba poczekać aż konsola stanieje. Jeżeli
> swiat będzie tak samo ogromny a grafika proporcjonalnie lepsza od FF XII to biore bez
> popity.
XIII zachwyca światem, ja już dla samego tego faktu zakupię to razem z konsolą i Haevy Rainem ;] - kiedyś oczywiście.
No i trzeba się dowiedzieć kiego licha ten Chocobo siedzi gościowi we włosach :D
> > Ja się zastanawiam czy w ogóle dać FFXII druga szansę, nie podchodzi mi ta część.
> Idze
> > później czerpać przyjemnośc z systemu?
> Nie. Jestem w połowie gry i im dalej tym nudniej.
On pytał w zasadzie o FFXII.
> Pompatyczne dialogi, do jeszcze większego bólu.
No, ale monologu jak zostaje się tym kimś elitarnym Shepard z ME nic nie przebije. A pewnie z tymi dialogami to chodzi Ci o Snowa, no on jest po prostu takim naiwnym półgłówkiem ;)
> Zamiast taktycznych bitew mamy fast-click'a
Mógłbyś rozwinąć jaką głębie taktyki chciałbyś mieć? Tutaj masz zmianę paradygmatów (i stosowanie odpowiednich ról w odpowiedniej chwili), kolejność atakowania przeciwników, ręczne wydawanie poleceń jednej postaci i to trzeba dobrze w czasie zgrać. Nie wierzę, że przeszedłeś całą grę wciskając tylko autoattack.
> Ulepszanie broni biedne i nieciekawe. (kiedy wreszcie powróci to z FFVII ?)
W FVII materie służyły w zasadzie do dawania skilli postacią, a nie ulepszania broni.
> > No nic, w FF XIII chętnie bym zagrał ale trzeba poczekać aż konsola stanieje. Jeżeli
>
> > swiat będzie tak samo ogromny a grafika proporcjonalnie lepsza od FF XII to biore
> bez
> > popity.
>
> XIII zachwyca światem, ja już dla samego tego faktu zakupię to razem z konsolą i Haevy
> Rainem ;] - kiedyś oczywiście.
> No i trzeba się dowiedzieć kiego licha ten Chocobo siedzi gościowi we włosach :D
Jak kupisz konsolę to się dowiesz.
No chyba, że pójdziesz na łatwiznę i przeczytasz informacje z netu :]
Ja mam takie pytanko do wszystkich fanów seri FF.
O co chodzi tak naprawde w tej seri, bo nigdy nie grałem z żadna z części a zastanawiam sie czy 13 nie spróbować.
Bo z tego co udało mi się zawsze zasłyszeć, to słyszałem że jest to hardkorowy RPG w stylu Tibi - to znaczy grind grind grind grind i powergaming, okraszony specyficzna cukierkową japońską otoczką fabularną.
Prosił bym o przybliżenie co tak naprawde przyciąga ludzi do tej serii.
Japońskie dziewczyny ??
> Bo z tego co udało mi się zawsze zasłyszeć, to słyszałem że jest to hardkorowy RPG w
> stylu Tibi - to znaczy grind grind grind grind i powergaming, okraszony specyficzna cukierkową
> japońską otoczką fabularną.
> Prosił bym o przybliżenie co tak naprawde przyciąga ludzi do tej serii.
Nie ma wcale nadmiernego grindu, ot idziesz i zabijasz kolejnych przeciwników (chyba, że chcesz maksować wszystko wtedy przed grindem nie uciekniesz). A przyciąga? Przede wszystkim fabuła i dobra reżyseria (dokładnie z tech samych powodów przecierpiałem wszystkie MGSy ;)), no i w tej części ciekawa walka. I wcale jakaś cukierkowata bardzo ta część Finala nie jest.