Diariusz drugi (1716-1730), czyli czasy Wojen Pruskich, a takoż i Prus i Austrii pełne opisanie
Diariusz drugi (1716-1730), czyli czasy Wojen Pruskich, a takoż i Prus i Austrii pełne opisanie
Zimą roku pańskiego 1719 Rzeczypospolita Obojga Narodów wojnę z Prusami wszczęła. Nim jednak werble zagrały, Król August złożył elektorowi Fryderykowi III propozycję, mogącą przelew krwi powstrzymać. Otóż upomniał się o Prusy Zachodnie, które w zamian za Prusy Wschodnie w lenno wieczyste oddaliśmy – oficjalnie ze względu na narastające szemrania szlachty. Nikt w rzeczy samej na spełnienie owych próśb nie liczył, był to li jeno gest formalny. Wypowiedzenie wojny nowe też światło rzuciło na serię tajemniczych zgonów pruskich generałów...
Rok ten był i dla mnie samego znaczący. Od lat trzech szkolony byłem na oficera, podobnie zresztą jak wielu moich przyjaciół. Przydzielono mnie właśnie do sztabu generała Stanisława Poniatowskiego, który główne uderzenie na wroga poprowadził. Dowódca był to zacny i pewny siebie, choć trzeba to przyznać, iż pijanica pierwszej wody i bywało, że do walki niezdolny. Uderzyliśmy na armię w Elblągu stacjonującą, której – zgodnie z przewidywaniami generała – w sukurs przyszły siły w Gdańsku stojące. Z półtora tysiąca Prusaków nasza jazda przepuściła jeno 37 milicjantów baterię dział osłaniających, ale i ich zaraz pod Koszalinem zdybała.
W czasie, gdy z generałem Poniatowskim do Gdańska tryumfalnie wkraczaliśmy (po rozgromieniu ruchawki mieszczańskiej), druga armia Rzeczypospolitej ruszyć musiała na Wrocław, bo Austria po stronie Prus do wojny ruszyła. Siłami tymi dowodził Paweł Łempicki, wówczas już 55 wiosen sobie liczący. Wrocław broniony był pierścieniem fortów, ale też i artylerii w armiach naszych nie brakowało, więc siły obrońców pod gruzami fortecy pogrzebane zostały. Takie były pierwsze dni wojny, co to potrwać miała jeszcze całą dekadę.
Tu warto oddać honor sojusznikom Rzeczypospolitej, którzy nasz czyn zbrojny wsparli. Rosja walcząca z Turkami wiele wskórać nie mogła, ale za to flota duńska porty pruskie skutecznie zablokowała. Osobna rola przypadła w wojnie Augustowi, królowi Saksonii, który to własnej korzyści zbyt usilnie szukał i na Berlin uderzyć próbował. Armia jego odparta została przez Prusaków, a nim wojska Rzeczpospolitej na miejsce dotarły, pogoń wroga do Drezna dotarła i na miasto uderzyła. W ten to sposób za zuchwałość koroną swą i życiem zapłacił.
Nim jednak dalej o kolejach wojny pruskiej opowieść snuć zacznę, wypadałoby o Prusakach opowiedzieć, takich, jakimi byli w tych ostatnich latach poza Rzeczypospolitą. Władca kraju tego nosił tytuł elektora, ale w czasach tamtych ostentacyjnie zwać się królem począł. Przed traktatem o lenna wieczystego wymianie ziemie pruskimi się zwące oddzielone od siebie były polskim Pomorzem. Dwie kwitnące prowincje skarbnikowi królewskiemu spokojny sen zapewniały. Jednak posiadając drogę morską jedynie, zarówno w Królewcu jak i Berlinie władca utrzymywać musiałby spore siły, by niezależnie Pomorza Wschodniego i Brandenburgii móc bronić.
Będąc już przy wojskowym temacie, przyznać muszę, iż armia pruska zorganizowaną i sprawna była, choć siłom Rzeczypospolitej sprostać niezdolna oczywiście. Trzon, jak i w wielu innych krajach, stanowiła liniowa piechota, wspierana przez grenadierów. Błędem niewątpliwym było opieranie się na milicji, bo oddziały takie, choć liczne, to większy entuzjazm zdradzają do ucieczki niż marszu naprzód, szczególnie zaś pod ostrzałem. Pruscy jegrzy z drugiej strony to doskonała lekka piechota, zdolna skryć się gdziekolwiek i razić kulami z dużego dystansu. Rozsądny dowódca wiele z ich pomocą może zdziałać.
Konnica pruska zbliżona bardzo była do naszej, choć w polu wiele jej nie występowało – panowie bracia drwili, iż elektorowi najwyraźniej głownie do defilowania przed Bramą Brandenburską służyła. Lekkie pułki konne, ułani, huzarzy i dragoni – napotykaliśmy ich pojedyncze oddziały, niezdolne do skutecznego wejścia na flankę naszych armii. Często też zaskakiwaliśmy jazdę w fortecach, nie dając jej wyjść w pole. Szczęściem nasze uderzenie było tak szybkie i nie dało czasu na zwerbowanie kirasjerów – słabszych od naszych towarzyszy pancernych, ale dalej groźnych w zwarciu.
Jeśli zaś chodzi o artylerię, to nie ma co się tu zbytnio rozpisywać. Stanowiła dokładny odpowiednik tego, co napotykało się w dniach owych w Europie całej. Jak na kraj obszarowo niewielki Prusy dzięki bogactwu swemu w stanie były wystawić siły równe liczebnością – acz nie zawsze jakością – armii Rzeczypospolitej. Gdy dziś w przeszłość spoglądam, dostrzegam jak ważnym krokiem było przecięcie wrzodu owego, co na ciele naszej ojczyzny od czasów Zakonu Krzyżackiego narastał. Tak szybko rosnąc w potęgę, mogliby nam w ciągu półwiecza poważnie zagrozić...
Austria w owych dniach była państwem potężnym, zdolnym rękawice rzucić każdemu imperium. Raz tylko przecież polskiej pomocy potrzebowali w walce z Turkami, a dzieci Rzeczpospolitej doskonale wiedzą, jak groźne potrafią być ich najazdy. W Erfurcie kwitła nauka, podobnie jak w otwartej niedługo przed wojną z Rzeczypospolitą uczelni w bliźniaczych miastach Budzie i Peszcie, Dunajem rozdzielonych. Gdyby nie fakt, iż król Leopold II w wojnę z Francją wcześniej się zaangażował, pewien jestem, iż kampania w dekadę by się nie zakończyła.
Ziemie Austrii obejmowały Śląsk, Czechy, Węgry, Dalmację i dzikie Karpaty. Port w Trieście zapewniał dopływ dóbr wszelakich i w zasadzie li tylko mieszkańcy Transylwanii głód czasem odczuwali. Inne prowincje cieszyły się bogactwem. Wszelkie dobra płynęły szeroką rzeką ku Wiedniowi, do rozbudowanego niedawno kompleksu pałacowego, zwanego Hofburgiem. W zasadzie to miasto w mieście raczej, z koszarami i stajniami dla całej armii. Armii, co zaznaczyć trzeba, lekkiej i mobilnej nad wyraz, o czym przyszło nam się przekonać.
Owa mobilność dotyczyła zarówno konnicy jak i piechoty. Twardy trzon wojsk, oparty na liniowej piechocie i grenadierach, wspierały liczne typy lekkiej piechoty. Najczęściej napotykaliśmy pandurów, z pozory motłoch, ale używający solidnych muszkietów. Żołnierze ci są mistrzami zasadzki, nawet w marszu często ciężko ich wypatrzeć, o swojej obecności przypominają dopiero celnie wymierzoną kulą. Na szczęście w zwarciu warci są tyle, na ile wyglądają, czyli pola dostają równie skutecznie jak pierwsza lepsza czerń.
Znacznie skuteczniejszymi oddziałami lekkiej piechoty okazali się jegrzy. Nie było w Rzeczypospolitej wówczas muszkietów zdolnych donieść dalej, niż na dwie trzecie zasięgu broni jegrów. Jakby tego było mało, po oddaniu salwy zwykli w las zapadać bez śladu. Pośród austriackiej lekkiej piechoty byli jeszcze strzelcy z wiatrówkami, które jak wiadomo zasięg mają groźny, a i ładować je łatwiej znacznie niż muszkiety wszelakie. W odróżnieniu od innych austriackich piechurów ci zdolni byli stanąć do zwarcia, ale ciężko było ich skłonić do tego.
Lekkiej konnicy też król Austrii miał pod dostatkiem. Jak wie każde dziecko, Węgier konno jeździć potrafi, a i szablą robi dzielnie. Nie dziwnym więc jest, iż z tych właśnie ziem wywodzą się najlepsi huzarzy. Zagony owej konnicy osłaniane przez karabinierów zapędzały się daleko na nasze terytorium i paliły tak zasiewy, jak i co mniejsze miasta. Nic więc dziwnego, że pożytku z artylerii w takich wojskach było niewiele, więc większość jej – leciwej już zresztą – w Wiedniu na placu fortecy stała i na deszczu niszczała.
Trochę już naprzód wybiegłem, pora więc wrócić do losów wojny pruskiej. Ruszywszy szybciej niż w planach to było, w bezskutecznej próbie odsieczy dla Drezna, armia nasza pod dowództwem generała Poniatowskiego stanęła pod Berlinem latem roku pańskiego 1721. Tymczasem w stolicy trwał nabór do nowych jednostek dragonów lekkokonnych, co w miastach zajętych garnizony utrzymywać miały. Jako że mieszczanie w Berlinie tumult straszliwy podnosili co i rusz, armia nasza do czasu przybycia dragonów tkwić tam musiała.
We Wrocławiu spokój panował na tyle duży, że generał Łempicki wyruszył odbić z rąk Prusaków Drezno. W jego miejsce przybyła do miasta część starego garnizonu warszawskiego, by mimo wszystko głowa żadna tam się nie podniosła. Jako że czas na werbunek był potrzebny, szturmem Drezna nie brano i armia generała Łempickiego na lata dwa w Saksonii zapadła. Oferty kapitulacji systematycznie obrońcy odrzucali, aż wreszcie, gdy zapasy się skończyły, na nasze siły się rzucili, by kordon oblężenia przerwać. Ostatnia armia Prus została rozbita w pył pod koniec 1722 roku.
Po kapitulacji pruskiego elektora wojska Rzeczpospolitej przegrupowały się nieznacznie i baczenie miały na granicę austriacką. Pokój jednak nie był nam sądzony, choć przecież wróg wojnę na dwa fronty toczył. Duma króla Austrii była jednak zbyt wielka. W szaleństwie swym posunął się nawet do tego, ze zagony rozesłał, by plądrowały i paliły farmy oraz miasta przygraniczne na Śląsku i w Saksonii. Podpalenie uniwersytetu w Erfurcie przypieczętowało decyzję o wznowieniu działań wojennych z naszej strony.
Z nadejściem roku 1725 ponownie byliśmy w marszu. Nad Odrą zdybaliśmy austriackich grasantów i nie było dnia tego litości. Stamtąd armia nasza na Pragę ruszyła i miasto szturmem wzięliśmy. Garnizon był tu skromny, wysłaniem zagonów osłabiony. Czesi też do walki z nami się nie kwapili i nie za wielu ich wyszło poprzeć austriackich ciemiężców. Starty były niewielkie, więc poczekaliśmy jedynie na armię generała Łempickiego, tudzież nadejście sił garnizonowych i wymaszerowaliśmy na południe, by uderzyć wprost w serce Austrii.
Jako że zarówno w Wiedniu, jak i na Węgrzech wróg solidne garnizony utrzymywał, działanie obu naszych armii musiało być skoordynowane, by nie dać przeciwnikowi czasu na reakcję. Zamknęliśmy w pierścieniu oblężenia całe siły wroga w centrum jego kraju. Skromne garnizony z Dalmacji i Karpat nie odważyły się wyruszyć na pomoc oblężonym. Uczniowie imć pana Pawła Wojsa mieli zresztą baczenie na ruchy sił austriackich, więc nie można nas było zaskoczyć. W roku 1728 oba miasta były już w naszych rękach.
Wraz z początkiem lata roku 1729, po wyłapaniu kolejnych austriackich grasantów i podesłaniu do Wiednia części praskiego garnizonu wyruszyliśmy w stronę Adriatyku. Generał Łempicki pozostał na Węgrzech, by ruchy armii z Transylwanii na wszelki wypadek ograniczyć. Nim pożółkły liście na drzewach, tamtejsza forteca jedynym pozostała punktem obrony dla Austrii. Wtedy to rozgorzała dysputa, co dalej czynić. Generałowie chcieli ruszyć w Karpaty, ale parlament ustalił co innego: początek rozmów pokojowych.
Warunki przedstawione przez Rzeczpospolitą Obojga Narodów do oględnych nie należały. Król Austrii nie miał jednakże pola do manewru i przyjąć musiał ofertę naszą. Wspaniałomyślnie zaoferowaliśmy traktat handlowy i objęcie ostatnich ziem Austrii protektoratem. W zamian przeciwnik musiał jedynie podzielić się swymi odkryciami naukowymi. Kapitulacja została podpisana, a dla mnie nastał nowy okres życia, czyli przejście ze służby wojskowej do publicznej.
Tytuł powinien brzmieć "Tydzień z instalacją gry Epmire: Total War".Żenada. Przeszła mi cala ochota. Szkoda tylko, że zapłacone.
Usunięty
Usunięty
05/03/2009 14:33
Dnia 04.03.2009 o 16:13, Vojtas napisał:
- co do Prus - pewnych rzeczy nie wyegzekwujesz samym prawem i dyplomacją; tam potrzebne było trzęsienie ziemi, tornado i tsunami - tego zabrakło. To był kardynalny błąd, który później zemścił się na Rzeczypospolitej,
Po pierwsze: kto mówił o dyplomacji?Po drugie: egzekwowanie prawa ZAWSZE zakłada użycie przymusu, gdyby strona która prawo złamała, nie chciała się poddać owej egzekucji dobrowolnie.Po trzecie: po 1630 roku siły brandenburskie były związane na zachodzie (a w ciągu roku weszły do walk po stronie protestanckiej - POPIERAJĄC Szwedów) Więc gdyby król wysłał nawet tylko siły nadworne, to Brandenburczycy nie bardzo kim mieliby się bronić w Prusach...
Dnia 04.03.2009 o 16:13, Vojtas napisał:
- jeśli chodzi o szlachte, to oczywiście liberum veto, zrywanie sejmów, kupowanie głosów etc, a magnaci mieli państwa w państwie. No i nie mieliśmy szczęścia do królów elekcyjnych.
Powtarzasz te same frazesy - kilku sprzedawczyków nie czyni jeszcze ogółu szlachty. Zapytam jeszcze raz - JAKIE REFORMY ZABLOKOWAŁA SAMA SZLACHTA?Zauważ, że obaj Sasowie (na ten przykład) byli "wybierani" przez zdecydowaną mniejszość szlachty, bo większość popierała ich przeciwników.
Usunięty
Usunięty
04/03/2009 18:13
Do Simonshepard:Dokładnie u mnie jest identyczniedzwoniłem na linie techniczną kazali mi ponownie zainstalować gręzainstalowałem i najpierw mi zaczęło ściągać, pokazały się procenty do 3%potem w statucie pokazało się: Rozpoczęcie pobierania.."ale jak znowu wyskoczyły procenty jest 0%!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!